Zapisane offline: Old Web

Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie.
 — Mahatma Gandhi

2018-07-07

Ostatnio przeczytałem interesujący artykuł na temat historii i rozwoju sieci web (od czasów gdy web pisało się jako Web) aż po dni dzisiejsze z punktu widzenia środków technicznych do ekspresji online użytkowników sieci internet.

Wspomniany artykuł już w tytule ma postawioną tezę, mianowicie "How the Blog Broke the Web" (dyskusja na HackerNews). Jest zarysowany pokrótce rys historyczny i ewolucja stron www od prostych, ręcznie kodowanych stron po dzisiejsze "potwory" jak WordPress.

Wydźwięk artykułu jest trochę luddystyczny ale pod względem technicznym się zgadzam. Gdy wystarczająca jest funkcjonalność statyczna to strona też powinna być statyczna i odchudzona. Lepiej to dla użytkownika i lepiej pod względem bezpieczeństwa oraz szybkości działania.

Inaczej dochodzimy do momentu gdzie "waga" średniej strony w necie dochodzi do 3MB (polecam świetną prezentację Macieja Cegłowskiego w tym temacie).

Oczywiście szybkość i pojemność sieci w dzisiejszych czasach ma się nijak do czasów z przełomu wieków, ale czy rozwój technologii powinien być spożytkowany na przesyłanie niepotrzebnych danych?

Dzięki świadomej redukcji strona ładuje się szybciej, zjada mniej zasobów. Na przykład tu na mnmlista.pl strony pod względem technicznym to proste pliki html (generowane autorskimi skryptami w bashu z plików *.md - zobacz źródła). CSS też jest minimalny, zbudowany ręcznie i zawiera tylko niezbędne definicje.

Co w rezultacie daje dwa zapytania (jedno po plik *.css i jedno po plik *.html), żeby wyświetlić kompletną stronę. Ilość przesyłanych danych rzadko przekracza 10kB.

Stwarza to nowe możliwości dla mnie. Nie płacę za hosting strony, ponieważ OVH dla utrzymywanych u nich domen oferuje bezpłatny plan hostingowy Start10M, który obejmuje 10 MB pojemności konta i 1G transferu miesięcznie.

Co przy moim serwisie daje mi możliwość zaserwowania ok. 100tys. odsłon miesięcznie zupełnie bez żadnych kosztów! A jak to by nie wystarczało, opcją jest przeniesienie się na GitHub Pages (lub podobne). Tym bardziej, że aktualnie wszyscy wspierają dzięki Let's Encrypt szyfrowanie HTTPS.

Drugą kwestią jeśli chodzi o sprawy techniczne które porusza ten artykuł to fakt, że obniżyła się bariera jeśli chodzi o możliwość publikacji treści, dzięki platformom blogowym, co spowodowało zalew pseudo-treści. Ten fakt martwi mnie bardziej i pisałem o tym kiedyś, to był główny powód dla którego eksperymentowałem z trybem offline jak i byłem "zmęczony" używaniem internetu.

Po prostu stosunek szumu do treści w internecie jest masakrycznie niekorzystny dla treści. Dlatego tak lubię książki, choć to powoli się zmienia, również na niekorzyść :(.

Ostania rzecz warta podkreślenia to fakt, że podobnie jak autorka artykułu, tęsknie za stronami domowymi, gdzie wszystko było zorganizowane w zakresie treści, miało ręcznie edytowalne menu ze spisem. Gdzie każdy był swoistym "bibliotekarzem" swoich artykułów, artykuły były dogłębne i uaktualniane.

To wszystko się zmieniło wraz z powstaniem blogów. Spis chronologiczny luźno powiązanych notek zabił trochę możliwość tworzenia ponadczasowych treści. Brakuje mi tego.

Dlatego, jako, że zacząłem pracę jako freelancer, postanowiłem, że moja zawodowa strona będzie zorganizowana w starym stylu personal homepage.

Przy okazji, zna ktoś jakiś silnik Wiki który umożliwia generowanie statycznej wersji wynikowej gotowej do uploadu?

Tagi: przemyślenia dziennik prywatne internet

poprzedni post →

:subskrypcja :prawa :archiwum :mnmlista :OLXNowość!