»mnmlista: wszystkie wpisy

» czym jest mnmlista.pl?

original content

Twórcą strony jest Aleksander Dumała, człowiek o wielu zainteresowaniach :)

Strona jest tłumaczeniem anglojęzycznej witryny mnmlist.com.

Dotyczy minimalizmu i powodów, dla których jest on dzisiaj ważny.

Dotyczy różnych rzeczy, które nas przytłaczają.

Dotyczy rozkojarzeń, zaangażowania i nieskończonej listy zadań.

Dotyczy kultury ilości, wielkości i konsumpcji.

Dotyczy tego, w jaki sposób mniej staje się odpowiedzią.

Czytaj więcej.

» mój minimalistyczny desktop

original content

Szukam ochotnika(czki) który przetłumaczy ten wpis, szczegóły jak to zrobić są tutaj


I love seeing other people’s desktops, so I thought I’d show mine as an example of a clean, minimalist desktop.

The desktop pic changes now and then — right now it’s a snow leopard, reminiscent of the new OSX snow leopard. I enjoy pics that are calm but inspiring.

I’ve removed all icons, including hard drive icons (go to Preferences in the Finder, unselect hard disks from “show these items” list). I’ve also removed the menu bar using MagicMenu.

I autohide the Dock (go to Dock preferences, and “turn hiding on”), as I never use the dock for launching applications or documents — I use Quicksilver instead. Quicksilver launches things faster than the Dock or even Spotlight, in my experience, and can do much more than launch (appending text, emailing items, cropping photos, and more).

For awhile, I was just using a blank desktop pic, with no icons, dock or menu bar, but the only thing I missed from the menu bar was the clock. So I added the time and date via GeekTool, along with my favorite quote.

Otherwise, there’s nothing there. Which is how I like it.

Note: A less detailed version of this post originally ran on Minimal_Mac, an excellent blog.

» uwolnienie praw i podejście minimalistyczne

original content

Niektórzy z was wiedzą, że nie jestem zwolennikiem praw autorskich. Tak naprawdę, to usunąłem prawa autorskie z tego blogu.

Chociaż może się wydawać, że usuwanie praw autorskich i minimalizm nie mają nic wspólnego, to wierzę, że wywodzą się one z tego samego nastawienia.

W taki sposób.

Prawo autorskie wywodzi się z podejścia ochronnego, które zakłada, że twórca jest właścicielem swojej pracy i musi chronić tę własność, by czerpać z niej zysk. Twórca będzie dzielił się swoją pracą z innymi, lecz tylko za określoną cenę, a każda osoba, która używa tej pracy bez zapłaty albo na jej podstawie tworzy dalsze dzieła, dokonuje kradzieży.

To jest podejście prawa autorskiego.

Podejście usuwania praw autorskich polega na tym, że dajesz bez gwarancji zysku, pozbywasz się własności i wierzysz, że to co tworzysz należy do świata. Masz nadzieję na rozwijanie świata chociaż w małym stopniu i jeśli inni skorzystają z twojej pracy, to dobrze. Jeśli inni użyją twojej pracy do stworzenia czegoś nowego i pięknego, to jest to wspaniałe.

Twórca uwalnia swoją własność, ponieważ trzymanie się jej rani świat, a próba chronienia tej własności prowadzi do niepotrzebnego stresu.

Minimalista również rezygnuje z własności, przynajmniej w jakimś stopniu i wierzy, że posiadanie rzeczy nie czyni go szczęśliwym. Szczęście odnajduje w robieniu rzeczy, pomaganiu innym i tworzeniu.

W tego miejsca minimalista wspiera usuwanie praw autorskich. W ten sposób daje światu i ma nadzieję, że świat będzie przez to lepszy, nawet jeśli tylko odrobinę.

» niezbędne zbędne

original content

Jedną z podstaw minimalizmu jest to, że eliminujesz tak wiele zbędnych rzeczy, jak tylko możesz, by zrobić miejsce na to co ważne.

Jeśli nie potrzebujesz tony ubrań, to pozbądź się ich większej części. Jeśli nie potrzebujesz nowego gadżetu, nie kupuj go. W granicach rozsądku, oczywiście.

Uczysz się być zadowolonym z tego, co już posiadasz, z tego co niezbędne, z robienia rzeczy, które kochasz, a nie z samego posiadania rzeczy.

Zabawne jest jednak, jak często zakładamy, że coś jest niezbędne, a tak naprawdę jest zbędne. Problem polega na tym, że kategoryzujemy rzeczy jako niezbędne, gdyż się do nich przyzwyczailiśmy i wydaje się nam, że nie możemy się bez nich obyć. Trudno jest wtedy dokonywać dużych zmian.

Kilka przykładów:

To tylko kilka przykładów – pomyśl o wszystkich rzeczach, które uważasz za niezbędne. Czy naprawdę takie są? Co naprawdę jest ci potrzebne poza jedzeniem, schronieniem, podstawowym ubraniem i bliskimi osobami?

» dlaczego mniej jest lepsze

original content

Wielu ludzi patrzy na mnie zagadkowo, kiedy oznajmiam że nie potrzebuję więcej rzeczy i że stale pozbywam się tego, co mam.

Co to za dziwak? Z jakiego powodu można chcieć mniej rzeczy?

Mniej jest lepsze.

Mniej oznacza, że wydajesz mniej. Potrzebujesz mniej miejsca na przechowywanie rzeczy. Potrzebujesz mniejszego domu.

Mniej oznacza, że martwisz się mniej. Mniej szukasz rzeczy. Bałagan dotyczy cię w mniejszym stopniu.

Mniej oznacza, że jesteś lżejszy. Jesteś bardziej wolny. Możesz skupiać się na lepszych rzeczach.

Mniej oznacza, że możesz szybciej podróżować. Mniej czasu spędzasz z rzeczami, a więcej czasu na wykonywaniu rzeczy.

Mniej jest bardziej ekonomiczne i piękniejsze.

» konsumpcjonizm a minimalizm

original content

W większości z nas istnieje nieświadoma potrzeba do kupowania modnych rzeczy.

Myślę, że wynika to z naszych lęków i niepewności. Jest to wykorzystywane przez korporacje i reklamy. Reklama zaprojektowana jest tak, byśmy pragnęli więcej i chcieli kupować. A ponieważ działa ona tak dobrze, ostatecznie kupujemy dużo więcej niż potrzebujemy.

Minimalizm jest dokładnym przeciwieństwem tego zjawiska i dla wielu z nas – jest rozwiązaniem.

Pomyśl o społeczeństwach plemiennych, które nie są wystawione na konsumpcjonizm ani na reklamę. Nie mają chęci kupowania nowych modnych ciuchów, gadżetów, samochodów czy butów. Nie chodzi o to, że nie mają swoich pragnień. Mają je, lecz nie na taką samą skalę, jak w naszym społeczeństwie.

W czasach przed istnieniem reklamy, taki rodzaj pragnień nie był tak bardzo dominujący. To właśnie reklama i konsumpcjonizm stworzyły te pragnienia, a przynajmniej zwiększyły je do nadmiernie rozdmuchanego poziomu. Jest to wybitnie skuteczne.

Niestety, oznacza to, że zawsze chcemy kupować więcej i zawsze wydawać więcej. Oznacza to, że albo musimy zaciągać dług, albo pracować więcej, by więcej zarobić. Albo jedno i drugie. Dzisiaj rodziny potrzebują dwóch źródeł dochodów – w przeciwieństwie do czasów 50-60 lat temu, gdzie na utrzymanie rodziny wystarczyła jedna pensja – po części dlatego, że próbujemy utrzymać droższy styl życia (i ponieważ nasze pieniądze są realnie mniej warte). Mamy także więcej długu i kredytu niż kiedykolwiek wcześniej.

Musimy zatrzymać się i zapytać samych siebie – po co to wszystko? Dlaczego pracujemy tak ciężko, aby tak wiele kupować, by tak wiele posiadać i by być zawalonym bałaganem całości naszego dobytku?

To po prostu zbyt wiele. Minimaliści mówią „Wysiadam z tej karuzeli. Wypisuję się.”

Minimalista zadaje sobie przede wszystkim pytanie – czy jest to faktyczna potrzeba, czy tylko pragnienie stworzone przez reklamę? Jeśli jest to wyłącznie pragnienie, to nie kupuje tego.

Minimalista powoli uczy się pozbywać pragnień. Nie dzieje się to w jeden dzień, lecz może się stać, stopniowo, przy stałym wysiłku.

Oto mój sposób:

Minimalista powoli pozbywa się pragnień, by kupować mniej, wydawać mniej, zaciągać mniejsze długi i kredyty (lub nie zaciągać ich wcale) i ostatecznie potrzebuje mniej zarabiać i mniej pracować.

» co byś zabrał przy przeprowadzce

original content

Podczas przeprowadzki dzieje się bardzo satysfakcjonująca rzecz: wymuszony minimalizm.

Kiedy się przeprowadzam – i wiele osób jest podobnych do mnie – porządkuję swoje rzeczy, by nie musieć tak wiele przenosić. Wolę pozbyć się połowy rzeczy niż pakować i przenosić.

Uporządkowanie wszystkiego wymaga pewnej pracy, lecz jest bardzo satysfakcjonujące. I jest dużo łatwiejsze teraz, gdy już normalnie utrzymuję rzeczy na prostym poziomie. Wciąż jednak jest pewne nagromadzenie bałaganu, które dzieje się stopniowo, z biegiem czasu.

Po przeprowadzce znowu jestem na poziomie tego co niezbędne (mając jeszcze kilka wygód). Mój nowy dom jest pięknie minimalistyczny i jestem naprawdę szczęśliwy.

Staram się utrzymywać dom w takiej postaci przez większość czasu, lecz przy moich dzieciach, nie zawsze jest to możliwe.

Przeprowadzka wymusza na mnie minimalizm i jest czasem refleksji: czego potrzebuję? Czego naprawdę używam? Co kocham?

Moje dzisiejsze pytanie do ciebie brzmi: gdybyś miał się przeprowadzić, co byś zabrał?

Użyteczne może być spisanie listy. Potem użyteczne może być pozbycie się wszystkiego, czego nie ma na tej liście.

Pomyśl o tym.

» krocz lekko po świecie

original content

Możemy się wiele nauczyć od tradycyjnych kultur takich jak Indianie. Włączając w to ideę kroczenia lekko po ziemi.

Zapomnieliśmy o tym na przestrzeni ostatnich wieków dążenia do osiągania więcej, produkowania więcej, budowania większych i lepszych rzeczy.

Zapomnieliśmy kroczyć lekko i zaczęliśmy pozbawiać ziemię jej naturalnych zasobów, wycinać lasy, zanieczyszczać rzeki, jeziora i oceany, zmieniać krajobraz by pasował do naszych potrzeb, zabrudzać powietrze, powodować kwaśne deszcze i dziurę ozonową.

To nic nowego. Jesteśmy świadomi problemów, lecz rozwiązania są już mniej oczywiste.

Czy mam kupować ekologiczne produkty? Ekologiczny samochód? Czy segregować śmieci?

Tak, z pewnością. Możesz robić wszystkie te rzeczy i są one użyteczne. Możesz też zrobić coś jeszcze lepszego: kierować się mniej i kroczyć lekko.

Życie wg mniej oznacza, że konsumujesz mniej, zużywasz mniej naturalnych zasobów, zanieczyszczasz mniej, posiadasz mniej rzeczy, mniej przyczyniasz się do emisji zanieczyszczeń.

Minimalizm, filozofia życia wg mniej, jest bardziej ekologiczny, ponieważ używa mniej, a tym samym recykling nie jest tak bardzo konieczny (chociaż wciąż jest ważny). Nie jest ekologicznym konsumowanie olbrzymich ilości produktów (bez znaczenia jest jak bardzo ekologiczne są one same) albo zużywanie naturalnych zasobów (bez znaczenia jak bardzo organicznych).

Można o tym pisać dużo i później to zrobię, lecz na teraz podam kilka krótkich przykładów:

To tylko kilka przykładów. Tak naprawdę chodzi o nastawienie, a nie o dokładny spis rzeczy do zrobienia.

„Krocz lekko na wiosnę. Matka Ziemia jest w ciąży.” - Powiedzenie Indian Kiowa

» minimalizm jest końcem porządkowania

original content

Pojawienie się bałaganu zrodziło cały przemysł: porządkowanie.

Mamy teraz całe zastępy profesjonalnych organizerów, całe firmy, które sprzedają produkty związane z organizacją jak np. organizatory to szaf, czasopisma  i blogi o tym, jak być zorganizowanym i oczywiście notatniki, które nazywamy organizerami i ich elektroniczne odpowiedniki, PDA.

O ile nie mam nic przeciwko profesjonalnym organizerom – pomagają one ludziom odnajdywać spokój w chaotycznym życiu – to uważam, że są zbyteczne… jeśli przyjmiesz minimalizm.

Organizowanie jest konieczne tylko kiedy masz zbyt wiele rzeczy by łatwo znaleźć to czego szukasz.

Pomyśl o tym: kiedy porządkujemy kolekcję książek, to robimy to dlatego, że gdy nie są uporządkowane, to nie możemy znaleźć książek, które chcemy. Jeśli posiadamy na przykład pięć książek, to nie trzeba ich organizować.

Tak samo jest w przypadku wszystkiego, co wymaga porządkowania.

Istnieje wiele innych rzeczy, które potrzeba zorganizować, jeśli nie będą tak proste, jak to tylko możliwe. Jestem pewien, że samemu możesz kilka z nich odkryć. Uczyń je tak minimalnymi jak to tylko możliwe, a organizowanie i porządkowanie ich będzie zbędne.

» kierunek minimalizm: informacje, które musisz przeglądać

original content

Blog „a million monkeys typing” ma interesujący wpis zatytułowany Beginner’s Mind (Umysł początkującego), w którym autor robi listę wszystkich informacji, które musi przeglądać.

Oto jego lista informacji, które musi na bieżąco przeglądać i śledzić:

Nie jest to cała lista, lecz był on w stanie zmniejszyć ją do około tuzina rzeczy. Myślę, że jest to mniej niż u większości ludzi, gdyż dotarł on do ważnych (dla niego) rzeczy. Należy oczywiście pamiętać, że potrzeby każdego z nas są inne i to, co jest niezbędne dla jednej osoby, dla drugiej może być zbędne. Niemniej jest to użyteczne ćwiczenie. Sporządź listę wszystkiego, co musisz przeglądać, a następnie opracuj najprostszą, najbardziej intuicyjna metodę na śledzenie tych informacji. Używając najprostszych narzędzi.

W ramach ćwiczenia, oto moja lista:

Możliwe, że brakuje paru rzeczy. I nie jest to najbardziej minimalna lista, jaka jest możliwa. Najpierw opowiem, jak dotarłem do tego miejsca, a potem przyjrzymy się, w jaki sposób można ją jeszcze bardziej zminimalizować.

Jak dokonywałem redukcji

Kilka lat temu, moja lista byłaby znacznie dłuższa. Na przykład, kiedyś śledziłem wszystkie moje wydatki, kredyty, każdy rachunek i jego datę płatności. Nie robię już tego. Kiedyś śledziłem całe moje odżywianie się, każdą kalorię i liczyłem każdą kalorię spalaną podczas ćwiczeń. Miałem też dużo bardziej skomplikowany system produktywności (oparty na GTD), gdzie śledziłem nie tylko zadania („następne działania”) lecz również projekty, pozycje kiedyś/może, zadania delegowane i tak dalej. Kiedyś miałem listę celów i pod-celów i rzeczy do wykonania dla każdego z nich. Było tego dużo, lecz nie będę zanudzał szczegółami.

Powoli, redukowałem moje potrzeby:

  1. Powoli zmieniałem swoją pracę by pasowała do moich potrzeb. Zajęło to kilka lat, lecz był to świadomy wysiłek, by pracować dla samego siebie, na swoich własnych zasadach i upraszczać to co robię.
  2. Rezultatem jest to, że mam mniejsze potrzeby – nie potrzebuję tak wielu spotkań, projektów i tym podobnych.
  3. Powoli wyszedłem z długów kredytowych i skupiłem się na oszczędzaniu, co pozwoliło mi mniej martwić się finansami. Teraz płacę niektóre rachunki przed terminem, inne mają automatyczne polecenia zapłaty i niewielki nadmiar trzymam na książeczce czekowej, bym nie musiał martwić się o automatyczne płatności i przypadkowe wydatki na życie.
  4. Ostatnio zredukowałem moje potrzeby transportu.
  5. Przestałem odbywać tak wiele spotkań.
  6. Przestałem martwic się o cele. Oznacza to, że nie muszę śledzić ani celów głównych ani zadań do nich należących.
  7. Sprowadziłem swoje nawyki jedzeniowe i ćwiczeniowe do punktu, w którym nie muszę być obsesyjny na ich punkcie. Wypracowałem zrelaksowane podejście do zdrowia, ciesząc się z moich ćwiczeń i zdrowego jedzenia. Obecnie śledzę te rzeczy poprzez daytum, dla zabawy i dla motywacji.
  8. Przestałem czytać wiadomości i martwić się o nadążanie za blogami. Kocham czytać blogi (nie wiadomości) lecz nie czuję potrzeby bycia na bieżąco. Czytam dla przyjemności, bez napięcia.

Stworzę później oddzielne wpisy dla tych rzeczy, gdyż zasługują one na oddzielną uwagę. Chodzi o to, żebyś, w miarę możliwości, przemyślał swoje własne potrzeby i zmieniał je z czasem.

Ważne jest również to, że większość tych zmian zaszła nie przez mój styl życia, lecz przez moje podejście: mniej martwię się celami, śledzeniem kalorii, finansów i tym podobnych rzeczy. A skoro martwię się mniej, to przeglądam je mniej.

Jak można to jeszcze bardziej zredukować

Mogę to pociągnąć jeszcze dalej. Oto co robię i będę robił w najbliższych miesiącach, aby zredukować moją potrzebę śledzenia informacji:

  1. Przyjmę skupianie się na obecnej chwili jako podejście do zadań. Napiszę o tym niebawem. W skrócie, oznacza to, że nie śledzę celów, projektów ani nawet zadań. Każdego ranka zadaj sobie pytanie: „Co chcę dzisiaj dokonać?” Wtedy każdą chwilę poświęcasz na pracę nad tym, co mnie najbardziej pasjonuje.
  2. Całkowicie porzuć umawianie spotkań wprzód. Powiedz ludziom, by dzwonili do mnie lub pisali email w ciągu dnia i ustalimy godzinę. Jeśli moje dni są szeroko otwarte, ustalenie czasu nie powinno być trudne. Obecnie pracuję już w ten sposób.
  3. Niech technologia śledzi moje kontakty i hasła. Robię to głównie poprzez Gmail – automatycznie przechowuje adresy email i nie muszę już o nich myśleć. Moja komórka przechowuje kontakty telefoniczne. Nie używam programu do zarządzania hasłami, lecz możliwe że zacznę. Nie oznacza to, że nie będę musiał przechowywać tych informacji, lecz to znaczy, że nie będę już musiał się o nie martwić.
  4. Nie muszę już śledzić moich ćwiczeń i diety. Obecnie jednak lepiej się czuję robiąc to. Możliwe, że za kilka miesięcy stanie się to dla mnie zbyteczne.

Oczywiście, te rozwiązania nie będą działać dla każdego. Spisałem je tutaj by pokazać, w jaki sposób można zmienić podejście i potrzeby, by śledzenie i przeglądanie informacji stało się minimalne.

» jak pozbywać się tego co posiadasz

original content

Dla większości ludzi, jedną z najtrudniejszych rzeczy w staniu się minimalistą, jest pozbywanie się rzeczy.

Nie ukrywam, że jest to trudne.

Pozbywanie się może być niesamowitym uwolnieniem i możesz się czuć wyzwolony i lekki gdy już to zrobisz. Lecz pozwolenie sobie na pozbycie się rzeczy jest kwestią emocjonalną. A rzeczy, które wywołują emocje nie zawsze są proste do zrobienia.

Istnieje kilka emocjonalnych powodów, dla których ciężko jest nam pozbyć się rzeczy. Jakiś czas temu, przeczytałem kilka doskonałych tekstów o pozbywaniu się ubrań i podano tam kilka powodów dla tej trudności:

Jak widzisz, sporo powodów składa się na nasze przywiązanie do rzeczy. Możesz również zauważyć, że pierwsze dwa powody dotyczą przeszłości, kolejne dwa są związane z przyszłością, a jedynie ostatni powód dotyczy teraźniejszości.

Istnieją dwa sposoby na pokonanie tych lęków, by odczuć swobodę w pozbywaniu się rzeczy:

  1. Skup się na teraźniejszości. Z pewnością możemy mieć uczucia w stosunku do przeszłości i martwić się utraconymi okazjami, lecz ich już nie ma. Jeśli skupimy się na teraźniejszości – ciesząc się z tego czasu, bez potrzeby posiadania wszystkich tych rzeczy, to możemy puścić trzymanie się przeszłości. Bądź szczęśliwy teraz, a nie przywiązuj się do wspomnień i przeszłych utraconych okazji. Jeśli zatrzymamy się na przeszłości, to nie widzimy obecnych możliwości i okazji.

    Lęki o niepewną przyszłość również można usunąć poprzez skupianie się na teraz. Przyszłość jeszcze nie nastąpiła – istnieje wyłącznie teraźniejszość Nie mamy pojęcia co przyniesie przyszłość, więc martwienie się nią jest stratą czasu. Przekroczymy ten most, gdy będziemy już na miejscu. Skup się na obecnym życiu, na teraz. A kiedy to zrobisz, to zdasz sobie sprawę, że nie potrzebujesz tych rzeczy. Jedyne czego potrzeba, to właściwe wykorzystanie tego, co się dzieje, teraz.

  2. Skup się na jakości, a nie na ilości. Jasne, posiadanie dużej ilości rzeczy, „obfitości” może nieść ze sobą dobre uczucia. Jeśli jednak skupimy się na jakości, a nie na ilości, to możemy mieć jeszcze większą przyjemność. Posiadanie kilku dobrych rzeczy jest dużo lepsze niż posiadanie po prostu dużej ilości rzeczy. Czerpanie radości z małych przyjemności, teraz, jest lepsze niż przemijające i niesatysfakcjonujące emocje, jakie daje nam posiadanie rzeczy.

    Skup się zatem na teraźniejszości i pozwól, by przeszłość i przyszłość odpłynęły. Skup się na jakości, a nie na ilości. W ten sposób likwiduj emocjonalne powiązanie z posiadanymi rzeczami, by móc się ich pozbyć.

Nie jest to tak łatwe, jak brzmi. Zdaję sobie z tego sprawę. Można jednak to zrobić. I kiedy to zrobisz, poczujesz się niesamowicie.

» jak przekonać nie-minimalistów

original content

Jedno z największych wyzwań dla każdego, kto chce żyć minimalistyczne, wcale nie jest wewnętrzne. Jest zewnętrzne – dotyczy najbliższych osób, które nie są przekonane do minimalizmu.

Jak sobie z tym radzić? Czy istnieje na to proste rozwiązanie?

Nie.

Radzenie sobie z ludźmi, którzy mogą zbieraczami wszystkiego, bałaganiarzami lub których zwyczajnie nie obchodzi minimalizm… nie jest proste. Dużo łatwiej jest żyć samemu i nie martwić się o zwyczaje i preferencje innych, lecz wielu z nas nie ma tego „luksusu” (chociaż istnieje parę korzyści z mieszkania z ukochanymi, bliskimi sobie ludźmi).

Podam tu kilka strategii, które działały w moim przypadku. U ciebie będzie z pewnością inaczej.

  1. Skup się na sobie. O ile twój małżonek, partner czy dzieci mogą nie chcieć likwidować bałaganu w swoim życiu ani wyzbywać się konsumpcjonizmu, to ty możesz to robić, przynajmniej w obszarach na które masz wpływ. Możesz przestać kupować. Możesz pozbywać się własnych rzeczy, których nie potrzebujesz. Możesz odkrywać przyjemność w działaniu, a nie w posiadaniu czy kupowaniu. Możesz redukować to co robisz, co konsumujesz, co jesz i tak dalej. Masz całkowitą kontrolę nad tymi sferami i powinny być one pierwszymi, którymi się zajmujesz. Czasami, jeśli poniższe strategie nie zadziałają, będzie to jedyny obszar, jakim będziesz się mógł zająć.
  2. Prowadź przez przykład. Pamiętaj, że inni ludzie mają swoje własne przekonania i sposób życia – nie jesteś w stanie ich kontrolować. Możesz jednak na nich wpływać. Jednym z najlepszych sposobów wpływania na innych jest przykład. Prowadź minimalistyczne życie i pokazuj, jak fantastyczne może to być. Pokaż jak proste – i pełne zabawy – może być likwidowanie bałaganu. Pokaż jak bardzo jesteś szczęśliwy. Dziel się tym ze wszystkimi dokoła siebie. Rób to bez prób wymuszania tego podejścia, gdyż zareagują wtedy negatywnie czując przymuszenie czy nagabywanie do czegokolwiek.
  3. Edukuj. Często ludzie są przeciw zmianie, gdyż nie wiedzą o niej wystarczająco dużo. Walcz z ignorancją poprzez nie inwazyjną edukację. Rozmawiaj z bliskimi o tym co robisz i dlaczego. Pokazuj im przykłady ludzi, którzy cię inspirują. Wysyłaj im linki do mnmlista.pl, zendobry.pl i innych artykułów, blogów i czasopism, które lubisz. Nie rób tego w sensie pouczania, lecz jako dzielenie się rzeczami, które cię ekscytują. Z czasem oni zaczną rozumieć, a może nawet do ciebie dołączą.
  4. Proś o pomoc. Twoi bliscy najprawdopodobniej troszczą się o ciebie. Chcą byś był szczęśliwy i sami chcą być szczęśliwi. Możesz użyć tego pragnienia, które mają, byś był szczęśliwy. Poproś ich o pomoc. Powiedz np.: „Potrzebuję twojej pomocy w dojściu do minimalistycznego życia, jakie chcę prowadzić. Czy możesz mi pomóc?” Oczywiście, jeśli edukowaliśmy ich, to wiedzą już czego chcesz, lecz większość ludzi pomoże ci. Nie proś ich, by się zmienili, lecz zapytaj, czy mogą pomóc i usuwać bałagan albo utrzymywać porządek w określonym miejscu czy też rozwiązać jakiś problem, jaki napotkałeś.
  5. Ustaw granice. Jeśli nie jesteś w stanie zaangażować swoich bliskich, to dobre jest ustawienie granic. W przypadku dzieci, poproś je o ograniczanie ich własnego bałaganu do ich pokoi. Daj im tę osobistą przestrzeń i nie wtrącaj się w nią. W przypadku dorosłych, możesz wyznaczyć określone pokoje czy przestrzenie jako twoje, a inne jako ich. Znałem ludzi, którzy dzielili pokoje czy całe domy na pół – jedna strona była pozbawiona bałaganu, a druga… nie.
  6. Znajdź kompromisy. Życie z innymi ludźmi oznacza wypracowanie sposobu na życie, który sprawdza się dla każdego. Oznacza to, że możesz trochę dać, by w zamian poprosić o trochę czegoś innego. Bądź otwarty na zaakceptowanie nie-do-końca-idealnego rozwiązania, jeśli wszystkim będzie to pasowało.
  7. Zaakceptuj. Ostatecznie, może ci się nie udać przekonać ludzi z którymi żyjesz. Możesz być z tego powodu sfrustrowany i zły albo możesz to zaakceptować. Zalecana jest ta druga opcja, gdyż będziesz miał większy spokój umysłu. Nie jest to proste. Wymaga porzucenia pewnych oczekiwań, pozbycia się potrzeby kontroli i nauczenia się kochać kogoś za to kim jest, a nie za to kim chcesz żeby był. Ostatecznie jednak, ten wysiłek jest tego wart.

» 5 prostych kroków na usunięcie bałaganu z szafy

original content

Okiełznanie zabałaganionej szafy może przerażać.

Jest to przytłaczające i wyobrażamy sobie tę czynność w proporcjach godnych Herkulesa, jakby miało to zająć parę tygodni, jeśli nie dekad.

Nasze umysły nieco przesadzają. Usuwanie bałaganu z szafy nie musi być tak strasznym i żmudnym procesem.

Oto jak można to zrobić szybko. Zauważ, że nie będziemy tu uczyć w jaki sposób urządzać swoją szafę. Zamierzamy nauczyć cię, jak opróżnić ją ze wszystkiego co zbędne. Przeczytaj minimalizm jest końcem porządkowania. Nie dostaniesz więc tutaj żadnej listy ciekawych organizerów do kupienia. W tym procesie oddajemy i sprzedajemy niepotrzebne rzeczy, a nie kupujemy je.

1. Zarezerwuj sobie czas i zdobądź trochę pudełek. Możesz potrzebować kilku godzin, jeśli twoja szafa jest bardzo duża. Zarezerwuj sobie na to wieczór, jeśli masz wolny czas wieczorami, albo pół dnia w weekend. Przygotuj pudełka. Ich ilość zależy od tego, ile masz rzeczy.

2. Wyjmij wszystko, wyrzuć to na jeden stos. Wszystko. Możesz też robić to jeden obszar po drugim, co będzie mniej przytłaczające, lecz będzie wymagało kilku kolejnych kroków, gdyż będziesz musiał powtarzać te kroki na każdy obszar szafy. Obie te metody są dobre.

3. Szybko posortuj cały stos na trzy mniejsze stosy. Nie rozmyślaj nad tym i nie wahaj się. Masz trzy wybory: zatrzymać, wyrzucić i być może. Być może dotyczy wyłącznie rzeczy co do których jest ci ciężko zdecydować. Umieścisz te rzeczy w pudełku i przechowasz przez pół roku. Jeśli w tym czasie ani razu z nich nie skorzystasz, to możesz je wyrzucić. Stos rzeczy to zatrzymania to rzeczy, które naprawdę kochasz i faktycznie używasz. Jeśli nie używałeś czegoś przez ostatnie pół roku, wrzuć to na stos do wyrzucenia. Dla rzeczy zależnych od pory roku (np. płaszcze czy kurki zimowe) niech to będzie ostatni rok. Jeśli masz problem z pozbyciem się rzeczy z sentymentalnych czy innych emocjonalnych powodów, przeczytaj jak pozbywać się tego co posiadasz.

4. Wyczyść i włóż do szafy kategorię do zatrzymania w uporządkowany sposób. Ok, wszystko posegregowane? Wyczyść szafę. Włóż do niej wszystkie rzeczy do zatrzymania (chyba, że ich miejsce jest gdzie indziej). Ułóż wszystko ładnie w dobrym porządku. Nie musi to zająć dużo czasu. Pozostaw miejsca pomiędzy rzeczami, jeśli możesz.

5. Natychmiast zajmij się pozostałymi stosami. Włóż wszystkie rzeczy z kategorii być może (mam nadzieję, że jest ich niewiele) do pudełka. Oznacz pudełko jako kategorię „być może” i oznacz datą. Przechowuj je w miejscu gdzie nie zaglądasz i nie otwieraj przez 6 miesięcy. Po sześciu miesiącach wyrzuć te rzeczy.

Stos do wyrzucenia zapakuj w pudełka – rzeczy, które oddasz charytatywnie, rzeczy, które oddasz przyjaciołom, inne, które możesz sprzedać na allegro. Faktyczne śmieci wyrzuć do kosza.

Opcjonalny krok 6: oddychaj i opływaj w chwale swojej pięknej, nowej i minimalistycznej szafy. Raduj się kubkiem kawy lub herbaty i po prostu podziwiaj. Tak minimalistyczna, tak czysta. Tak piękna!

Kilka dodatkowych wskazówek:

Post zainspirowany przez @paula_heard.

» noś mniej czyli kieszenie lekkie jak powietrze

original content

Jak wiele rzeczy nosisz ze sobą każdego dnia?

Jest to coś, o czym nie myślimy zbyt często, lecz każda rzecz, jaką nosimy jest małym ciężarem. Te małe ciężary się sumują.

Dokładają się one do naszego ogólnego poziomu zmęczenia, są kolejną rzeczą o którą trzeba się martwić i mogą powodować faktyczne problemy z kręgosłupem, jeśli nosimy zbyt dużo.

Ten obszar bardzo się polepszył w moim życiu od momentu, gdy kilka lat temu zdecydowałem się zostać minimalistą.

Robert Daeley, w swoim starym wpisie powiedział:

W duchu GTD, w którym opróżniasz swoją głowę z całego bałaganu i zmartwień, by móc koncentrować się kreatywnie na bieżącym zadaniu, przyjrzyjmy się naszym ciężarom, by sprawdzić, czy nie możemy odrobinę zmniejszyć nasz codzienny, syzyfowy ciężar. Umysł jak woda? Poznaj kieszenie jak powietrze.

Zobaczmy, w jaki sposób można uzyskać kieszenie lekkie jak powietrze.

Co ludzie zazwyczaj noszą

Co znajduje się w twoich kieszeniach, torbie, torebce, aktówce? Co bierzesz ze sobą zanim wyjdziesz z domu? Oto przykłady rzeczy, które ludzie noszą:

OK, ta ostatnia pozycja dotyczy tylko Batmana, lecz pozostałe są dość powszechne, oczywiście w przybliżeniu. Ja również nosiłem kiedyś większość tych rzeczy.

Moje minimalistyczne kieszenie

Obecnie poprzestałem na czymś dość prostym:

I tyle. Czasami mam ze sobą książkę, niekiedy notatnik, a jeszcze innym razem laptop w plecaku, jeśli zamierzam coś pisać. To zależy od moich planów.

Jak widać, nie mam przy sobie dużo elektroniki (i zabieram ze sobą laptopa 1-2 razy w tygodniu), nie mam zegarka, nie mam dużo w moim „portfelu” i nie mam żadnych przyborów toaletowych (oczywiście moja ogolona głowa w tym pomaga).

W jaki sposób osiągnąłem minimalizm

Nie doszedłem do tego w jeden dzień. Redukowałem potrzeby i badałem każdą rzecz pod kątem tego, czy naprawdę muszę ją ze sobą nosić.

  1. Redukowanie potrzeb. Tak jak wspomniałem, od kiedy zdecydowałem się ogolić głowę, nie potrzebuję grzebienia. Nie mówię przez to, że musisz ogolić głowę, lecz znajdź sposób na zredukowanie swoich potrzeb na tego typu przybory. Zdecydowałem również, że nie potrzebuję zegarka, ponieważ (1) preferuję nie martwić się tak bardzo o czas i (2) jeśli chcę wiedzieć, która godzina, to mogę to sprawdzić na komórce. Zdecydowałem, że nie potrzebuję smartfona jak iPhone czy Blackberry. O ile miło byłoby sprawdzić email, wyszukać coś w sieci, sprawdzić stronę czy biznes, gdy jestem na wyjeździe, o tyle nie chcę mieć takiego nieustannego rozkojarzenia. Lubię być w chwili obecnej, szczególnie, gdy jestem z żoną, dziećmi lub przyjaciółmi. Nie lubię, gdy coś mi przeszkadza. Pomyśl o swoich potrzebach i o tym, czy naprawdę są potrzebami, czy też można je wyeliminować lub zmniejszyć.
  2. Testowanie każdej rzeczy. Weź pod rozwagę każdą rzecz, jaką ze sobą nosisz i czy naprawdę używasz jej codziennie. Jeśli nie, to zabieraj ją ze sobą tylko wtedy, gdy jej potrzebujesz. Jeśli nosisz aktówkę pełną dokumentów, których nigdy nie otwierasz, to po co nosić ją w tę i z powrotem? Dlaczego nie trzymać plików na komputerze i mieć do nich dostęp online z każdego miejsca? Jeśli masz torebkę lub torbę, to niech każda rzecz w jej środku przejdzie ten krytyczny test: czy naprawdę jej używasz, cały czas? Czy naprawdę jej potrzebujesz? Jeśli nie, to rozważ pozostawienie jej w domu lub, jeśli nie możesz się zdecydować, to zostaw ją w schowku w samochodzie, by nie nosić jej ze sobą. Robiłem to przez jakiś czas, by czuć się bezpiecznie i ostatecznie nie potrzebowałem już nigdy tych rzeczy.

Bądź lekki

Dobrze jest chodzić bez obciążających cię rzeczy. Czujesz się lekki i wolny. Jest to mniejsze brzemię.

Jest coś bardzo błogiego w chodzeniu bez tych rozkojarzeń. Możesz skupić się na cudownym świecie dokoła ciebie. Możesz rozmawiać z przyjacielem lub członkiem rodziny bez przeszkód. Możesz tworzyć bez rozkojarzeń.

Krocz lekko i noś lekkość w swym sercu.

» faq minimalisty

original content

Oto niektóre często zadawane pytania (FAQ – Frequently Asked Questions) dotyczące minimalizmu i prowadzenia minimalistycznego trybu życia:

Pytanie: Po co być minimalistą?

Odpowiedź: Jest to sposób na ucieczkę przed nadmiarem otaczającego nas świata – nadmiarem konsumpcji, materialnych własności, bezładu, zbyt dużej ilości rzeczy do zrobienia, zbyt dużego zadłużenia, zbyt wielu rozkojarzeń, zbyt wielkiego hałasu. I zbyt małej ilości czytania. Minimalizm jest sposobem na oddzielenie tego, co zbędne, by skupić się na tym, co naprawdę ważne, co nadaje naszemu życiu znaczenie, daje nam radość i wartość.

Pytanie: Czy minimalizm nie jest nudny, gdy nie ma się nic w swoim życiu?

Odpowiedź: Jest to błędne rozumienie minimalizmu. Nie chodzi tu o to, by być jak mnich, pusty, nudny i sterylny. Może tak być, jeśli pójdziesz w tym kierunku, lecz nie polecam tej odmiany minimalizmu. Zamiast tego, usuwamy wszystko poza niezbędnymi rzeczami, by mieć miejsce na to, co daje nam najwięcej radości. Usuń rozkojarzenia, by stworzyć coś naprawdę niezwykłego. Usuń wszystkie zobowiązania, byśmy mogli spędzić czas z ukochanymi. Usuń hałas, byśmy mogli skoncentrować się na wewnętrznym spokoju, duchowości (jeśli tego chcemy), na własnych myślach. Rezultatem jest więcej szczęścia, spokoju i radości, gdyż stworzyliśmy dla nich miejsce.

Pytanie: Czym jest minimalistyczne życie?

Odpowiedź: Jest to po prostu pozbywanie się rzeczy, których nie używasz lub nie potrzebujesz, tworząc uporządkowane, czyste środowisko i pozbawione bałaganu proste życie. Jest to życie bez obsesji na punkcie materialnych rzeczy i bez obsesji wykonywania wszystkiego i robienia zbyt dużo. Polega to na używaniu prostych narzędzi, posiadaniu prostej garderoby, noszeniu małej ilości rzeczy i na lekkości życia.

Pytanie: Jakie są korzyści minimalizmu?

Odpowiedź: Jest ich wiele. Mniejszy stres. Mniejsze wydatki i mniej długów. Mniej sprzątania i porządkowania. Więcej radości. Więcej przestrzeni dla tworzenia, dla najbliższych, dla spokoju, dla robienia rzeczy, które dają ci radość. Jest więcej czasu na zdrowie. Jest bardziej ekologiczny. Jest łatwiej go porządkować. A to dopiero początek.

Pytanie: Jak wygląda dzień minimalisty?

Odpowiedź: Nie ma na to jednej odpowiedzi, lecz minimalista prawdopodobnie skupiałby się na robieniu mniej, na mniejszym bałaganie w planie dnia, lecz to co byłoby w jego planie dnia, byłoby ważne. Minimalista może nie posiadać planu ani kalendarza, jeśli nie musi zrobić wiele w przeciągu normalnego dnia. Może wtedy żyć i pracować z chwili na chwilę albo każdego poranka decydować się na jedną lub dwie ważne rzeczy.

Minimalista zaoszczędziłby również dużo czasu, bo ma mniej bałaganu i mniej rzeczy. Oznacza to mniej czasu na sprzątanie i porządkowanie i mniej czasu na szukanie czegokolwiek. minimalista, który usuwa rozkojarzenia i zajmuje się jednozadaniowością, marnuje mniej czasu z tymi rozkojarzeniami i z przełączaniem się pomiędzy zadaniami (w wielozadaniowości).

Generalnie, to wszystko skutkuje większą ilością czasu na relaks, hobby, na tworzenie i robienie radosnych rzeczy.

Pytanie: Jakie zasady muszę znać, aby stać się minimalistą?

Odpowiedź: Nie ma sztywnych zasad. Dróg jest wiele. Tutaj są jedynie moje sugestie dla minimalistycznego życia. Ktoś inny może zalecać coś innego. Ty również możesz żyć minimalistycznie w jeszcze inny sposób. Generalnie, chodzi o życie bez zbyt dużej liczby zbytecznych własności, rozkojarzeń, bałaganu i śmieci. Chcesz żyć lekko, bez długu, ekologicznie, naturalnie.

Pytanie: Czy musisz być wegetarianinem żeby być minimalistą?

Odpowiedź: Nie. O ile wierzę, że wegański/wegetariański styl życia jest spójny z minimalizmem, to możesz jeść prosto również jako mięsożerca. Naprawdę, dróg jest wiele. Minimalista może jeść naturalnie, bez nadmiernego przetwarzania żywności, nie jedząc zbyt dużo (bez olbrzymich porcji jakie dają dzisiaj w dużej ilości restauracji).

Pytanie: Wierzę w prostotę, lecz dlaczego powinienem być również oszczędny – co złego jest w NAPRAWDĘ ładnych rzeczach?

Odpowiedź: Oszczędność jest prostym sposobem na nie wydawanie pieniędzy na niepotrzebne rzeczy – na trzymaniu się rzeczy koniecznych. Czy jest coś złego w kupowaniu ładnych rzeczy? Niekoniecznie. Jeśli potrzebujesz coś kupić, zazwyczaj lepiej jest kupić to dobrej jakości niż tanie, gdyż będzie lepiej skonstruowane i dłużej będzie nam służyć. Minimalizm dotyczy jakości ponad ilością.

Ale… dobrym pomysłem jest przyjrzeć się, czy przywiązanie do materialnych rzeczy jest dobre. To jest coś, co nie udało mi się w pełni – na przykład kocham swój komputer – lecz jest to coś, nad czym pracuję. Jestem dużo mniej przywiązany do własności niż byłem raptem rok temu i zalecam każdemu, by przyjrzeli się swoim relacjom z fizycznymi rzeczami, z produktami i zobaczyli czy to naprawdę jest coś co chcesz.

Pytanie: Jak funkcjonować minimalistycznie w kraju, gdzie potrzebujesz samochodu i pracy?

Odpowiedź: Cała ta strona internetowa dotyczy minimalizmu w naszej cywilizacji i społeczeństwie, a nie na jakiejś odległej wyspie. Społeczne oczekiwania i kompleksy są właśnie powodem, dla którego minimalizm jest potrzebny. Wszystkie rady jakie daję są skierowane na ludzi we współczesnych społeczeństwach.

Mam takie same problemy. Większość ludzi tutaj gdzie mieszkam, prowadzi bardzo skomplikowane, zabałaganione życie i są oni przywiązani do samochodów, pracy i własności. Ja po prostu zdecydowałem się nie być częścią tego wszystkiego, w takim zakresie w jakim mogę. I jest to możliwe do wykonania w każdym miejscu świata – musisz tylko podjąć świadomą decyzję o zmianie swojego życia.

Czy musisz być tak minimalistyczny jak ja, albo jak ktoś, kto żyje w głuszy? Skądże. To nie o to chodzi. Chodzi o odkrywanie prostoty i tego, co jest dla ciebie ważne. Chodzi o dokonywanie wyborów, a nie przyjmowanie konsumpcyjnego nastawienia, jakie ma większość ludzi.

Pytanie: Czy nie zaprzeczasz sam sobie twierdząc że jesteś minimalistą, a posiadasz komputer, dom i masz szóstkę dzieci?

Odpowiedź: Dróg jest wiele. Każdy musi znaleźć swoją ścieżkę, a moja jest inna od kogoś, kto tez może uważać się za minimalistę. Nigdy też nie twierdziłem, że jestem doskonały – dążę do minimalizmu, lecz zawsze można coś ulepszyć. Posiadam rzeczy, które są niespójne z minimalizmem. Pracuję nad tym.

Powiem też parę słów odnośnie minimalizmu i szóstki dzieci. Sześcioro dzieci jest niespójne z moim przekazem o prostocie, oszczędności, zmniejszaniu, ekologii.

Nie mam nic na swoją obronę, lecz mam wyjaśnienie na tę niespójność. Posiadałem szóstkę dzieci przed (i w trakcie) zmiany mojej filozofii. Tak naprawdę, to moja filozofia nawet teraz się rozwija, więc nie twierdzę, że już od dawna wierzyłem w to co wierzę teraz. Wiele rzeczy, w które wierzę to dość nowe odkrycia.

Na przykład, niedawno podjąłem decyzję o przejściu z powrotem na weganizm (już kiedyś byłem weganinem, lecz byłem lakto-owo wegetarianinem przez ponad rok). Posiadam jednak parę skórzanych sandałów. Mam je wyrzucić? Czy nie byłoby to marnotrawstwo? Czy lepiej marnować rzeczy niż byś spójnym ze swoimi wierzeniami? Ciężko powiedzieć.

Zdecydowałem jednak, że wyrzucenie swoich dzieci byłoby nieetyczne tylko dlatego, że teraz wierzę w zmniejszanie. Była to ciężka decyzja, lecz trzymam się jej.

Na skutek upraszczania, jestem w stanie cieszyć się z mojego czasu z dziećmi i muszę przyznać, że są najlepszą rzeczą, jaka  mi się przydarzyła. Nie żałuję tego, że je mam, nawet jeśli są niespójne z moją filozofią zmniejszania.

Z drugiej strony, wierzę, że nawet z szóstką dzieci, będąc weganinem, kupując mniej rzeczy, korzystając oszczędnie z energii, posiadając tylko jeden samochód, często chodząc lub jeżdżąc rowerem, zużywam tak naprawdę mniej zasobów niż przeciętna osoba w krajach rozwiniętych (i znacznie mniej niż przeciętny amerykanin). Nie jest to usprawiedliwienie dla szóstki dzieci, lecz uwaga, że rzeczy nie są tak złe jak mogłyby być.

Pytanie: Dlaczego nie masz komentarzy na tej stronie?

Odpowiedź: Celowo wyłączyłem funkcje komentarzy na tej stronie z kilku powodów:

  1. Prowadzę kilka innych blogów i otrzymuję tonę komentarzy na Zen Habits i zarządzanie kolejnym blogiem z komentarzami to dla mnie zbyt dużo. Po prostu nie mam czasu i jeśli miałbym to robić, nie mógłbym prowadzić tego bloga.
  2. Kocham dialog z czytelnikami – to właśnie sprawia, że blogowanie jest taką radością – lecz komentowanie to tylko jeden ze sposobów. Zachęcam do komentowania na twitterze lub na twoim blogu. Taki dialog będzie wtedy bardziej globalny.

Pytanie: W czym mnmlista.pl jest różne od Zen Habits?

Odpowiedź: Zen Habits dotyczy prostoty, a mnmlista.pl dotyczy minimalizmu – nie potrafisz dostrzec różnicy?

Tak naprawdę, to ta strona ma inny zakres niż Zen Habits. Tam opisywane są różne tematy, takie jak produktywność, zmiana nawyków, zdrowie i fitness, rodzina, finanse, szczęście i oczywiście prostota.

Niniejszy blog będzie skupiał się prawie wyłącznie na minimalizmie, który jest moja pasją. Nie wszyscy czytelnicy Zen Habits są strasznie zainteresowani minimalizmem, więc tworzę tego bloga dla tych, którzy chcą o tym czytać.

» jak być mniej zarobionym w zapracowanym świecie

original content

Większość z nas jest dość zapracowana, prawie każdego dnia.

Niektórzy to lubią – bycie zapracowanym jest prawie statusem symbolu, gdyż pokazuje, że jesteś ważny, produktywny i dążysz do osiągnięć. Jeśli jesteś na ważnym spotkaniu i przy pomocy Blackberry wysyłasz maile i dzwonisz w jego trakcie, to musisz być ważny, prawda?

Proponuję, byśmy odrzucili tę małą grę kto jest bardziej zapracowany od kogo. Powinniśmy się z niej wypisać. Powinniśmy powiedzieć „Chciałbym odnaleźć spokój umysłu, umieć się relaksować i naprawdę cieszyć się życiem, zamiast pozwalać, by przepływało obok mnie, bym mógł być ‚produktywny’ i pokazywać wszystkim jak bardzo jestem ważny”.

Ok, możesz zamiast tego powiedzieć coś krótszego. Na przykład: „Nie, dziękuję”.

Dlaczego zapracowanie jest pułapką głupców

W zapracowaniu chodzi o to, że się nigdy nie kończy. Nigdy z niego nie wyjdziesz (chyba, że dokonasz świadomego wysiłku w tym kierunku), gdyż to wszystko nie ma końca: rzeczy do zrobienia, maile, komunikatory, telefony, spotkania, spotkania i jeszcze więcej spotkań. Jesteśmy chomikami w młynku i biegniemy bez żadnego celu poza zadowoleniem naszego szefa, by zarobić dla kogoś pieniądze, a może nawet zarobić je dla samego siebie… lecz po co?

Młynek nigdy się nie skończy. Nie ma końca, ponieważ nie ma żadnego celu.

Ale wiesz co? To podróż jest celem. Już tam jesteśmy – to co dzisiaj robimy, to właśnie takie jest nasze życie. Czy bycie zapracowanym to prawdziwy sens życia? Czy może jest w nim coś więcej? Czy istnieje lepsze życie?

Wierzę, że powinniśmy porzucić zapracowanie dla bardziej wartościowych rzeczy. Porzuć nagłe na rzecz ważnego. A nawet wtedy, jeśli robimy ważne rzeczy, nie powinniśmy wypełniać każdej minuty czymś ważnym. Potrzeba nam nauki relaksu, bycia szczęśliwym i cieszenia się życiem. Bo inaczej nie jest to życie warte życia.

Potrzebujemy odkryć na nowo, jak to jest nic nie robić, siedzieć w bezruchu, cieszyć się ciszą. Potrzebujemy wprowadzić przestrzeń pomiędzy rzeczy, zamiast stłaczać je ciągle jedna przy drugiej. Przestańmy być zapracowani i zacznijmy być szczęśliwi.

Jak być mniej zapracowanym

Zaczyna się od decyzji: chcę być mniej zapracowany. Nie chcę tego dłużej robić.

To co po tym następuje zależy od tego, jak wiele kontroli masz nad swoim dniem.

Jeśli masz chociaż trochę kontroli sporządź dwie listy: swój idealny dzień oraz wszystkie rzeczy, które wypełniają twój dzień (twoje wszystkie zobowiązania). Zacznij od wyeliminowania zobowiązań, które nie są istotne, nie składają się na twój idealny dzień – zadzwoń od odpowiednich ludzi lub napisz do nich maile i powiedz im, że nie możesz dłużej angażować się w to zobowiązanie, ponieważ nie masz na to czasu. Ludzie będą zawiedzeni, lecz przeżyją to.

Następnie wykonuj swój idealny plan dnia. Upewnij się, że pomiędzy pozycjami jest przestrzeń, byś nie musiał się spieszyć. Pozostawiaj wolne duże bloki czasu, byś mógł skupić się na tworzeniu lub robieniu czegoś, co daje ci radość. Pozostaw chociaż jeden duży blok czasu na robienie rzeczy nie związanych z pracą. Niech to będzie spędzanie czasu z rodziną, gimnastyka, zajmowanie się hobby lub po prostu relaks.

Spójrz na swoją listę rzeczy do zrobienia i zastanów się, co możesz wyeliminować, delegować lub odłożyć na później. Każdego dnia wybierz jedną do trzech rzeczy na których będziesz się skupiał. Przeznacz blok czasu na zajmowanie się emailami, telefonami i mniejszymi zadaniami, by nie przeszkadzały ci one w ciągu dnia.

Dla dużych obszarów czasu odłącz internet. Kiedy idziesz gdzieś, wyłącz swój telefon, albo nie bierz go ze sobą, byś był odłączony od świata online i rozkojarzeń, a połączony z prawdziwym światem i prawdziwymi ludźmi. Usuń rozkojarzenia i przerwy, byś nie musiał przełączać swojej uwagi pomiędzy różne rzeczy.

Unikaj spotkań. Serio. Wypełniają one twój dzień nie dając produktywności.

Jedno-zadaniowość zamiast wielo-zadaniowości. Skupiaj się na ważnych rzeczach, a nie na stosie drobnostek. Jeśli złapiesz się na otwieraniu wielu nowych zakładek w przeglądarce, zapisz je na później.

Ciesz się spokojem. Relaksuj się, korzystaj z drzemki, oddychaj.

Jeśli masz niewiele kontroli: sprawdź, jak wiele z powyższego możesz zaimplementować u siebie – możesz dojść dalej niż myślisz. Ułożenie idealnego dnia, wyeliminowanie zobowiązań, uproszczenie swojej listy zadań, koncentrowanie się na jednym zadaniu, usunięcie rozkojarzeń i przerwań… większość ludzi może robić większość z tych rzeczy, a jeśli nie większość, to chociaż trochę.

Porozmawiaj ze swoim szefem. Powiedz mu, że chciałbyś być bardziej „produktywny” i że przerwy i spotkania przeszkadzają ci w dokonaniu ważniejszych rzeczy. Powiedz mu czego chciałbyś dokonać i co chciałbyś zmienić w swoim planie dnia. Wypracuj kompromis.

Pomyśl również nad zmianą pracy, jeśli naprawdę nie masz żadnej kontroli. Jest to oczywiście zmiana długoterminowa, lecz jest możliwa, a może nawet pożądana. Przynajmniej pomyśl nad tym.

Na koniec, jakichkolwiek zmian nie dokonasz, możesz być mniej zapracowany po prostu zmieniając swoje nastawienie na takie, w którym żyjesz chwilą obecną zamiast myśleć o innych rzeczach. Zwolnij, oddychaj, ciesz się każdą chwilą. Naucz się skupiać nad tym, co znajduje się przed twymi oczami i odnajduj spokój w tym, co robisz.

A potem wznieś swoją pięść w zwycięskim geście wobec świata i śmiej się po cichu, pokonawszy zapracowany świat.

» rewolucja: uwolnij się od tyranii bycia na bieżąco

original content

Wielu z nas jest niewolnikami wiadomości, potrzeby bycia na bieżąco z tym co dzieje się na świecie, w naszej branży, z naszymi przyjaciółmi.

Jesteśmy w pewien sposób nałogowcami informacji: cały czas oglądamy wiadomości TV, wiadomości ze świata rozrywki, regularnie czytujemy blogi, RSS, Twitter, Facebook, email czy jakąkolwiek z wielu stron agregujących wiadomości.

Pochłania to dużą część naszego dnia i tworzy pewien rodzaj napięcia, którego prawie nie zauważamy, potrzebę bycia na bieżąco.

Na czym opiera się ta potrzeba? Dlaczego nie możemy się od niej uwolnić?

Tak naprawdę, to możemy się od niej uwolnić. Udało mi się to w bardzo dużej mierze. Przyjrzyjmy się dwóm pytaniom.

Na czym oparta jest ta potrzeba?

W skrócie: na lęku.

Jeśli naprawdę się nad tym zastanowimy, to z bycie na bieżąco ze wszystkimi tymi informacjami nic nam nie daje. W jaki sposób mogłoby to wzbogacać nasze życie? W jaki sposób pomaga nam to tworzyć, szczęśliwie żyć, robić to, co jest dla nas najważniejsze, spędzać czas z najbliższymi? Bycie na bieżąco co najwyżej odsuwa nas od wszystkich tych rzeczy.

Powtórzę to raz jeszcze: obsesja bycia na bieżąco z informacjami odsuwa nas od rzeczy, które są dla nas najważniejsze.

Próbujemy jednak być na bieżąco, gdyż boimy się, że:

Te lęki zdają się być rozsądne, dopóki ich nie sprawdzimy. Wtedy naprawdę widać, że są one ugruntowane jedynie w społecznych normach i są „potrzebą” wykreowaną przez media i korporacje.

Jak się uwolnić

Dwa sposoby: 1) badaj indywidualnie każdy lęk i 2) testuj go.

Kiedy skierujemy światło na nasze lęki, tracą one moc. Kiedy je testujemy by sprawdzić ich słuszność, zazwyczaj ją wtedy tracą i możemy je przezwyciężyć.

Skierujmy tu trochę światła:

  1. Możemy wyglądać na ignorantów. Naprawdę? Jak często ludzie robią wobec ciebie quiz dotyczący bieżących wydarzeń albo śmieją się z ciebie, że czegoś nie wiesz? Możliwe, że tak się czasami zdarza, lecz nawet jeśli się zdarza, to co? Pozwól innym napędzać się tą potrzebą i pozwól sobie skupiać się na tych rzeczach o które się troszczysz, a nie na tych, które inni uważają za ważne.
  2. Ominie nas jakaś okazja. Możliwe. Zawsze będą jakieś okazje, jakie ominiemy. Bardziej prawdopodobne jest jednak, że omijają nas okazje, ponieważ pozwalamy, by nasz dzień był pochłonięty próbą bycia na bieżąco ze wszystkim. Kiedy to robimy, tracimy czas, który moglibyśmy użyć do robienia czegoś ekscytującego. Czegoś, co stanowi prawdziwą okazję.
  3. Możemy nie zauważyć czegoś, na co musimy zareagować. Jeśli będzie się działo coś naprawdę złego, to dowiemy się o tym. Słyszę na Twitterze różne rzeczy, nawet jeśli tylko wpadam tam raz na jakiś czas, a przyjaciele i rodzina zawsze mówią mi o klimatycznych czy ekonomicznych katastrofach. Oczywiście jest to poleganie na innych, lecz jeśli oni i tak nam o tym powiedzą, to po co samemu się tym zajmować?
  4. Jeśli nie będziemy dobrze poinformowani, to może stać się nam coś złego. Jest to bardzo nieprawdopodobne. Nie byłem na bieżąco z informacjami już przez kilka lat. Nic złego się mi nie stało. Stały się jednak dobre rzeczy, gdyż mam czas na tworzenie i skupianie się na tym, co daje mi radość.

Następny krok to faktyczne przetestowanie lęków. Przez jeden dzień przestań śledzić wiadomości, czy jakikolwiek inny kanał informacyjny, jakiego używałeś. Zobacz, czy którykolwiek z twoich lęków się zrealizował.

Jeśli nie, to możesz dalej czytać dowolne wiadomości, strony internetowe. A potem spróbuj testu przez dwa dni – zobacz co się dzieje. Powtarzaj to, rozszerzając czas trwania testu, aż możesz wytrzymać kilka tygodni bez bycia na bieżąco. Wtedy zobacz, czy twoje lęki są prawdziwe.

Testowanie pokaże ci fakty. Zobaczysz, czy stanie się coś złego, czy wyjdziesz na ignoranta, czy ominą cię wielkie okazje. Zobaczysz również, czy jesteś bardziej wolny, by żyć takim życiem, jakie chcesz.

» kupowanie nie jest rozwiązaniem

original content

Często, gdy chcemy rozwiązać jakiś problem, albo dokonać jakiejś zmiany w życiu, to kupujemy coś:

Mógłbym wymieniać dalej, lecz widzisz już o co chodzi.

Kupowanie nie jest rozwiązaniem. Albo jest nim bardzo, bardzo rzadko.

Zamiast tego, kupuj mniej. Zatrzymaj się zanim pójdziesz coś kupić. Zobacz, czego możesz użyć z już posiadanych rzeczy. Zobacz, czy ktoś inny posiada coś, co możesz pożyczyć lub wymienić w barterze. Zobacz, czy możesz rozwiązać dany problem bez używania czegokolwiek nowego.

Oto kilka przykładów:

Wiesz już o co chodzi. Czasami będziesz potrzebował rzeczy do rozwiązania problemów, lecz zobacz najpierw co już posiadasz, co możesz pożyczyć lub na co możesz się z kimś zamienić. Możesz też kupić rzecz używaną.

Ironicznie, zauważyłeś pewnie, że sprzedaję książkę o minimalizmie: Prosty przewodnik minimalistycznego życia. Kosztuje 9,95zł. Ma uwolnione prawa autorskie i nie ma żadnych zabezpieczeń DRM.

Nie musisz kupować tego ebooka aby prowadzić bardziej minimalistyczne życie. Ten blog oferuje wiele darmowych pomysłów, tak jak i inne blogi i możesz robić to samodzielnie redukując to co posiadasz i to co robisz, by zostały tylko rzeczy niezbędne.

Oferuję tego ebooka, byś mógł zaoszczędzić trochę czasu na poszukiwaniach i mam nadzieję, że gdy go kupisz, będzie on dla ciebie użyteczny.

» bałagan to prokrastynacja

original content

Kiedy nasz dom lub biuro tonie w bałaganie, w dużej mierze jest to spowodowane prokrastynacją.

Wszyscy odkładamy na później – powiedzmy to wprost. W pewnym stopniu nikt z nas nie jest od tego wolny.

Lecz o ile nasze zadania i projekty mogą się spiętrzyć, dodając nam napięcia, o tyle bałagan jest wizualnym przejawem prokrastynacji i niesie ze sobą tak samo dużo napięcia.

Kiedy odkładamy obiekt, kawałek papieru, ubranie, pocztę… i pozostawimy to w tym miejscu, nie zająwszy się tym, mówiąc że odłożymy to potem albo zajmiemy się tym potem… to jest właśnie prokrastynacja.

Niestety powoduje to, że rzeczy się nawarstwiają, gromadzą z biegiem czasu, a potem tkwimy w wielkim stosie bałaganu, który jest zbyt przytłaczający, by się nim zająć.

Będziesz musiał zająć się tym stosem. Pokazałem już kilka metod. Zejdź do minimalizmu i ciesz się tym.

Kiedy jednak uporasz się z tym całym stosem, to musisz powstrzymać jego ponowne pojawienie się. Tutaj właśnie ważne jest pokonanie nawyku prokrastynacji.

Kiedy zamierzasz coś odłożyć, zajmij się tym od razu. Zajmie to tylko kilka sekund.

Jak długo zajmuje włożenie brudnego ubrania do pralki czy powieszenie koszuli, która wciąż jest czysta? Około 15 sekund. Jak długo zajmuje posortowanie poczty, otworzenie kopert, odłożenie na bok rachunków do zapłacenia, przeczytanie kilku rzeczy i wyrzucenie reszty? Trzy minuty. Jak długo zajmuje odłożenie książki czy czasopisma na miejsce? Odłożenie dokumentu do właściwego segregatora albo wyrzucenie go? Sekundy.

Kiedy zajmujesz się takimi małymi rzeczami na bieżąco, zanim się skumulują, jest to proste. Więc zajmuj się nimi kiedy są proste do ogarnięcia, byś nie musiał się nimi zajmować, gdy stanie się to trudne.

» przechowuj wszystko w plikach tekstowych

original content

Jeśli chodzi o technologię, to mocno wierzę w to, że prostsze jest lepsze.

Mamy skłonność do wykorzystywania coraz większej mocy obliczeniowej poprzez zwiększanie złożoności naszych zadań i informacji – obecnie nie ma już tak, że wszystko jest oparte na tekście (tak jak było to w internecie dawno temu). Teraz wszystko jest graficzne i coraz częściej wykorzystuje wideo.

Rezultatem jest bogatsza prezentacja wizualna, co jest wspaniałe, lecz równocześnie powoduje, że strony ładują się wolniej, aplikacje mają nadmuchany rozmiar i zawieszają się, a informacja, która mogłaby być przedstawiona prosto i szybko, teraz jest przedstawiana poprzez wideo, co sprawia, że czekamy kilka minut, by dotrzeć do jednej czy dwóch interesujących cię informacji.

Złożoność jest duża, powolna, uciążliwa. A co gorsze, nasze dane są często uwiązane w zastrzeżonych formatach, w bazach danych, które mogą się popsuć, w formatach, które nie są kompatybilne z innymi programami.

Prostota jest szybka i lekka. Dane w prostych formatach – takich jak tekst – są mobilne, można je przenosić do każdego programu i nie są zamknięte w zastrzeżonych formatach czy bazach danych.

Coraz bardziej przechodzę na pliki tekstowe, po tym jak przez kilka lat byłem fanem bardziej złożonych formatów i programów.

Kocham programy takie jak EvernoteYojimbo, czy nawet proste Notational Velocity – lecz tak naprawdę pliki tekstowe są równie dobre. I są przy tym szybsze i prostsze.

Mogę uruchomić mój ulubiony edytor tekstu (TextEdit, jest super prosty) i pisać w przeciągu dwóch sekund. Kilka sekund więcej zajmuje załadowanie większego programu takiego jak Evernote czy Yojimbo i każdy z nich zajmuje dużo więcej pamięci systemowej i spowalnia rzeczy. Nawet lekki Notational Velocity, świetny program, przechowuje dane w bazie, która może się popsuć, w formacie, jakiego nie można nigdzie przenieść.

O ile kocham programy graficzne, to są one zbyt duże dla moich potrzeb. Twoje potrzeby mogą być bardziej złożone i wymagające. Ale moje nie są.

Piszę wpisy, artykuły, książki w TextEdit (lub WriteRoom, kiedy czuję zbyt wiele rozkojarzeń), a następnie wklejam je tam, gdzie ich miejsce.

Notatki, listy zadań (jeśli ich potrzebuję) i inne informacje wymagające zapisania, trzymam w plikach tekstowych. Można je otworzyć w pół sekundy, a przy pomocy szybkiej komendy „Szukaj”, mogę znaleźć każdą informację.

Ponownie, moje potrzeby są celowo proste. A pliki tekstowe są celowo minimalistyczne, lekkie, szybkie i tym samym piękne.

Uaktualnienie:

» minimalistyczna konfiguracja Mac’a

original content

Szukam ochotnika(czki) który ten wpis przetłumaczy, szczegóły jak to zrobić są tutaj


A minimalist Mac setup is lightweight, lean, uncluttered, with simple apps.

As a result, things run at a blazing speed, without bloated applications to slow things down. Work is frictionless, and doesn’t take long.

I highly recommend this setup for anyone looking to keep things simple and fast. It’s not recommended for those who are into the latest, coolest applications or who aren’t into simplicity, or who have heavier needs than mine.

Philosophy

  1. No clutter. A cluttered desktop is a distraction. So is a Dock that has 21 icons. So is having a ton of windows open. Keeping your Mac clutter-free minimizes distractions and confusion and allows you to focus.

  2. Keep the system lean. Modern systems tend to be bloated, because they offer so many cool features. I don’t use most of these features. On the Mac, they include: the Dock, Spotlight, the Dashboard, Spaces, Expose, Automator, the menu bar, Bluetooth, MobileMe, Print & Fax, Time Machine, the Screen Saver, and much more. I recommend against using these features, as they just slow things down most of the time. Unfortunately, you can’t turn most of them off without some serious hacking. Turning some of them off helps keep the system lean.

  3. Simple, single-purpose apps. Modern applications try to do too much. They want to be everything, but that leads to feature bloat and memory hogs. It takes a long time to load big apps, and they often crash or slow things down. Instead, keep apps as simple as possible. They should be lightweight, and if possible, have only one purpose and few features.

  4. Simple formats. I prefer text files for storing things. Most other formats, such as databases, are bloated, corruptible, often proprietary, and not compatible with other programs.

  5. Don’t fiddle. Choose a path, and then just stick with it. Geeks like me tend to always try the latest and greatest apps. Forget about it. Choose some simple apps and just get your work done.

The System

Most of what’s included in the Mac (and Windows, for that matter) is unnecessary for getting simple tasks done. Remove what’s possible, hide the rest.

The following setup will allow you to open your apps and complete your tasks as quickly as possible, without the need for complicated features.

  1. Hide Dock. If someone knows how to kill the Dock, please let me know. Or any of the other features mentioned in the previous section. I’ll add it below. As for now, I’ve just put the Dock on auto-hide (“Turn hiding on” in Dock preferences) so it’s not usually cluttering the desktop. I’ve also removed everything from the Dock other than the Trash.

  2. Kill Spotlight. I’ve rarely needed Spotlight, and it takes up a lot of system resources to index your computer. It’s a powerful tool, but too powerful for my needs. Here’s_how_to_kill_it.

  3. Kill Spaces, Expose, Dashboard. Again, two things I never use. If you need these tools, you might have too many windows open. If you don’t need them, kill them. Here’s_how.

4.LaunchBar or Namely. Instead of the Dock, use a launcher. Quicksilver was long my favorite tool on all of Macdom, but I’ve recently realized I don’t need all that power. Spotlight can be used as a launcher if you keep it open, but again, it’s a bit too much power just for launching apps. I recommend LaunchBar to launch apps, folders and files — but you’ll need to go into the preferences and uncheck a lot of things it indexes by default (I only have it index my apps and most commonly used folders). A great alternative is Namely, which only launches apps and is very lightweight. LaunchBar is just as fast, though, in my testing. TextExpander is a good addition for quickly inserting commonly used text.

  1. Keep inactive apps hidden. If you’re using one app, hide the rest. This keeps the distractions to a minimum. It’s simple on the Mac: press Cmd-H when you’re done using an app for now (or Quit if you’re done for awhile). Or Cmd- Option-H to hide all apps other than the one you’re using right now. When you need to switch to an open app, Cmd-Tab will cycle through all the open apps. Btw, if your apps are lightweight and lean, switching between them is a snap. It truly makes a difference.

  2. Clear the Menu Bar. Many people have cluttered Menu Bars, but I find it distracting. Control-click (or right-click) any icon in the menu, go to its preferences and remove it from the Menu Bar. Or remove the Menu Bar completely if you never use it (as I don’t, because I access everything from the keyboard).

  3. Clear icons. Remove all desktop icons. Having icons on your desktop is a distraction, and an inefficient way to launch apps, folders or documents. Use a launcher or hotkeys program instead, such as LaunchBar. To clear your icons: put them all in a folder in your documents folder. Then go to the Finder’s Preferences, and uncheck all items under “Show these items on the desktop”.

Simple Apps

These are the apps I recommend for a minimalist setup – lightweight, fast, without bloat or too many features:

  1. Writing: TextEdit or WriteRoom. Full-featured word processors such as Word and OpenOffice are overkill if you just want to write. Many writers and bloggers get caught up in the perfect writing software, but really all we need is text. Don’t let the software distract. Just write. When you need to format it, use blogging software such as WordPress (for posts) or layout software for ebooks. But at the writing stage, just write.

  2. Notes and to-dos: Notational_Velocity and text files. I mentioned before that I just use text files. Well, now that I know that Notational Velocity can store info as text files, I recommend it for keeping text notes — it’s lightweight and blazing fast, and it keeps all your notes organized and quickly searchable. For to-dos, I just use a text file.

  3. Web: Opera. My absolute favorite browser right now, for its speed and power. Firefox is the most powerful, but also bloated, crashes, slow, and hogs memory. I also like Chrome and Safari but they’re either too unstable (in Chrome’s case, as it’s only a developer’s build right now) or too big (in Safari’s case). Opera is light and really fast, plus it has some great features such as speed dial, keyword shortcuts for bookmarks, notes and much more, that really make the web experience a fast one for people like me who work on the web.

  4. Blogging: WordPress and Transmit. I use WordPress because it’s free and does everything you need it to. I’d use a lighter weight blogging software if I could find one that did everything I need and just worked. Panic’s Transmit is for FTP, and works brilliantly. I used to use Cyberduck, because it’s free, but it’s slow and doesn’t work as well as Transmit.

  5. Photos: Preview and Picasa. I use Preview not only for viewing photos and PDFs, but for cropping and resizing photos for my blog. Picasa is fast and does everything a photo app should do – much faster than iPhoto.

  6. Multimedia: PicoPlay and VLC. iTunes is way too bloated for playing music or videos. These days I just use it to play stuff on my AppleTV. PicoPlay is small and light, for playing your iTunes library and playlists. VLC is light and plays pretty much any video format.

  7. Comm: Skype, Twitter. I don’t use IM programs. Skype I use for audio calls. For Twitter, I don’t use a dedicated app anymore — I just use the web interface, as it doesn’t require a separate app that will hog resources.

  8. Syncing: Dropbox or Google_Docs. As most of my stuff is now stored in text files, I can easily sync with other computers via Dropbox, a great app. Google Docs is still great, but not as fast as text files. I use Google Docs for sharing stuff with other people.

  9. Mail & calendar: Gmail & Gcal. Apples Mail and Calendar apps are too bloated for my needs. Gmail is much faster and just works so much better than any other mail program. Same for Gcal.

Alternatives

The apps I use are just my current preferences. I’ve used others and can recommend them — and there are many more out there I haven’t tried. This post isn’t meant to be exhaustive, but instead illustrative of the type of apps I mean.

Some good alternatives:

  1. Launcher: Quicksilver. Probably the favorite launcher out there, and one of my favorites until recently. It’s a really powerful tool — just a little too powerful for my needs. It doesn’t just launch apps, it can do so much more: set up hotkeys for your favorite documents or folders, insert text quickly, append text to a file without having to open it, resize a photo, add an item to your to-do program, and on and on. All of this without opening other programs. Takes some fiddling to really explore its full potential, but it works as a launcher right out of the box.

  2. To-do: Anxiety or Taskpaper. There are many great to-do programs for the Mac (Things, iGTD, OmniFocus, Kinkless and more) but they’re all overkill for my needs. I love both Anxiety and Taskpaper for their simplicity. At the moment, I just use text files, but I’ve used both these programs and highly recommend them.

  3. Word processing: Bean. If you need a full word processor, this is one of the best lightweight ones.

  4. Web: Google_Chrome, Safari, Camino or Sunrise. Chrome isn’t available for the Mac except in developer builds (as well as the Chromium_developer_builds), but it’s lightweight and fast. Unfortunately, a little unstable for my needs, and doesn’t render everything I need, so I’ll wait for the official release. Safari 4 is much faster than previous versions, and worth a look. Still too heavyweight for my needs. Camino is a great lightweight alternative to Safari, based on the same webkit renderer, without all the features. Sunrise is the lightest of them all — unfortunately, not stable enough for regular use.

  5. Notes: Evernote or Yojimbo. Two great programs, if you have need for more than text notes. I don’t, but if I did I’d use one of these. Yojimbo is better, but Evernote wins for those who want access to their notes from anywhere — multi-platform and on the web.

Further reading

» uwolnij się od celów

original content

„Gdy uwolnisz wszystko, wszystko zostanie zrobione. Ci, którzy uwalniają, zdobywają świat. Gdy jednak próbujesz i próbujesz, to zwycięstwo nad światem jest poza zasięgiem.” - Lao Tse

Jednym z niewzruszonych założeń literatury sukcesu i produktywności jest to, że potrzebujesz mieć cele, by odnieść sukces (poczytaj co mówi Seth Godin – nota bene, szanuję go).

Z tego założenia pochodzą inne przekonania:

Wiem o tym, gdyż przez długi czas wierzyłem w to, żyłem tym i pisałem o tym.

Aż do niedawna.

Do niedawna, zawsze ustawiałem sobie cele – krótkoterminowe, długoterminowe, z listami zadań. Miałem dobre postępy i zrealizowałem w ten sposób wiele celów (przeczytaj Moją historię). I z tego tradycyjnego punktu widzenia, odnosiłem sukces. Nie ma tutaj wątpliwości: cele działają i możesz odnieść sukces używając celów.

Lecz czy są one jedynym sposobem?

Niedawno odszedłem od celów, uwolniłem się z ich kajdan. Uwolniłem się, gdyż w moim sposobie myślenia, cele nie są idealne:

Przede wszystkim jednak, stosując cele: nigdy nie jesteś spełniony. Cele w pewien sposób mówią „Kiedy osiągnę ten cel (albo wszystkie te cele), to wtedy będę szczęśliwy. Nie jestem szczęśliwy teraz, gdyż nie zrealizowałem swoich celów.” Nigdy nie jest to wypowiadane na głos, ale cele właśnie to znaczą. Problem w tym, że kiedy osiągamy cele, nie osiągamy szczęścia. Ustawiamy nowe cele, dążymy do czegoś nowego.

O ile wiele ludzi mówi, że dążenie do czegoś nowego jest dobrą rzeczą, że zawsze powinniśmy do czegoś dążyć. Niestety oznacza to, że nigdy nie będziemy usatysfakcjonowani. Nigdy nie odnajdziemy zadowolenia. Myślę, że to smutne. Powinniśmy nauczyć się jak być zadowolonym teraz, z tego co mamy. Właśnie na tym tak naprawdę polega minimalizm.

A jeśli minimalizm jest byciem szczęśliwym teraz, ciesząc się z tego co mamy, z chwili obecnej, to jak cele mogą być z tym spójne? Jest to coś, co próbowałem pogodzić na przestrzeni ostatnich kilku lat, z niewielkim sukcesem.

Co zatem robi prawdziwy minimalista? Jeśli jesteśmy zadowoleni teraz i opuścimy cele, to czy to oznacza, że nic nie robimy? Siedzimy albo śpimy cały dzień?

Wcale nie. Ja z pewnością tego nie robię. Powinniśmy robić to, co nas uszczęśliwia, realizować swoje pasje, robić rzeczy, które nas ekscytują. Dla mnie i dla wielu ludzi będzie to tworzeniem, budowaniem nowych rzeczy, wyrażaniem samego siebie, robieniem czegoś użytecznego, nowego, pięknego lub inspirującego.

Oto co robię zamiast ustawiania i osiągania celów:

Robię to, co mnie ekscytuje. Każdego dnia. Budzę się i pracuję nad rzeczami, do których mam pasję. Tworzę rzeczy, które kocham tworzyć.

Nie martwię się, gdzie będę (zawodowo) za rok czy nawet za kilka miesięcy. Zajmuję się tym, gdzie jestem teraz.

Nie planuję, bo plany są iluzją – nigdy nie wiesz, co się stanie za rok czy nawet za kilka miesięcy. Możesz próbować kontrolować to co się dzieje, lecz przegrasz. Zawsze pojawią się jakieś rzeczy, czasem dobre, a czasem złe, które zakłócą plany. Zamiast tego, nauczyłem się iść z nurtem, nie martwić się rzeczami, które zakłócają plany lecz zastanawiać się co zrobić teraz. To pozwala mi na korzystanie z pojawiających się okazji, których nigdy bym nie zaplanował, pracować nad rzeczami, o których bym nie wiedział, podejmować decyzje w oparciu o to, co jest najlepsze teraz, a nie o to, co zaplanowałem kilka miesięcy temu.

Nie wymuszam rzeczy, lecz robię to, co przychodzi naturalnie.

Skupiam się na chwili obecnej, na byciu szczęśliwym teraz.

Zabrało mi to trochę czasu – puszczenie celów jest straszną i niekomfortową rzeczą. Lecz jeśli będziesz je uwalniał stopniowo, to nie jest takie trudne. Powoli przyjąłem sposób, w jaki teraz pracuję, nauczyłem się pracować w chwili obecnej, iść z prądem świata, który mnie otacza (online i offline).

Jest to piękny sposób pracy. I nieprzypadkowo osiągnąłem w ten sposób jeszcze więcej, bez robienia tego celem. Jest to naturalny uboczny produkt robienia tego, co kochasz.

„Dobry podróżnik nie ma sztywnych planów i nie skupia się na przybyciu.” – Lao Tse

» prawdziwy koszt rzeczy

original content

Często myślimy o ograniczaniu tego, co kupujemy, gdyż chcemy być oszczędni. Popieram to.

Jest jednak dużo więcej powodów do kupowania mniej.

Koszt kupienia rzeczy to tylko wierzchołek góry. Gdy coś kupujemy, bierzemy to do domu, do naszego życia i przyjmujemy życie tego przedmiotu w tym świecie.

Życie obiektu? Chyba oszalałeś.

Bardzo możliwe – mówię tutaj o sobie. Lecz wysłuchaj mnie, hipotetyczny czytelniku z mojej głowy.

Przedmiot nie rodzi się w sklepie. Rodzi się w lesie (jeśli jest drewniany), w kopalniach (jeśli jest metalowy), w głębinach świata (w przypadku produktów opartych na ropie takich jak plastik, syntetyczne tkaniny itp.) a być może w wielu różnych miejscach, jeśli jest to połączenie materiałów. Rodzi się, gdy te naturalne zasoby zostają wydobyte (wielkim kosztem, również dla środowiska), a następnie są przeniesione do jakiejś fabryki, która zanieczyszcza środowisko. Tam jest kształtowany w swoją ostateczną formę (często dzieje się to w kilku różnych fabrykach), a potem wysyłany do różnych systemów dystrybucji i ostatecznie do sklepu detalicznego.

Mówię „ostatecznie”, lecz daleko tu do końca. Życie tego przedmiotu dopiero zaczęło wkraczać do naszego życia, chociaż zapłaciliśmy już za zniszczenie Ziemi tylko, by to posiadać.

Teraz musimy przetransportować to do domu, dalej zanieczyszczając, konsumując i płacąc – płacąc koszt paliwa, utrzymania transportu, ludzi i koszt czasu, naszych cennych sekund życia, których już nie odzyskamy.

Po tych wszystkich kosztach, ten przedmiot zajmuje teraz wartościową przestrzeń naszego domu (lub biura). Przestrzeń, która mogłaby być przeznaczona na życie  albo moglibyśmy z niej w ogóle zrezygnować mając mniej rzeczy i mniejszy dom. Ta przestrzeń nieruchomości jest bardzo droga: płacimy dużo by kupić lub wynająć dom/mieszkanie i każdy metr naszego lokum kosztuje nas więcej czasu, który spędzamy na zarabianiu pieniędzy, by zapłacić za tę nieruchomość. A to tylko cena wynajmu lub czynszu i kredytu. Dodaj cenę energii, ogrzewania i chłodzenia, koszt utrzymania domu i czas, jaki spędzasz na utrzymywaniu, czyszczeniu, sprzątaniu i organizowaniu tego domu i rzeczy, które się w nim znajdują.

Mimo to, widzimy dopiero jedynie wierzchołek góry. Jeśli ta rzecz jest elektroniczna, to wymaga prądu. Cały czas. Trzeba się tym urządzeniem zajmować, włączać, wyłączać, czyścić, uważać, by go nie zepsuć. To są kolejne drogocenne sekundy, cenne pieniądze. Jeśli przedmiot jest z drewna, metalu czy szkła, to trzeba go będzie polerować. Może się zepsuć i trzeba go będzie naprawić. Musimy gdzieś przechowywać jego gwarancję i pamiętać, gdzie ona jest (zużywając zasoby swojego umysłu). Możemy mieć nawet specjalne narzędzia do tego urządzenia, produkty do jego czyszczenia, akcesoria. One wszystkie wymagają przestrzeni, uwagi i pieniędzy.

Mimo to, nawet nie doszliśmy do połowy. Pominę już resztę opisu i po prostu przedstawię listę.

Jest to tylko częściowa lista. Są to niektóre koszty posiadania rzeczy:

Mógłbym pisać dalej, jak pewnie zauważyłeś. Nie istnieje żaden sposób na obliczenie prawdziwego kosztu rzeczy, gdyż jest to zbyt skomplikowane.

Pamiętaj po prostu o tym wszystkim, gdy będziesz chciał coś nowego – nawet jeśli masz za to nie płacić. Nic nie jest za darmo, jeśli weźmie się pod uwagę wszystko powyższe.

» słodycz mniejszej ilości poczty

original content

O ile papierowe listy stały się już przestarzałe (choć są fajne), to wiele osób wciąż dostaje dużo papierowej poczty. Często jej nie otwieramy, nie katalogujemy i reagujemy na nią, a jej stos rośnie.

Rozwiązaniem nie są lepsze metody obsługi poczty (chociaż to też jest dobry pomysł). Rozwiązaniem jest zmniejszenie jej ilości.

Oto zatem moje rekomendacje – chociaż nie będą one skuteczne w każdym przypadku i z pewnością nie są wyczerpujące.

Jest to po prostu proces systematycznego powstrzymywania poczty u jej źródła.

Spójrz na całą swoją pocztę, osobistą i zawodową i znajdź sposób na powstrzymanie jej napływu. Oto kilka przykładów:

  1. Katalogi. Wyślij email lub zadzwoń do firmy, by usunąć swój adres z listy wysyłkowej. Zajmie to kilka minut, więc jeśli dostajesz ich dużo, to kontaktuj się z kilkoma dziennie, aż dojdziesz do końca.
  2. Reklamy. Jest to trudne, lecz tutaj masz dobry przewodnik po tym temacie.
  3. Bankowe wypisy. Wejdź na stronę internetową banku i wybierz opcję otrzymywania wypisów w formie elektronicznej. Możesz też zadzwonić do banku i powiedzieć, że nie chcesz by to do ciebie wysyłali Jeśli korzystasz z banku elektronicznego, zawsze jest to możliwe.
  4. Rachunki. Ustaw automatyczne płatności, gdzie dostawca energii, internetu czy telefonu wysyła rachunek od razu do twojego banku. Jeśli nie możesz tego zrobić, to po prostu płać rachunki tak szybko, jak to możliwe. Jeśli skorzystasz z automatycznych płatności, to możesz wybrać opcję rachunków elektronicznych lub w ogóle z nich zrezygnować.
  5. Umowy. Jeśli ktoś wysyła ci umowy do podpisania, poproś ich, by używali podpisu cyfrowego. Jest to szybsze i całkowicie legalne – używałem go już wiele razy.
  6. Faktury. Poproś daną firmę, by przesyłali fakturę emailem lub używali faktur online.
  7. Korespondencja. Hmmm. Email? Nie wiem dlaczego niektóre firmy wciąż używają papierowych listów zamiast emaila, lecz powiedz m po prostu, by wysyłali do ciebie na adres elektroniczny.
  8. Gazety i czasopisma. Odwołaj subskrypcje, czytaj online.

Istnieje prawdopodobnie wiele innych rodzajów poczty, których tutaj nie objąłem, lecz wiesz już o co chodzi. Praktycznie dla każdego rodzaju papierowej poczty, istnieje elektroniczna alternatywa (albo możesz obyć się bez alternatywy – po prostu rezygnując z wysyłki).

Nie udało mi się całkowicie wyeliminować napływającej poczty. Niektóre firmy bardzo powoli przyjmują elektroniczne alternatywy. Ale udało mi się wyeliminować jej większość i jest to duża ulga. Bardzo to polecam.

» sztuka krótkich maili

original content

Ze słowami jest jak z promieniami słońca. Im bardziej je kondensujesz, tym głębiej palą. – Robert Southey

Emaile są dla niektórych z nas jak zaraza. Szybko się roznoszą, zarażają cię aż pokryjesz się wrzodami i nie możesz zrobić nic użytecznego, a ostatecznie zapełniają ulice trupami.

OK, może emaile nie są dosłownie jak zaraza.

Mogą one jednak zająć ci cały dzień, jeśli na to pozwolisz. Poznaj sztukę zwięzłości i treściwości.

Opanuj sztukę pisania zwięzłych emaili i przekazuj najważniejsze informacje bez poświęcania im dużo czasu – twojego lub twojego odbiorcy. Swoją zwięzłością zachęcasz również swojego odbiorcę do zwięzłości. Eliminując paplaninę, stajesz się również lepszym pisarzem.

Oto kilka porad do pisania krótkich maili:

Jeśli znasz ludzi, którym przydałyby się te informacje, to napisz do nich maila. Zwięźle.

Jeśli potrzeba wielu słów, by wyrazić co masz na myśli, to przemyśl to bardziej. – Dennis Roth

» prostota jest drogą

original content

„Nie istnieje droga do pokoju. Pokój jest drogą.” – Mahatma Gandi

Prostota, myśli wielu,
jest celem samym w sobie
Lecz widzą to wspak
Prostota jest drogą, jest środkiem
Nie jest dalekim celem
gdzieś w przyszłości
Jest tutaj, teraz
Jest robieniem rzeczy po kolei
Jest zadawaniem prostych pytań
Jest podejmowaniem prostych działań
Jest robieniem rzeczy powoli
Jest rozważaniem i świadomością
wszystkiego

Gdy coś cię przerasta
na drodze do prostoty
Gdy idziesz skomplikowaną, szaloną drogą
by tam dojść
Zatrzymaj się, rozważ i wybierz
ścieżkę prostszą
I krocz powoli
Z łatwością
Z miłością

» szybki minimalizm

original content

Niektórzy z was mają pragnienie stania się minimalistą. Niektórzy może nawet kupili już książkę The Simple Guide to a Minimalist Life (jeśli tak, to dziękuję!).

Lecz ścieżka o stania się minimalistą nie musi być długa i ciężka. Jest ona tak naprawdę bardzo prosta.

Mniej rób i mniej kupuj.

Jest to przełącznik, która działa w przeciągu chwili: w jednym momencie gromadzisz śmieci i jesteś konsumpcyjną materialistyczną kapitalistyczną świnią (bez obrazy), a następnej chwili jesteś minimalistą.

Wymaga to jedynie decyzji do życia z mniej i bycia zadowolonym z tego, gdzie jesteś, co masz i kim jesteś.

Możesz to zrobić teraz.

Czy wszystkie rzeczy w twoim życiu natychmiast znikną? Oczywiście, że nie. Wciąż musisz zredukować wszystkie swoje rzeczy. Musisz wycofać się z zobowiązań i zacząć upraszczać swój plan dnia.

To wszystko wymaga czasu i wysiłku. I jest jeszcze coś, co wymaga czasu: zmiana nawyków zakupowych, zmiana impulsów, stopniowe uwalnianie przywiązań, przyzwyczajanie się do posiadania mniej.

Lecz to wszystko przychodzi później. To przychodzi z terytorium.

Na teraz, po prostu kliknij przełącznik: zacznij kupować mniej (teraz), zacznij robić mniej (teraz), zwolnij i odnajdź zadowolenie. Teraz, tutaj. Bądź szczęśliwy z tego co masz, ze swojego życia, z miejsca w którym jesteś. Przestań skupiać się na tym czego nie masz, gdyż masz dużo więcej niż większość ludzi na świecie – nawet jeśli zrezygnowałeś z dużego samochodu, dużego domu, tony jedzenia i większości swoich rzeczy. Masz cały świat i uczysz się go kochać.

To zajmuje chwilę. Jest cholernie trudne, lecz może się to stać już teraz.

» naucz się kochać mniej

original content

„Sekret szczęścia nie znajduje się w szukaniu więcej, lecz w umiejętności do radowania się mniej” - Sokrates

W tym jednym zdaniu, Sokrates podsumował jeden z największych problemów współczesnego społeczeństwa i podał proste rozwiązanie.

Muszę przyznać, że jest to genialne.

Tak naprawdę, to zanegował on moją potrzebę pisania więcej, lecz ze względu na swój upór, piszę dalej. Chcę porozmawiać o tej umiejętności do radowania się z mniej.

Czy jest trudno cieszyć się z mniej? Nie, niekoniecznie, lecz wymaga to zmiany nastawienia, co wymaga czasu i adaptacji.

Załóżmy że lubisz lody czekoladowe, tak jak ja. Gdy dostajesz cały pojemnik lodów, to czy cieszysz się ze zjedzenia jak największej ich ilości? Wiem, że wielu z nas tak właśnie do tego podchodzi w obliczu pysznego jedzenia.

Co by było, gdybyś nauczył się rozkoszować tylko kilkoma liźnięciami (gryzami?) tych lodów? I z każdym gryzem, kosztował ich smaku, chłodu, kremowości, czekoladowości (tak, jest takie słowo – wymyśliłem je).

Jeśli lubisz ubrania, to zamiast co weekend kupować ich więcej, możesz nauczyć się ograniczyć swoją garderobę do kilku jakościowych, pięknych rzeczy, które będziesz nosić częściej i cieszyć się nimi więcej?

Tak samo jest ze wszystkim co kochasz… włączając w to czytanie online i internetową komunikację (email, Twitter, Facebook, fora internetowe). Czasami wydaje się, że mamy obsesję by mieć tego coraz więcej. Rozważ jednak skupienie się wyłącznie na czytaniu rzeczy jakościowych i jeśli jakiś blog czy Twitter nie oferuje stale dobrej jakości, to pomyśl nad wypisaniem się z niego.

Naucz się kochać mniej telewizji, filmów, gadania, wydawania, zakupów, jedzenia na mieście, fastfoodów, technologii, konsumpcji, produktywności. Wiesz o co chodzi.

Gdy skupiasz się na cieszeniu się z mniej, skupiasz się na pełnym cieszeniu się. Uczysz się zadowalać się niewielką ilością, a kiedy to robisz, masz do dyspozycji szczęśliwe życie. Jedyną granicą twojego szczęścia jest wtedy to, jak bardzo możesz nauczyć się cieszyć się z mniej.

» nie automatyzuj: rób to ręcznie

original content

Jestem wielkim fanem automatyzacji: sprawienie, by technologia robiła rzeczy za ciebie. to jest przyszłość, prawda?

Po co kopiować ręcznie artykuł kilkaset razy, jeśli można skopiować i wkleić go na komputerze i wysłać tysiąc kopii? Po co iść do banku, by zapłacić za rachunek, kiedy możesz wysłać pieniądze z konta online? Po co ręcznie prać i suszyć ubrania, jeśli może to zrobić maszyna?

I chociaż nie zalecam wyrzucenia wszelkiej technologii i automatyzacji, to w pewnych przypadkach zachęcam do „od‑automatyzowania”.

Utrudnienie rzeczy nie jest złe.

Kiedy musimy zrobić coś samodzielnie i kosztuje to nas ileś czasu i wysiłku, zmusza nas to do zastanowienia się, czy w ogóle warto to robić.

Kiedy musisz iść do sklepu (lub jechać samochodem), by kupić coś za gotówkę, jest to mniej wygodne niż zamówienie tego online i dostarczenie pod drzwi. Ta niewygoda jest dodatkowym kosztem i ten wyższy koszt daje nam do chwilę myślenia.

Ta chwila jest wszystkim. W chwili kryje się nieskończoność. Wewnątrz chwili jest myśl, jest decyzja, którą musimy podjąć, decyzja, którą zazwyczaj automatyzujemy, gdyż działanie jest tak proste i szybkie, że nawet nie musimy o tym myśleć.

Łatwo jest kupować rzeczy – łatwiej niż kiedykolwiek. Łatwo jest konsumować informację w takich ilościach, że zapominamy o tworzeniu i budowaniu. Tak łatwo jest komunikować się, że komunikujemy się na więcej sposobów i częściej niż jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Łatwo jest tworzyć gadaninę… lecz czy powinno tak być?

Dlatego musimy dać sobie chwilę na przemyślenie. Rzeczy są proste, lecz czy takimi je chcemy? Łatwe jest fajne, lecz prowadzi do konsekwencji, których możemy nie chcieć. Prowadzi do nadmiaru, do długu, do przeładowania informacją, do tycia, do posiadania zbyt dużo, do wiecznego braku czasu na to co ważne.

Minimalizm, jak już mówiłem, jest odpowiedzią. Redukuj, rób i posiadaj mniej.

Od-automatyzowanie jest drogą do minimalizmu.

Oto kilka przykładów do przemyślenia:

To trochę rzeczy do przemyślenia. Myślę, że moglibyśmy zajść trochę za daleko z tym od-automatyzowaniem, lecz możliwe, że już zaszliśmy zbyt daleko z automatyzacją i wygodą. Przynajmniej zastanów się nad tym przez chwilę.

» pokonaj reklamę

original content

Powodem, dla którego reklama działa na większość z nas jest poczucie, że czegoś nam brakuje. Poczucie, że gdybyśmy tylko zrobili X albo posiadali Y, to bylibyśmy szczęśliwsi. Poczucie, że potrzebujemy tego szczęścia, jakie jest nam oferowane.

Gdybyśmy mieli w sobie  pełnię, szczęście i zadowolenie… to reklama by nie działała. Mówilibyśmy wtedy „Nie, dziękuję”.

Cała rzecz w tym, że ty już to wszystko masz.

Musisz tylko zdać sobie z tego sprawę i wyrazić to w sobie.

Masz wszystko, czego potrzebujesz do szczęścia, już teraz. Żadne z typowych pragnień posiadania więcej pieniędzy, lepszego domu, samochodu, lepszych ubrań i gadżetów, dużego telewizora, super udanej kariery czy biznesu, żadne z nich nie da ci szczęścia.

Szczęście to proste przyjemności, to spędzanie czasu na robieniu tego, co kochasz i spędzanie czasu z tymi, których kochasz. Szczęście to zdawanie sobie sprawy, że świat dokoła nas – niezależnie od tego gdzie jesteśmy – jest cudem, jest piękny i wypełniony tym, co daje nam radość.

To wszystko są narzędzia do szczęścia. Używaj ich i zdaj sobie sprawę, że jesteś błogosławiony ponad wszelką miarę.

Żyj swoim życiem doceniając każdą chwilę jako cud, a niczego więcej nie będziesz chciał. Doceniaj ludzi dokoła ciebie, ciesz się zwariowanym skomplikowaniem wyjątkowości, jaką sobą reprezentują, a nie będziesz potrzebował żadnej dodatkowej rozrywki.

Masz już wszystko. Gdy więc następnym razem ktoś zaoferuje ci „więcej”, powiedz „Nie, dziękuję”.

„Bądź zadowolony z tego co masz; ciesz się z okoliczności, jakie są. Kiedy zdasz sobie sprawę, że niczego nie brakuje, cały świat należy do Ciebie” - Lao Tse

» usuń ze znajomych

original content

Chociaż jeszcze nie opanowałem tej techniki, to jest to coś, co rozważam i pomyślałem, że wrzucę to tutaj dla dyskusji.

Ta technika to „usuwanie z listy znajomych”.

Dlaczego jest to tak ważne dla minimalisty? Ponieważ niektórzy z nas chcą uczestniczyć w społecznościowych sieciach jak Twitter, Facebook i różnych systemach blogów, bez zagrzebywania się w olbrzymim strumieniu informacji, która jest konsumowana gdy tylko w nich uczestniczysz.

Trendem jest obecnie posiadanie tysięcy „przyjaciół”, niezależnie od tego, czy ich faktycznie znasz czy nie. Ja też tak robiłem: gdy założyłem konto na Facebooku, to automatycznie zacząłem dodawać ludzi, którzy wysłali mi zaproszenia i wylądowałem z listą ponad 1000 znajomych, z których większości nie znałem. Na Twitterze zacząłem robić tę samą rzecz, lecz ostatnio zacząłem usuwać ludzi, których nie znam, prawdopodobnie wkurzając ich takim zachowaniem.

Trend podążania za dużą ilością ludzi ma swoje dobre i złe strony. Jedną z zalet jest to, że poznajesz w ten sposób więcej ludzi niż normalnie. Rozszerzasz również swój własny wpływ i tworzona przez ciebie treść rozszerza się szerzej, jeśli właśnie o to ci chodzi.

Minusem jest jednak to, że ciężko jest nadążyć z taką ilością społecznych informacji. Wadą jest też to, że tworzone relacje są z konieczności płytkie, gdyż nie jesteś w stanie ukształtować głębokich więzi z tysiącami ludzi.

Zastanów się więc nad usunięciem ze znajomych ludzi, których nie znasz. Albo przynajmniej o których coś wiesz – czytanie wpisów osoby, która cię interesuje w jakiś sposób, jest jak najbardziej ok, jeśli robisz to z umiarem.

Wygląda to tak. Kiedy usuwasz ludzi z listy znajomych, to możesz ich w ten sposób obrazić. Równocześnie jednak wielce upraszczasz swój bieg informacji i możesz baczniej śledzić wpisy ludzi, których pozostawiasz na takiej liście.

Co najważniejsze, zaczynasz wtedy prawdziwie rozmawiać i tworzyć prawdziwe relacje.

Nie wiem, jaka jest dobra liczba znajomych. Zakładam, że to pewnie jest kilkadziesiąt osób – zdecydowanie poniżej 100. Jeszcze do tego poziomu nie doszedłem, lecz jest to coś, co rozważam.

Usuwanie ludzi z listy znajomych może ich obrazić, lecz jest bardzo wyzwalające.

» unikaj nowych rzeczy

original content

Tak jak rozmawialiśmy w prawdziwym koszcie rzeczy, kupowanie czegoś nowego wymaga ekstrakcji i destrukcji dużej ilości zasobów, nie mówiąc już o niszczeniu środowiska w trakcie wydobycia, produkowania, pakowania i wysyłania przedmiotu.

Zatem gdy chcemy unikać kupowania nowych rzeczy, co możemy zrobić, czy czegoś potrzebujemy? Bo tak naprawdę zawsze są momenty, gdy czegoś potrzebujemy – nie jest to wtedy chęć czy pragnienie, lecz potrzeba spełnienia faktycznego celu. Możemy potrzebować nowych ubrań, książek, czy roweru, by ograniczyć jazdę samochodem.

Pewna kobieta zdecydowała, że nie będzie kupować nic nowego, co jest interesującym rozwiązaniem, lecz prawdopodobnie nie dla większości ludzi. Jeśli nie chcesz nakładać na siebie tak drastycznych ograniczeń, oto jest 7 rzeczy, które możesz zrobić zanim kupisz nową rzecz.

  1. Rozważ ponownie swoją potrzebę. Czy naprawdę tego potrzebujesz? Może jest to zachcianka? Czy możesz tak zmienić okoliczności, by tego nie potrzebować? To zawsze powinno być pierwszą rzeczą, jaką robisz.
  2. Pożyczaj. Możliwe, że danej rzeczy będziesz potrzebować tylko na jakiś czas. Pożyczaj książki od znajomych i z biblioteki. Pożycz sukienkę na specjalną okazję. Pożycz skrzynkę z narzędziami by wykonać jakiś krótki projekt. Upewnij się też, że ty też udostępniasz swoje rzeczy innym, kiedy tylko możesz.
  3. Zapytaj znajomych i rodzinę. Czasami ludzie, których znasz mają rzecz, jakiej potrzebujesz, lecz im już się ona nie przydaje. Zamiast ją pożyczać, możliwe że zgodzą ci się ją oddać. Wystarczy tylko zapytać. Często wysyłam maile, jeśli potrzebuję czegoś, co inni mogą mieć.
  4. Freecycle. Ta sama idea lecz szersza sieć. W Polsce dopiero się to rozwija, lecz daje to możliwość oddawania i wymieniania się rzeczami z ludźmi, których nie znasz osobiście.
  5. Kupuj używane. Jest to nieskończenie lepsze niż kupowanie czegoś nowego, gdyż kupując rzecz używaną, nie przykładasz się do wydobywania z ziemi nowych zasobów  ido nowej produkcji, lecz przedłużasz życie zasobów, które już zostały użyte. Spróbuj poszukać na pchlim targu, w second-handach, na allegro, ebayu lub gumtree.
  6. Zrób tę rzecz samodzielnie. Nie będzie to działało w każdym przypadku (gdybym miał robić własne ubrania, ludzie śmiali by się ze mnie jeszcze bardziej niż robią to obecnie), lecz czasami możesz zrobić coś, co jest równie dobre, jak kupione, a wykonać to z niedrogich materiałów, które w dużej mierze możesz już mieć. Jest to niezwykle skuteczne, jeśli masz wprawę w rzemiośle i może być to dobry sposób na zaangażowanie całej rodziny.
  7. Obądź się bez tej rzeczy. Wiem, że wygląda to podobnie do pierwszego punktu z tej listy, lecz tak naprawdę jest to nieco inne: decydujesz, że naprawdę czegoś potrzebujesz lecz nie możesz tego nigdzie znaleźć ani samodzielnie stworzyć. Czy powinieneś kupić nowe? Możliwe, że możesz obyć się bez tej rzeczy przez jakiś czas, zanim znajdziesz wersję używaną. Możliwe, że potrzebujesz tego, lecz nie od razu. Często znajdujemy rzeczy, gdy mamy oczy otwarte – ktoś może o czymś podobnym wspomni albo zobaczysz to gdzieś w internecie np. za tydzień. Czasami przez ten czas może również zniknąć potrzeba dla tej rzeczy i ucieszysz się wtedy, że poczekałeś.

Czasami możesz być zmuszony do kupienia nowej rzeczy, nawet po przejściu wszystkich tych punktów. Lecz jeśli możesz przejść najpierw przez tę listę, to często okaże się, że nie ma potrzeby kupować rzeczy jako nowej.

» pożądanie nowych rzeczy

original content

Ostatnio napisałem o alternatywach dla kupowania nowych rzeczy i ktoś napisał mi wiadomość:

„Chcę mieć pieniądze na kupowanie nowych rzeczy!”

Czy coś w tym rodzaju (jestem zbyt leniwy, by faktycznie odnaleźć tę wiadomość). Współbrzmi to z powszechnym podejściem u wielu ludzi, którzy nie chcą być oszczędni, nie chcą być minimalistami… bo chcą kupować nowe rzeczy.

Nawet ci z nas, którzy dążą do minimalizmu, mają te pragnienia – kiedy Apple ogłosiło swój nowy produkt, spędziłem pół dnia z cieknącą śliną, pragnąć iMaca z dużym ekranem i nową bezprzewodową myszą. Gdy pomyślę o tych nowych produktach Apple, to wzrasta mi ciśnienie i skacze poziom adrenaliny (dzieje się to nawet teraz, gdy zastanawiam się nad tym).

Nie dotyczy to tylko fanów Apple takich jak ja – wszyscy to czujemy. Wszyscy jesteśmy podatni na reklamę – jedni pożądają nowych butów, ubrań, gadżetów, narzędzi, samochodów, domów, rowerów, wykwintnego jedzenia itd. Wszyscy mamy swoje słabości, swoje guziki, które wyzwalają pożądanie.

Kluczem jest być tego świadomym. Zauważ ekscytację, wzmożone bicie serca, płytki oddech, napływ adrenaliny, który przychodzi przy pożądaniu produktu. Zauważyłeś, że te symptomy są bardzo podobne do podniecenia seksualnego? Są praktycznie takie same – i tak jak przy seksualnym podnieceniu, racjonalna część naszego mózgu się wyłącza. To wyłączenie części mózgu jest powodem dla głupich seksualnych decyzji (np. z tego powodu mam szóstkę dzieci), chociaż bez podniecenia zdaję sobie ze wszystkiego sprawę.

Zatem jeśli nie możemy myśleć racjonalnie, gdy podniecamy się nowymi rzeczami, co możemy zrobić?

Kilka rzeczy:

  1. Unikaj reklamy. Oznacza to albo unikanie telewizji albo oglądanie telewizji pozbawionej reklam np. Tivo, czy jakakolwiek podobna usługa. Oznacza to nie przeglądanie wypełnionych reklamami magazynów i blogów i skupienie się na tych, które dają wartość bez wszystkich tych reklam (możesz też używać blokowania reklam w przeglądarce).
  2. Unikaj zakupów. Ciężko jest unikać pożądania, gdy jesteśmy w centrum handlowym lub po prostu w jakimś modnym sklepie, w którym jest pełno pięknych rzeczy wzbudzających pożądanie (np. dla mnie tak działa Apple Store). Jeśli więc możesz tego uniknąć, nie chodź do takich miejsc. Idź tam jedynie, gdy jest to absolutnie konieczne, wiesz dokładnie co chcesz kupić i wychodzisz tylko z tą konkretną rzeczą.
  3. Kiedy pojawi się to pożądanie, bądź go świadomy. Weź kilka głębokich oddechów. Rozchodź to. Pomyśl o racjonalnych rzeczach, by zaangażować swój racjonalny umysł. Na przykład, zadaj sobie pytanie: „Czy naprawdę tego potrzebuję? Czy mogę się bez tego obyć? Czy będę tego potem żałował?”
  4. Zauważ racjonalizowanie. Istnieje różnica pomiędzy racjonalnym myśleniem, a racjonalizowaniem. Nasze umysłu są dobre w tworzeniu racjonalizujących wymówek: „To pozwoli mi zaoszczędzić pieniądze. Jest to konieczne dla mojej firmy. Zasługuję na prezent od czasu do czasu. Jeśli kupię dwa, to zaoszczędzę pieniądze. Spójrz jakie to piękne!” Zauważ taki rodzaj myślenia i właściwie go rozpoznaj jako wymówkę, którą jest. Wtedy zatrzymaj się.
  5. Wstrzymanie. Nie musisz niczego kupować od razu. Poczekaj dzień albo dwa. Albo tydzień. Czy potrzebujesz tego dokładnie w tej sekundzie? Zazwyczaj odpowiedzią jest nie. Więc czekaj, czekaj, a potem jeszcze trochę poczekaj. Sugerowałem już listę na 30 dni. Używałem tej metody, gdy ostatnio kupiłem swój rower – tak naprawdę przed jego kupieniem czekałem więcej niż 6 miesięcy, gdyż chciałem być pewien, że jest to prawdziwa potrzeba.

Nie kupię więc nowego iMaca, nowej myszki, czy 17-calowego Macbooka Pro, na widok którego się ślinię już od jakiegoś czasu. Mam już wspaniałego iMaca i Macbooka Air (na którym piszę te słowa). Mogę poczekać co najmniej rok lub dłużej do kupna nowego sprzętu, gdyż to co mam teraz jest wystarczające. A nawet dużo lepsze niż wystarczające.

Jeśli to co już masz jest wystarczające, to po co ci zmiana? Po co poddawać się pożądaniu? Zauważ, że już jesteś szczęśliwy, że to reklama tworzy w tobie to pożądanie i że możesz być szczęśliwy bez ulegania mu.

» posiadanie niczego

original content

O ile minimalizm dąży do posiadania niewiele – nie więcej niż faktycznie potrzebujesz – co by się stało, gdybyśmy poszli w skrajność, ot dla zabawy.

Co by się działo, gdybyśmy nie posiadali niczego?

Nie chodzi mi tutaj o brak ubrań, schronienia czy narzędzi, lecz raczej o porzucenie idei prywatnej własności. Jest to idea radykalna (choć wcale nie nowa), lecz warto o niej pomyśleć.

Co by było, gdybyśmy mieli rzeczy, których możemy używać, lecz ich nie posiadali na własność? Gdybyśmy używali ubrań, kiedy są nam potrzebne, lecz potem oddawalibyśmy je do miejsca, w którym są przechowywane (coś jak biblioteka ubrań). I tak samo byłoby ze wszystkimi naszymi rzeczami: komputerami, narzędziami, telewizją, talerzami itd.

A co z domem i samochodem? Współdzielenie samochodu już jest realizowane w niektórych miejscach i to samo można by zrobić z rowerami – biblioteki rowerów w całym kraju. Transport publiczny to oczywiście również idea współdzielenia.

Współdzielone domy to nic nowego, chociaż jest to dość obca idea dla większości z nas, przyzwyczajonych do prywatności własnych domów. Istnieje jednak w tym obszarze wiele możliwości, np:

Gdy porzucisz ideę prywatnej własności, pojawia się wiele możliwości – ograniczonych tylko naszą wyobraźnią.

Po co jednak rozważać tak radykalną zmianę? Oto kilka powodów:

To oczywiście nie stanie się w jeden dzień i nawet nie sądzę, że powinno. Jest to po prostu coś do rozważenia.

Wiem, że ludzie przypominają sobie nieudane eksperymenty, takie jak ZSRR, gdzie porzucenie własności prywatnej w ogóle nie działało. Zgadzam się z tą oceną, lecz problem polegał tam na tym, że wszystkim rządziło państwo. Uważam, że pozwolenie rządowi na kontrolowanie własności, to bardzo zły pomysł. To ludzie powinni ją kontrolować – moglibyśmy ustanowić ochotnicze, demokratyczne stowarzyszenia, które utrzymywałyby te „biblioteki” rowerów, samochodów, ubrań, mieszkań itd.

Tak naprawdę, to założenie takich stowarzyszeń nie wymaga zmiany rządu – moglibyśmy po prostu zebrać się (nawet poprzez internet) i je założyć, przetestować, sprawdzić czy to będzie działać. Wystarczy do tego jedynie grupa ludzi, którzy chcą przetestować ten koncept, którzy szanują się nawzajem w wystarczającym stopniu, by nie skupiać całej władzy w rękach kilku osób. Tak naprawdę należałoby zabezpieczyć się przed takiego typu skupieniem władzy, by każdy miał równy głos wobec wszystkich dotyczących go spraw – nie możemy mieć przedstawicieli, którzy podejmują za nas decyzje.

Nie są to nowe idee. Sięgają one xix wieku i w taki sposób funkcjonowały tradycyjne społeczności, dopóki królowie, księża, szlachta i kupcy nie zaczęli przejmować własności rzeczy.

Zmiana jest możliwa, jeśli otwieramy umysł i pozwalamy sobie na zgłębianie tego, co jest możliwe.

» małe jest piękne

original content

Mniej ma wiele postaci. Możesz posiadać mniej rzeczy, robić mniej rzeczy, używać mniej rzeczy, skupiać się na mniejszej ilości rzeczy.

Lecz mniej to nie tylko mniejsza ilość. To może być również mniejszy rozmiar.

Małe często jest umniejszane w dzisiejszym świecie idei „większe oznacza lepsze”. A to właśnie małe jest piękne i często lepsze.

Małe jest piękne. Dąż do małego, gdy ma to sens i ciesz się cudem, jaki z tego wynika.

» obietnica 400 słów

original content

Po pewnych przemyśleniach, podjąłem mocne postanowienie:

Od mojego ostatniego wpisu, będę trzymał się sztywnego limitu 400 słów w jednym wpisie na mnmlista.pl.

Chyba, że będę potrzebował więcej miejsca.

Myślę, że to będzie spójne z filozofią tej strony: pisanie minimalne, krótkie, rzeczowe. Gdy ma to sens.

» co Twitter musi dodać w przyszłości

original content

Szukam ochotnika(czki) który ten wpis przetłumaczy, szczegóły jak to zrobić są tutaj


Nothing.

Twitter started with a brilliant idea of simplicity:

And people loved the simplicity, and 3rd-party developers used it well to make great apps. Twitter’s simplicity is one reason it’s a better user experience than Facebook or MySpace.

Now Twitter has added lists and the new Retweet feature, and it seems they might be looking to add more. Others are calling for them to remove the 140-character limit, allow more customizations to profile pages, and add a whole host of other features.

No. Please, Twitter, don’t give in to the feature requests, the tendency towards feature bloat. I will live with the lists and retweets, but please stop adding new features.

Instead, focus on making what you have better. Improve your infrastructure so you don’t have the Fail whale ever appear. Make your search better. Get rid of spam. Make it easier to unfollow people. Make the site even simpler.

Even better, move towards an open protocol — allow interconnectivity with Identi.ca and other services so we aren’t trapped into one service. People don’t like being trapped.

Keep it simple, Twitter.

» czytaj powoli i skutecznie

original content

Niedawno przeczytałem wpis, który uczył, w jaki sposób podwoić swoją prędkość czytania… zwróciłem uwagę na tę tezę:

„Oczywiście, im szybciej czytasz, tym bardziej jesteś produktywny. Jeśli podwoisz prędkość czytania, to podwoisz swoją produktywność.”

Nie zgadzam się z tym. Myślę, że trzeba czytać wolniej i skupiać się na wolniejszym wykonywaniu rzeczy. Zwiększa to twoją skuteczność, co jest inną definicją produktywności niż „robienie rzeczy szybciej”.

Argumenty oparte były na idei, że każdy projekt wymaga dużej ilości czytania – materiałów, książek, blogów, notatek. Nie wspomina o mailach, lecz można zakładać, że również w tym obszarze szybsze czytanie może wydawać się bardziej produktywne.

Z pewnością, jeśli szybko przelecisz przez materiały do czytania, to szybciej wykonasz projekt. A następnie możesz przelecieć przez następne zadanie i jeszcze jedno i następne i bum! Jesteś produktywny!

Tyle tylko, że produktywność to nie prędkość, nawet jeśli wmawia się nam, że tak jest. Produktywność to tak naprawdę skuteczność. Chodzi tu o dokonywanie rzeczy – i to wykonywanie najważniejszych rzeczy, a nie po prostu rzeczy.

Kiedy szybko przelatujemy przez zadania i projekty, to tracimy perspektywę. Zapominamy o tym, co jest ważne i po prostu próbujemy wykonać rzeczy tak szybko, jak to tylko możliwe.

Zamiast tego, zatrzymaj się. Pomyśl o tym, co jest najważniejsze. O tym, co najbardziej potrzebujesz wykonać. Następnie odsuń wszystko na bok i skup się. Wykonaj tę jedną rzecz, lecz zrób to powoli i zrób to dobrze.

Jeśli czytanie jest ważne, skup się na nim i wykonaj je powoli. Będzie to dużo bardziej przyjemne i tak samo przyjemny będzie projekt. A kiedy naprawdę kochasz to co robisz, to produktywność jest naturalnym skutkiem ubocznym.

Zwolnij, nie przyspieszaj. Czytaj wolniej – przeczytasz mniej, lecz bardziej się tym ucieszysz.

» wolnej to nie znaczy zrozumialej

original content

Szukam ochotnika(czki) który ten wpis przetłumaczy, szczegóły jak to zrobić są tutaj


Kris Madden had a thoughtful response to my last post on reading slower, and I posted a response in the comments that I’d like to repost here:

Hi Kris … thanks for your thoughtful response! It actually gives me a chance to clear up some misconceptions.

Namely, you misunderstood a couple of points:

  1. I didn’t mention reading comprehension in my post and if that was implied, I apologize. Slowing down was to make the process of reading — and of working in general — more enjoyable. That’s the main point of slowing down, not to comprehend more.

When we slow down, we move at a more leisurely pace, we don’t feel so rushed, we’re not trying to cram too many things into our day. And most importantly, we have time to think about what’s important, rather than just doing things as fast as we can.

  1. I didn’t say everything had to be read at the same rate. I just said to read slower. This can be a different rate of slowness for different types of materials, but the basic point — to slow down to enjoy life more — remains the same.

  2. Productivity as you’ve defined it is definitely the traditional sense. I’m rejecting that traditional definition, and have for awhile now. Read some of my posts on Zen Habits for more on this. I basically believe the traditional definition of productivity — to increase our rate of output — is outdated and based on an industrial model, where workers were machines and management tried to increase their productivity and thereby increase profits. I reject this — workers are not machines, but creative, imaginative humans with hopes and goals and the desire for freedom and happiness.

And so, I believe productivity shouldn’t be to output at a faster rate, but to lead to achieving things, to freedom, to happiness, to doing what you love.

That’s why effectiveness is more important than rate — if you focus on what’s important, then you can get great things done, and do them in less time because you’re not trying to do too much.

Thanks for the opportunity to clarify my thoughts! Leo

» lekkość jedzenia mniej

original content

Możliwe, że dużo czytasz o minimalnej estetyce, o posiadaniu mniejszej ilości rzeczy, lecz mało jest informacji na temat minimalistycznego jedzenia.

W naszej kulturze jemy dużo za dużo (i marnujemy zbyt dużo jedzenia). Kilka lat temu miałem 30kg nadwagi i wsuwałem jedzenie tak jak każdy. Wiem jak to jest samemu zjeść całą pizzę, kupować w fastfoodach powiększone zestawy z dodatkową porcją i desery i zawsze zjadać wszystko co znajdzie się na ogromnym restauracyjnym talerzu.

To jest zbyt dużo i prowadzi do otyłości na niespotykaną skalę. Duża część kryzysu opieki zdrowotnej jest spowodowana naszym przejadaniem się.

Można to w dużej mierze rozwiązać po prostu jedząc mniej.

Oddzielnym tematem jest to, co jemy – organiczne, prawdziwe jedzenie, najlepiej wyhodowane lokalnie, ugotowane w domu z minimum przetwarzania i pakowania. Dzisiaj jednak chcę porozmawiać tylko o jedzeniu mniej.

Skupiam się na tym w moim własnym życiu, szczególnie ostatnio i pilnuję nie tylko jakości jedzenia, lecz również jego ilości. Myślę, że zostaliśmy uwarunkowani do jedzenia bez zastanowienia i w ten sposób przyzwyczailiśmy się do jedzenia zbyt dużo. Do napychania się aż po brzegi. Co oczywiście wcale nie jest zdrowe.

Skupiam się na tym, by jeść do momentu, aż będę prawie pełen. Jem aż poczuję, że chcę zjeść jeszcze tylko trochę i zatrzymuję się. Oddycham. W przeciągu około 10 minut, czuję, że jestem już usatysfakcjonowany i nie potrzebuję dalej jeść.

Oto kilka porad, które pomagają w tym procesie:

Z czasem się zmienisz i będziesz w stanie jeść mniej. Będziesz zdrowszy (zakładając, że wcześniej jadłeś zbyt dużo), lżejszy i będziesz żył bardziej oszczędnie.

» ogranicz emisję

original content

Chciałbym podzielić się z wami kilkoma ideami minimalizmu, które mogą ograniczyć twoją osobistą emocję dwutlenku węgla.

Tak jak wspominałem wcześniej, minimalizm jest świetnym sposobem na lżejsze kroczenie po ziemi. Konsumowanie mniej jest ważniejsze niż ekologiczne zakupy, chociaż zachęcam do obu tych rzeczy.

Przejdź więc od razu do porad:

  1. Jedz mniej. Ostatnio o tym pisałem. Mniej konsumowanego jedzenia oznacza mniej zużytych zasobów i mniej zanieczyszczeń z procesu tworzenia tego jedzenia i dostarczania go tobie.
  2. Jedz mniej mięsa. Na całym świecie produkcja wołowiny bardziej przyczynia si do zmiany klimatu niż cały sektor transportu. Wieprzowina i drób również w dużej mierze przyczyniają się do zanieczyszczenia i emisji dwutlenku węgla, w porównaniu z roślinami.
  3. Jedz lokalnie. Transport jedzenia z miejsca jego wyhodowania do miejsca przetworzenia i pakowania, a potem do supermarketu to wysoki koszt dla środowiska. Jedzenie lokalne nie tylko w dużej mierze zmniejsza koszt transportu, lecz również wspiera lokalnych rolników zamiast korporacji. Rozejrzyj się za miejscowym jedzeniem, poszukaj targu lub  bazaru lub bliskiego sklepu ze zdrową żywnością.
  4. Mniej jeździj. Pracuj z domu lub zdalnie gdy tylko jest to możliwe. Łącz załatwienie różnych spraw, by wszystko zrobić przy mniejszej ilości podróży. Przeprowadź się do miejsca w pobliżu swojej pracy i wszystkich rzeczy, jakie potrzebujesz. Więcej chodź pieszo i jeździj rowerem albo używaj transportu miejskiego. Ograniczanie jazdy samochodem wymaga czasu, lecz jeśli jesteś tego świadomy, to możesz dokonywać zmian po trochu. Dzięki chodzeniu i jeżdżeniu na rowerze będziesz również zdrowszy.
  5. Mniej podróżuj. Samoloty to duży dodatek do zmiany klimatu. Podróżuj mniej robiąc wideokonferencje, jeżdżąc na wczasy bliżej domu i rozważając swoje faktyczne potrzeby odnośnie podróży. W ostatnich latach kilka razy podróżowałem, lecz wcześniej spędziłem 7 lat bez ani jednego lotu.
  6. Kupuj mniej. Kupowanie wielu rzeczy jest marnotrawstwem. Każda rzecz wymaga dużo zasobów i w dużej mierze przyczynia się do zmiany klimatycznej (zobacz prawdziwy koszt rzeczy). Zatem ogranicz ilość tego, co kupujesz. Zobacz, czy możesz coś pożyczyć, sprawdź czy dana książka jest w bibliotece, dbaj by to co masz dłużej ci służyło, znajduj innowacyjne sposoby na inne wykorzystywanie tego co już masz, albo sam wykonaj daną rzecz, albo obądź się bez niej. Wiele razy zdasz sobie sprawę, że dana rzecz nie była koniecznym zakupem i nie będzie ci jej brakowało.
  7. Kupuj używane. W ten sposób unikasz kupowania nowej rzeczy i zużywania wszystkich zasobów, które są potrzebne by ją stworzyć i przetransportować. Przedłużasz życie czegoś, co już zostało kupione. Poszukaj na targowiskach, wyprzedażach, antykwariatach, na aukcjach Allegro, eBay, Gumtree czy Freecycle. Często znajdziesz naprawdę fajne rzeczy.
  8. Mniejszy dom. Z pewnością nie jest to zmiana, jakiej dokonasz w tym tygodniu, lecz jest to coś do przemyślenia na dłuższą metę. Mniejszy dom to mniej zasobów, by je stworzyć, wymaga mniej energii, wody, ciepła, a tym samym mniej emisji. Jeśli pozbędziesz się wielu swoich rzeczy i rozważysz swoje potrzeby, to zdasz sobie sprawę, że potrzebujesz mniej miejsca.
  9. Zużywaj mniej energii. Nawet w przypadku mniejszego domu, istnieje cała masa sposobów ograniczania energii. Mniej ogrzewaj i chłodź. Wyłączaj światła. Wyjmuj z kontaktu nie używane urządzenia, susz pranie rozwieszając je.
  10. Używaj mniej wody. Nie bierz długich pryszniców – namocz się, zakręć wodę, namydl się, odkręć wodę i spłucz. Nie podlewaj trawnika i mniej myj swój samochód (albo pozbądź się samochodu). Mniej pierz ubrania (chodź w nich dłużej). Oszczędzaj wodę, gdy myjesz ręce czy naczynia.
  11. Bez papieru. Wiele biur czy nawet domów zużywa całe tony papieru, w większości przypadków bez potrzeby. Nie drukuj niczego, jeśli możesz przeczytać to na komputerze. Kataloguj wszystko cyfrowo, a nie w szafkach. Zadbaj o to, by rachunki i inne dokumenty były wysyłane elektronicznie, a nie zwykłą pocztą. Zrezygnuj z wysyłki katalogów. Gazety i czasopisma czytaj online zamiast je kupować. I przestań w końcu wysyłać faksy.
  12. Stań się weganinem. Nie jest to konieczny krok, lecz mimo to go zalecam. Jedzenie wegańskie, w przeciwieństwie do tego co ludzie o nim myślą, może być naprawdę pyszne i zaspokajające. Często jest też zdrowsze (mniej tłuszczów nasyconych, mniej kalorii). Szczególnie nie jedzenie mięsa, produktów mlecznych ani jajek oznacza wycofanie się z przemysłu, który w straszny sposób niszczy środowisko i jest niesłychanie okrutny wobec zwierząt.

» minimalistyczne książki

original content

Tak, książki. Wiem, że dla wielu z nas pozbywanie się własności jest atrakcyjną perspektywą. Ale książki? Tylko nie książki! Książki są święte.

Prawda?

Możliwe. Kocham książki tak samo jak wszyscy. Kocham je fizycznie, odczuwając przyjemność poprzez ich zapach, dotyk, wygląd, czy są nowe czy używane. Kocham przeglądanie książek w sklepie całymi godzinami, odkrywając co chwila nowe światy. Uwielbiam przytulać się do nich rano albo tuż przed zaśnięciem, uciekając na chwilę od rzeczywistości. Uwielbiam rozmawiać o książkach, czytać o nich, otaczać się nimi.

Uczę się jednak uwalniać potrzebę posiadania ich na dłuższy czas. To jest powolny proces. Na początku, zmniejszałem swoją dość obszerną kolekcję książek pozbywając się 10 czy 20 na raz z różnych obszarów i oddając je na charytatywność lub sprzedając je. Potem stałem się bardziej agresywny w tym procesie i pozbyłem się dużej ich ilości, ograniczając się do jednej długiej półki. (Tak naprawdę, to półka rozszerzała się, gdy stawiałem książki pod półką i stawiałem kilka rzędów książek jeden na drugim. Dla mnie jednak był to spory postęp.)

Ostatnio zdecydowałem się pójść jeszcze dalej. Zbieram wszystkie książki, które trzymam „na wszelki wypadek” – gdybym chciał je jeszcze raz przeczytać, odnieść się do nich, czy gdybym znowu chciał uczestniczyć w maratonie czy triatlonie czy czymkolwiek innym czym się zajmowałem. Planuję niedługo urządzić masowe rozdanie książek.

Moja nowa zasada jest dość minimalistyczna: Jeśli nie planuję czytać tej książki przez następne 6 miesięcy, to pozbywam się jej. I zamierzam być realistyczny odnośnie ilości mojego czytania – czytam najwyżej jedną książkę na dwa tygodnie.

Jeśli mamy nauczyć się uwalniać od potrzeby trzymania się książek, oto lepsze podejście, bardziej minimalistyczne i bardziej rozsądne:

Oczywiście istnieje też opcja kupienia czytnika ebooków, np. Kindle. Wtedy będziesz miał tylko jedno urządzenie z tysiącami książek. Prawdopodobnie niedługo pójdę w kierunku tej opcji, gdy już zdecyduję który czytnik mi odpowiada. Pewnie pod koniec roku.

» minimalistyczne jedzenie

original content

Co je minimalista? Kilka ziaren ryżu dziennie?

Oczywiście istnieje wiele sposobów, lecz należy rozważyć to, czy zgodne z minimalizmem jest jedzenie ogromnych ilości jedzenia, wielkich porcji tłustych potraw w domu czy w restauracjach.

Moim zdaniem nie. Minimalista będzie jadł mniej, przygotowując jedzenie w prosty sposób z kilku składników, będzie też jadł uważnie i ekologicznie.

Oto sposób:

» minimalizm krok po kroku

original content

Możesz stać się minimalistą w jeden dzień, nie tylko zmieniając swoje podejście, lecz zrzekając się własności.

Oczywiście dla większości z nas nie jest to realistyczne. Mamy rodziny, prace, życie i dopóki nie chcemy zrezygnować z tego wszystkiego, to nasze podejście nie będzie tak drastyczne.

Dla większości ludzi najlepsza jest zmiana powoli.

Zalecam więc dokonywanie jej krok po kroku, tak jak robiłem to sam. Poniżej przedstawiam takie kroki:

  1. Przestań kupować niepotrzebne rzeczy. Ten krok był dla mnie ważny, gdyż chciałem wyjść z ogromnego zadłużenia (udało mi się). Kupuj jedynie niezbędne rzeczy i zawsze zadawaj sobie pytanie: czy jest to naprawdę konieczne? Najpierw zatrzymaj krwawienie.
  2. Pozbądź się oczywistych rzeczy. Rzeczy, które ci przeszkadzają, a których bardzo rzadko używasz. Często możesz od razu zapełnić kilka pudełek, włożyć je do samochodu i oddać na cele charytatywne lub znajomym już następnego dnia.
  3. Pozbądź się kolejnych oczywistych rzeczy. Teraz, gdy już oczyściłeś trochę bałaganu, możesz zacząć się rozglądać i zobaczyć kolejne rzeczy, których rzadko używasz. Zapakuj je do pudełek.
  4. Oczyść bałagan z podłóg w domu. Jeśli nie widać podłogi, gdyż masz wszędzie porozrzucane ubrania, pudełka i inne rzeczy, to zacznij to czyścić.
  5. Wyczyść wszystkie pozostałe płaskie powierzchnie. Półki, blaty, szafki. Nie muszą być całkiem puste, lecz powinny na nich zostać jedynie niezbędne rzeczy.
  6. Przejdź do szaf i szuflad. Wyczyść w nich bałagan, po jednej na raz.
  7. Pozbądź się kolejnej części. W tym miejscu drastycznie już wszystko uprościłeś, lecz możesz przejść ponownie po liście tego, co posiadasz i zobaczyć rzeczy, których nie używasz tak często.
  8. Zacznij to wszystko puszczać emocjonalnie. Z emocjonalnych powodów będą istnieć rzeczy, z którymi nie możesz się rozstać – ubrania, buty, książki, pamiątki, prezenty, rzeczy z dzieciństwa. Jest to trudne, lecz z czasem nauczysz się, że takie przywiązania nie są konieczne.
  9. Pozbądź się kolejnej części. W tym momencie jesteś już bardzo minimalistyczny, lecz możesz to jeszcze poprawić.
  10. I tak dalej. Ten proces nigdy się nie kończy, aż faktycznie wszystko porzucisz. Ja jeszcze tu nie doszedłem.

Te kroki to tylko ogólny obraz tego, przez to przeszedłem, lecz może on pomóc tobie w organizacji tego procesu.

» minimalizm w 50 słowach

original content

Jeśli uważasz, że się rozpisałem:

mniej

» usuń rozkojarzenia

original content

Jeśli chodzi o minimalizm w działaniu, to rozkojarzenia są największą przeszkodą.

Musimy najpierw odkryć, co jest dla nas najważniejsze, co nas najbardziej pasjonuje, nad czym chcemy spędzać swój czas. A następnie musimy skupiać się na tych rzeczach w pierwszej kolejnosci.

Są jednak rozkojarzenia. Przeszkadzają one w tym skupieniu, czyż nie?

Musimy więc zabić rozkojarzenia z zapałem równym maniakalnego dyktatora. Oczywiście bez faktycznego przelewu krwi.

Bez rozkojarzeń, będziesz w stanie się skupiać. Odnajdziesz spokój. Znajdziesz czas na robienie tego, co kochasz.

Oto jak to zrobić:

» cenne pamiątki

original content

Jedną z najtrudniejszych rzeczy w zakresie upraszczania swoich rzeczy jest postanowienie co zrobić z pamiątkami od bliskich osób: zdjęciami, notkami, listami, pocztówkami, prezentami itp.

Ciężko jest je puścić.

Niedawno ktoś mnie zapytał: „Moi rodzice nie żyją. Próbowałem zachować tylko małe pamiątki, zdjęcia – ale nawet teraz jest to dużo rzeczy. Nie chcę wyrzucać niektórych z nich… może mi ktoś w tym pomóc?”

Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jak to jest stracić rodziców i trzymać pamiątki po nich. Nie będę więc tutaj niczego radził.

To co mogę powiedzieć, to rzeczy, które działały w moim przypadku, pozwalając na pozbywanie się rzeczy, a zatrzymywanie wspomnień.

  1. Skanuj. Stare zdjęcia, listy, pocztówki, notki, rysunki dzieci, nagrody itd. Wszytko to można zeskanować i zapisać na komputerze.
  2. Rób zdjęcia. Jeśli nie da się zeskanować samego obiektu (pluszowego misia czy suknię ślubną), to zrób zdjęcie. Segreguj je wszystkie np. w programie Picasa – można dzięki niemu przechowywać wszystko online, zachowując prywatność i przenosząc pomiędzy komputerami w dowolnym momencie.
  3. Dziel się z innymi. Oddaj niektóre z tych cennych rzeczy ludziom, którzy się z nich ucieszą. Pozwól, by oni również przekazywali je dalej swoim bliskim, by szerzyć, a nie chować miłość i pamięć.
  4. Pakuj do pudełek. Jeśli naprawdę nie możesz się rozstać z rzeczami, po zeskanowaniu ich i zrobieniu zdjęć, to włóż je do pudełek, poza zasięgiem wzroku, w piwnicy czy garażu, zaznacz na nich datę o sześć miesięcy wprzód. Tego dnia otwórz pudełko i zobacz, że nie potrzebujesz żadnej z tych rzeczy – wtedy je przekaż dalej lub wyrzuć.
  5. Pamiętaj, co jest ważne. Fizyczne przedmioty nie są ważne – można się ich pozbyć z czasem. To, co jest ważne, to wspomnienia. Jeśli możesz utrzymać swoje wspomnienia poprzez oglądanie zeskanowanych listów i zdjęć na komputerze, to udało się.

» wyzbywanie się pragnień

original content

Wszyscy mamy pragnienia – jest to część bycia człowiekiem.

Chcemy być kochani, mieć przyjaciół, doświadczać radości, czuć się bezpiecznie.

Lecz pragnienie rzeczy nie jest tak naturalne, jak często się nam wmawia. Z pewnością wszyscy mamy pragnienie posiadania rzeczy: dobrych samochodów, ładnych ubrań, domów, super komputerów i iphonów, pięknych mebli, laptopów, butów, biżuterii, torebek, rowerów itd.

Wszystkie te pragnienia są w nas wytworzone przez reklamę i marketing. Grają one na naszych naturalnych instynktach gromadzenia (bezpieczeństwo), przyjemności z jedzenia, narkotyków i seksu (pragnienie radości), dopasowywania się do subkultur poprzez ubrania i gadżety (pragnienie przyjaźni, przynależności) itd.

Takie pragnienia prowadzą do różnych problemów – tak naprawdę, do wszystkich problemów dzisiejszego społeczeństwa. One wszystkie są zakorzenione w ogromnym wpływie korporacji na nasze społeczeństwo. Wynikają z tego problemy jak otyłość, dług konsumencki, płytki konsumpcjonizm, przepracowanie (aby pracować na wszystkie te rzeczy), brak połączeń między ludźmi i dużo więcej.

O ile pragnienia są całkiem naturalne i nieuniknione, to jeśli nauczymy się wyzbywać wyprodukowanych w nas pragnień, to zaczniemy uwalniać się z łańcuchów konsumpcjonizmu.

Zacznij być świadomym tych pragnień – rozpoznawaj w sobie ich znaki. Zatrzymaj się, zanim im ulegniesz. Weź kilka głębokich oddechów, idź na spacer, zyskaj trochę perspektywy. Nie potrzebujesz więcej rzeczy i kupowanie nie rozwiązuje niczego. Znajdź szczęście bez większej ilości rzeczy.

Puść to pragnienie i poczuj lekkość, wolność. Stań się wolnym od pragnień, po jednym na raz (nie na zawsze, ale na daną chwilę). Pokochasz to.

» minimalizm weganizmu

original content

Ten wpis może zirytować niektórych czytelników, gdyż wielu minimalistów to mięsożercy. Kochają oni swoje mięso i nie chcą słuchać żadnych argumentów podważających jego zasadność.

Wysłuchajcie mnie proszę. Będę wdzięczny, jeśli przeczytasz ten tekst do końca powstrzymując się od złości.

Opowiem tutaj (pokrótce), dlaczego wybrałem weganizm i w jaki sposób jest to dieta najbliższa minimalizmowi.

Minimalne jedzenie

Weganizm, mówiąc najprościej, to nie jedzenie produktów zwierzęcych, od mięsa i ryb do produktów mlecznych, jajek i podobnych rzeczy. Próbuję jeść jedzenie jak najmniej przetworzone, co oznacza, że jem głównie warzywa, owoce, orzechy, nasiona, strączki, niektóre zboża.

Jest to ograniczona, minimalna dieta, a mimo to może być niezwykle spełniająca i pełna smaku. Jest również bardzo zdrowa, lekka i tania (w porównaniu do jedzenia mięsa).

Mała ilość składników. Lekkość dla podniebienia i żołądka. Łatwość przygotowania, bez zbędnego zachodu.

Najbardziej ekologiczna dieta

Nie będę tutaj przytaczał liczb (można je znaleźć tutaj), lecz hodowla zwierząt dla mięsa, jajek i mleka to ogromne marnotrawstwo. Na każdy kilogram mięsa czy produktów mlecznych trzeba zużyć kilka razy więcej roślin, by wyżywić zwierzęta dające te produkty.

Zwierzęta również produkują duże ilości zanieczyszczeń i przyczyniają się w dużej mierze do gazów cieplarnianych, nie wspominając o maszynach i paliwie, jakie konieczne jest do wyhodowania, rzezi i transportu produktów zwierzęcych… oraz wyhodowania i zebrania wszystkich roślin koniecznych dla karmienia tych zwierząt. Przemysł produktów zwierzęcych przyczynia się również w ogromnym stopniu do likwidacji lasów i innych problemów środowiskowych.

Jedzenie wyłącznie roślin, zmniejsza to marnotrawstwo do minimum i jest dużo zdrowsze dla naszego środowiska. Jeśli jako minimalista, troszczysz się o lekkie życie i ekologię świata, to dobrym pomysłem jest pozyskanie informacji na ten temat i rozważenie ich.

Minimalne okrucieństwo

Jednym z głównych powodów, dla których przechodzimy na weganizm, jest przekonanie, że zwierzęta nie istnieją po to, by cierpiały i ginęły dla naszej przyjemności.

Nie ma absolutnie żadnej potrzeby, by ludzie konsumowali produkty zwierzęce by prowadzić zdrowe życie. Oczywiście, jemy je od milionów lat, lecz miliony ludzi dowiodły już, że możesz odżywiać się według wegańskiej diety i być zdrowym.

Zatem jedynym powodem dla jedzenia produktów zwierzęcych jest przyjemność – lubisz ten smak i „nie możesz się bez niego obejść”. Weganie są przeciwni cierpieniu zwierząt dla przyjemności ludzi i przejście na weganizm oznacza wyjście ze społeczeństwa, które traktuje zwierzęta z niesłychanym okrucieństwem i udaje, że nie ma to miejsca.

Dodatek 1: Jest to oczywiście prawdą w przypadku farm przemysłowych, lecz dotyczy to również i wolno wybiegowych zwierząt. Niektórzy weganie (włączając w to mnie) wierzą, że zwierzęta nie są przedmiotem, który można używać dla naszej przyjemności, trzymając je w zamknięciu i zabijają, niezależnie od tego, jak bardzo „po ludzku” je traktujemy, gdy żyją. Jest to podobne do niewolnictwa tych myślących, czujących istot. Zwierzęta nie istnieją dla ludzkiej korzyści – istnieją dla swojej własnej korzyści.

Dodatek 2: Innym częstym usprawiedliwieniem jest to, że wegetarianie zabijają rośliny, a one również są żywymi istotami. Nie odczuwają one jednak i nie myślą w taki sam sposób, jak ludzie i zwierzęta – nie mają centralnego systemu nerwowego ani mózgu. Jest to więc błędny argument – mięsożercy nie mają problemu z zabijaniem roślin, a jedynie wytykają ten fakt, by pokazać niespójność wegan. Jeśli czujesz, że zabijanie roślin jest okrutne, to stawiam ci wyzwanie, byś żył zgodnie z tym przekonaniem. Weganie robią co w ich mocy, by żyć spójnie z samymi sobą.

Żyć lekko, nie zawsze wygodnie

Jeśli twoja definicja minimalizmu dotyczy zawsze wybierania najwygodniejszej, najłatwiejszej opcji, to weganizm może nie być najbardziej minimalnym wyborem dla ciebie. Może on być czasami niewygodny, szczególnie podczas jedzenia w restauracjach, które nie są przyjazne weganom albo będąc w gościach u nie-wegańskich przyjaciół czy rodziny.

Nie jest to jednak takie trudne. Najczęściej samemu gotuję własne jedzenie, z minimum przygotowań, więc przez większość czasu nie mam żadnego problemu.

Coraz więcej restauracji staje się przyjaznymi dla wegan, a nawet te, które takie nie są, zazwyczaj są w stanie przygotować szybkie i proste danie warzywne, jeśli zajdzie taka konieczność. Zazwyczaj unikam McDonalda i innych fast-foodów. Kiedy idę do czyjegoś domu, zazwyczaj zabieram danie ze sobą, a przyjaciele i rodzina, którzy mnie dobrze znają, często przygotowują jedno danie specjalnie dla mnie.

Nie jest to więc takie trudne. Jeśli jesteś tym zainteresowany, to sugeruję, byś zaczął powoli: spróbuj w tym tygodniu kilku wegańskich potraw, potem trochę więcej w następnym tygodniu i tak dalej. Nie ma potrzeby, by wszystko zmieniać drastycznie w przeciągu jednego dnia. Z czasem jednak odkryjesz, że wegańskie dania są przepyszne, a wegański styl życia jest cudownie minimalistyczny.

Dziękuję za wysłuchanie, moi drodzy.

» umyj talerz

original content

Istnieje sławna historia Zen, która brzmi:

Mnich powiedział mistrzowi: „Właśnie przybyłem do klasztoru. Proszę nauczaj mnie.”
Mistrz zapytał „Czy jadłeś ryż?”
Mnich odparł „Tak, jadłem.”
Mistrz powiedział „To lepiej umyj talerz.”
W tym momencie mnich stał się oświecony.

Nie chcę tu tłumaczyć tej historii, gdyż jestem zbyt daleko od oświecenia, by ją w pełni rozumieć. Zamiast tego, skupię się na cudownej prostocie tej porady.

Czy jadłeś ryż? To lepiej umyj talerz.

Myślę o tym za każdym razem, gdy jem. I za każdym razem, gdy coś robię. „Skończyłeś jeść? Umyj talerz.”

W tej radzie jest coś głębokiego, a równocześnie minimalistycznego: Nie wkładaj do głowy całego tego myślenia o sensie życia… po prostu rób. Po prostu umyj talerz. W tym myciu znajdziesz wszystko, czego potrzebujesz.

Odkryłem, że tak jest naprawdę. Dosłownie myję talerz po jedzeniu, powoli i z uważnością. Jest to satysfakcjonujące, nie trzeba do tego pieniędzy i wymaga to małych zasobów.

Kiedy biorę prysznic, to ręcznie piorę brudne ubrania (jeśli są już brudne), wyżymam je i wieszam, by wyschły. Kiedy się przebieram, odkładam ubrania, które miałem na sobie. Kiedy przygotowuję jedzenie, wycieram blat i odkładam składniki. A przynajmniej staram się to robić – nie twierdzę, że jestem doskonały.

Pamiętanie o tych rzeczach, gdy skończymy coś robić, to nie tylko kwestia schludności. Chodzi tu o uważność, o kończenie tego, co zaczęliśmy, o byciu obecnym we wszystkim co robimy zamiast biec od razu do następnych działań.

Umyj swój talerz, z uwagą i radością.

» przestań komplikować

original content

Teraz, kiedy nauczyłem się patrzeć na wszystko z perspektywy prostoty, widzę, że inni robią te same błędy, co ja w przeszłości.

Mówię im – i sobie z przeszłości – „Przestań to wszystko komplikować!”

Nie zamierzam krytykować sposobu, w jaki inni ludzie to robią, lecz powiem trochę o rzeczach, jakie ja sam robiłem źle w przeszłości.

Największym problemem było rozpoczęcie nowych działań – jak zacząć biegać, jak zorganizować sobie pracę i produktywność, jak rozpocząć pisanie bloga, jak wyjść z długu, a nawet jak rozpocząć proces upraszczania.

Zawsze komplikowałem rzeczy. Patrząc w przeszłość, chce mi się płakać lub śmiać. A jednak wiem, że życie to proces nauki i te wczesne błędy pomogły mi dotrzeć do miejsca, w którym jestem teraz. Nawet teraz popełniam całą masę błędów, ucząc się po drodze.

Przykład 1: Chciałem być bardziej produktywny, więc nauczyłem się GTD (Getting Things Done, fantastyczna książka Davida Allena). Kupiłem narzędzia polecane przez innych zajmujących się GTD, zrobiłem serię list, wypróbowałem tuzin programów zajmujących się tym. Każdy, kto zajmuje się GTD zna ten problem. GTD, tak samo jak i wiele innych systemów produktywności, może się ostatecznie pokomplikować.

Dzisiaj, moją radą dla wcześniejszego siebie jest: przestań komplikować. Produktywność, tak jak rozumiem ją teraz, jest prosta. Wybierasz najważniejszą rzecz, jaką chcesz dzisiaj zrobić, usuwasz rozkojarzenia i rozpoczynasz ją. Nie potrzebujesz nawet listy, chociaż posiadanie listy dla pamiętania, co należy jeszcze później zrobić, jest ok. Miej jedną listę, lecz nie baw się tym. Po prostu wybierz jedną rzecz i zacznij pracować.

Przykład 2: Kiedy chciałem wyjść z długu, próbowałem różnych programów do finansów, robiłem tabele, przygotowywałem daty płatności, śledziłem wszystko. Było to skomplikowane.

Teraz wiem, że jest to proste. Po pierwsze, zakończ niepotrzebne wydawanie (wiem, że jest to łatwiej powiedzieć niż zrobić, lecz gdy już nauczysz się to rozpoznawać i powstrzymasz swoje impulsy, nie jest to skomplikowane). Po drugie, włóż wszystko co możesz w spłatę jednego długu na raz (wcześniej tworząc mini fundusz na wszelki wypadek, w wysokości co najmniej 1 miesiąca kosztów). Spłać ten jeden dług, a potem spłać następny.

Przykład 3: Kiedy zacząłem prowadzić bloga, sprawdzałem dziesiątki różnych programów, wystrojów graficznych, systemów reklam, ebooków, artykułów itp. Jest to naturalne, uczyłem się w ten sposób tej dziedziny.

Teraz wiem, że jest to proste: Wybierasz temat i piszesz. A potem klikasz „opublikuj”. Dzielisz się tymi tematami na Twitterze i Facebooku, jeśli chcesz, lecz nie musisz się tym martwić. Po prostu pisz interesujące i/lub użyteczne rzeczy, a ludzie je w końcu znajdą. Po prostu pisz i publikuj.

Kiedy zaczniesz coś nowego, istnieje proces nauki. Zdaj sobie jednak sprawę, że o ile uczenie się jest dobre, to samo robienie tej rzeczy nie musi być skomplikowane. Znajdź najprostszy sposób na robienie tych rzeczy i po prostu zacznij to robić. Nauczysz się poprzez praktykę.

» dlaczego skasowałem 1000 znajomych na facebooku

original content

Dzisiaj skasowałem 1300 znajomych z facebooka. Było to wyzwalające.

Tak, jak pisałem o tym wcześniej, tona znajomych w sieciach społecznościowych w dużej mierze odciąga twoją uwagę i skutkuje powierzchownymi znajomościami. Ja preferuję głębsze znajomości, kiedy tylko jest to możliwe.

Facebook nie był dla mnie dobrą siecią społecznościową. Uwielbiam kontaktować się z bliskimi przyjaciółmi, rodziną i starymi znajomymi ze szkoły. Lecz gdy dodawałem przyjaciół bez żadnego kryterium, było tego za dużo – strumień ludzi piszących o czymś, wysyłających mi „prezenty”, zapraszających mnie to najróżniejszych rzeczy, pozostawiających wiadomości na mojej „ścianie”. Nie mogłem tego znieść i rzadko tam zaglądałem. Wolę Twittera.

W przeciągu ostatniego miesiąca, powoli usuwałem ludzi z Facebooka, po kilkanaście osób na raz. Był to powolny proces, więc robiłem to w małych porcjach. Mając jednak ponad 1500 znajomych, zajęłoby mi to rok.

Znalazłem jednak szybszą metodę: przejdź do „Konto”, potem „Edytuj znajomych” i kliknij na „X” obok nazwiska osoby. Wyskakuje wtedy wkurzające okienko potwierdzenia usunięcia, lecz trzymając kursor myszki nad „X” i palec nad klawiszem Enter, można to zrobić szybko.

Skasowanie ponad 1000 osób zajęło mi 36 minut. Moje kryteria: zostawiłem jedynie faktycznych, prawdziwych znajomych i rodzinę plus starych znajomych ze szkoły. Zszedłem do ok 100 kontaktów.

Tak, mógłbym po prostu skasować swoje konto i zacząć od zera. Jednak ponowne nawiązanie kontaktu z tymi 100 osobami zajęłoby mi dużo więcej czasu niż 36 minut.

Jeśli znałem cię tylko online, to nie zachowałem twojego kontaktu. Nie znaczy to, że cię nie kocham. To znaczy jedynie, że musiałem znaleźć lepszy sposób na ten kontakt. Preferuję publiczne wiadomości niż prywatne – jest to bardziej przejrzyste.

Naprawdę kocham swoich czytelników. Po prostu Facebook nie był dobrym dla mnie sposobem na komunikację z wami.

Czytaj więcej: How to Reclaim Your Attention

» kreatywność ograniczeń

original content

Na tej stronie nałożyłem na siebie ograniczenie do 400 słów na temat (chyba, że będzie to bezcelowe). Wymusza to na mnie zwięzłość, wybieranie ważnych aspektów i bycie kreatywnym.

Tak: ograniczenia wymuszają na nas kreatywność.

Często ograniczenia postrzegamy jako coś negatywnego, lecz dla mnie są one zaletą. Mogą ograniczać wolność i wymuszać pewne ofiary, lecz również wymuszają na nas wybór. I pracę wewnątrz i dokoła tych ograniczeń.

Gdy musimy pracować wewnątrz granic, musimy odkryć, w jaki sposób sobie z nimi poradzić. Wymusza to na nas myślenie wykraczające poza normalny tryb myślenia; myślenie o nowych sposobach na dokonanie czegoś.

Zastanów się nad tym:

Mógłbym tak wymieniać cały dzień, lecz byłoby to sprzeczne z istotą tematu. Jakie ograniczenia możesz na siebie nałożyć i w jaki sposób możesz z nimi kreatywnie pracować?

» pozwól ludziom tworzyć

original content

Żyjemy w świecie, gdzie jesteśmy pasywnymi konsumentami: widzimy reklamę telefonu, samochodu, ubrań, idziemy do sklepu albo na stronę internetową i kupujemy je. Używamy ich i pozbywamy się, gdy już nie są nam potrzebne.

Co by było, gdybyśmy mogli się z tego wyrwać?

Co by było, gdybyśmy stali się twórcami, uczestnikami, gdybyśmy się dzielili i umożliwiali działanie?

Najlepszym przykładem jak tego dokonać jest fantastyczny artykuł opisujący trzech facetów, którzy nie tylko zbudowali bambusowe rowery, lecz również pokazali ludziom, jak je robić.

Tych trzech transformuje ludzi z pasywnych konsumentów w twórców i budowniczych. Jest to niezwykłe.

Jak można dać ludziom tę moc? Jak można zmienić ich z konsumentów w twórców? Jak można pomóc ludziom stać się użytkownikami pełnymi wiedzy i umiejętności?

Zmień świat – on czeka na ciebie.

» minimalistyczna rozrywka

original content

Ktoś zapytał mnie ostatnio:

Jako minimalista, co robisz dla rozrywki? Jest to jedyny problem, jaki widzę u siebie, gdybym zdecydował się żyć minimalistycznie.

Odnosi się to do mitu minimalizmu – że mamy puste życie i nie możemy robić nic dla zabawy, gdyż próbujemy odrzucić konsumpcyjność i wydatki, które to z sobą niesie.

Cel rozrywki

Najpierw rozważmy: czym jest rozrywka i do czego jest nam potrzebna?

Rozrywka ma zazwyczaj nas rozkojarzyć, ma dać nam poczucie, że nasze życie jest ekscytujące – tak właśnie działają rozkojarzacze takie jak telewizja, filmy, karnawały, wypady na zakupy, gry komputerowe, picie i imprezy. I chociaż każda z tych rzeczy ma również zalety (np. dobry film jest dziełem sztuki), często służą one tylko odciągnięciu nas od pracy czy innych trudności.

Niestety ta zabawa jest tylko tymczasowa i często pusta. I gdy tylko zejdziemy z tego chwilowego haju, musimy znaleźć nowy rozrywkowy haj, ad nauseam.

Wierzę, że jeśli odnajdziesz zadowolenie, to nie będziesz potrzebował rozrywki. Nie chodzi o to, że nigdy już nie obejrzysz telewizji, dobrego filmu czy nigdy nie pójdziesz na imprezę albo do parku rozrywki… po prostu nie będziesz już potrzebował tego jako formy rozrywki. Nie pójdziesz na zakupy, by zapełnić pustą przestrzeń w swoim życiu, by wypełnić potrzebę znalezienia szczęścia, gdyż już jesteś zadowolony i nie masz tej pustej przestrzeni ani potrzeby.

Odnalezienie zadowolenia to nauka, by doceniać to, co już masz. Nauka konceptu posiadania wystarczającej ilości wszystkiego, nauka cieszenia się prostymi rzeczami. Nie przychodzi to w jeden dzień, lecz im bardziej jesteś tego świadomy, tym masz więcej zadowolenia i mniej potrzeby rozrywki.

Minimalistyczna zabawa

Pozostaje zatem pytanie: co robię dla rozrywki?

Eliminując to, co zbędne, stworzyłem przestrzeń dla tego, co jest dla mnie najważniejsze. O to tak naprawdę chodzi w minimalizmie.

To, co dla mnie ważne to: rodzina, pisanie, czytanie, bieganie. Zatem moją zabawą jest czas poświęcany na te cztery rzeczy.

Oto kilka przykładów rzeczy, jakie w zeszłym tygodniu robiłem dla zabawy:

To tylko kilka przykładów, lecz wiesz już o co chodzi. Nie każdy wyobraża sobie rozrywkę w ten sposób, lecz mi robienie tych rzeczy daje radość.

» minimalistyczna kopia zapasowa

original content

Ostatnio pewni poważani blogerzy i komputerowi maniacy pisali o robieniu kopii zapasowych twoich plików komputerowych … wołając o potrzebie zakupu dodatkowych dysków twardych (przykładowo sześciu), regularnym, zaplanowanym robieniu kopii i trzymaniu ich poza internetem i o wielu innych rzeczach.

To jest sposób ze starej szkoły komputerowych ekspertów i jeśli lubisz takie rzeczy, to fajnie.

Ja właściwie ich nie lubię, więc tego nie robię.

Co robię w zamian? Tu jest prostsza metoda:

Używając tej metody, nigdy nie straciłem ważnego pliku.

Istnieje niewielka szansa, że mogę stracić fragment informacji, ponieważ nie przywiązuje do kopii zapasowych tak dużej wagi jak inni. Jakkolwiek, zauważyłem również że moje dane nie są tak ważne jak myślałem i pozwoliłem innym troszczyć się o kopię zapasową moich plików (Google, Zoho, Yahoo, Dropbox i inni), co znaczy oddałem kontrolę i pozbyłem się tego zmartwienia.

Czy mogę coś kiedyś stracić? Może tak, oczywiście. Ale czy będzie to koniec świata? Nie. Jeśli zajmie to 20 minut żeby stworzyć to na nowo, to będzie mniej niż skumulowane godziny które bym spędził robiąc kopie zapasowe lub kupując twarde dyski i dyski USB oraz miejsce zapasowe. Jeśli stracę kilkanaście zdjęć z tysięcy które zrobiłem, to nie będzie duża strata.

Pozwoliłem odejść obsesji zachowania każdego bitu danych i wraz z tym obsesji na temat kopii zapasowych.

» radość chodzenia

original content

Dzisiaj wyruszyłem z domu i chodziłem. I chodziłem.

Nie miałem żadnego określonego celu w głowie, lecz chciałem przejść się trochę zanim znajdę spokojne miejsce do pisania. Poszedłem więc poza miasteczko, w którym żyję, wzdłuż tropikalnego, wyłożonego białym piaskiem brzegu, to najbliższego miasta.

Gdy inni jechali w kokonach swoich samochodów, ja szedłem, emitując jedynie swój oddech.

Gdy inni korzystali z przerwy na obiad jedząc pełne tłuszczu hamburgery i frytki, ja szedłem i spalałem kalorie.

Gdy inni gonili w stresie, ja szedłem i się nie spieszyłem.

Gdy inni siedzieli przed komputerami, ja szedłem i pobudzałem krążenie krwi.

Gdy inni mieli ważne biznesowe spotkania i robili umowy, ja szedłem i miałem czas na myślenie.

Gdy inni byli efektywni i robili kolejne zadania, ja szedłem, nie zrobiłem nic i oczyściłem swoją głowę.

Gdy inni mieli komfort schronienia i klimatyzacji, ja szedłem i mój lekki pot schładzany był przez wiatr.

Gdy biała mewa przeleciała spokojnie nad cichą zatoką, ja szedłem, patrzyłem i uwielbiałem to.

Chodziłem przez godzinę, potem pisałem i czytałem, a następnie szedłem przez kolejną godzinę, by wrócić do domu, zmęczony lecz szczęśliwy.

Nie mogę tak dużo chodzić każdego dnia, lecz chodzę tak dużo, jak tylko mogę, gdyż do chodzenia nie potrzebujesz niczego, nic nie wydajesz, nic nie konsumujesz i nic nie emitujesz.

A mimo to masz wszystko.

» odnajdywanie radości

original content

Prawie każdy, kogo znam, cały czas szuka czegoś lepszego.

Chcą mieć lepsze życie, lepsze ubrania, lepszy samochód, lepszą pracę, lepsze mieszkanie. I rozumiem to, gdyż przez większą część swojego życia miałem tak samo.

Dopiero ostatnio, gdy powoli nauczyłem się odnajdować zadowolenie, byłem w stanie polepszyć swoje życie:

Odnalezienie zadowolenia nie jest czymś, co zdarza się w przeciągu dnia. Przychodzi to raczej w małych dawkach. Oto niektóre rzeczy, które możesz zrobić już dzisiaj, by nauczyć się odkrywać to zadowolenie:

» dlaczego nie kupię iPada

original content

Ponieważ go nie potrzebuję.

Szczerze, jestem pewien że to przyszłość komputerów, najbardziej piękny komputer w historii, najbardziej “cool” rzecz od czasów Pulp Fiction, najlepsza na świecie platforma do gier, urządzenie dla najbardziej niesamowitych aplikacji (niektóre z nich są już dostępne) i nie wątpię, że kiedyś będę miał taki. Moja żona prawdopodobnie będzie miała taki.

Ale nie potrzebowałem iPada w ostatnim miesiącu czy roku i jak możesz zgadnąć (mogę się w tej kwestii mylić) byłem szczęśliwy, w formie i produktywny bez iPada.

iMac i Macbook Air które kupiłem dwa lata temu pracują doskonale i spełniają wszystkie moje komputerowe potrzeby, pradopodobnie jeszcze przynajmniej przez 2-3 najbliższe lata. Odmawiałem kupna iPhone’a przez kilka lat ponieważ go nie potrzebuje (pomimo jego nieskończonej użyteczności) i iPad jest kolejnym super gażetem który jest mi zbędny.

» rzeczy nie dają bezpieczeństwa

original content

Dla większości ludzi, jedną z najważniejszych przeszkód w pozbyciu się rzeczy jest poczucie bezpieczeństwa, które do nich dołączają.

Posiadanie rzeczy u wielu ludzi daje poczucie bezpieczeństwa.

Jest to jedno z emocjonalnych przywiązań, jakie ludzie mają wobec swoich rzeczy, lecz kwestie bezpieczeństwa są dla wielu z nich największe i dopóki się tym nie zajmiesz, to prawdopodobnie zawsze będziesz mieć problemy z rzeczami.

Oto kilka przykładów problemów z poczuciem bezpieczeństwa:

I tak dalej. Większość ludzi posiada rzeczy z takich właśnie powodów związanych z bezpieczeństwem.

Czy jednak rzeczy naprawdę zapewniają bezpieczeństwo, czy może jest to iluzja?

Często nie potrzebujemy tych rzeczy, a nawet gdy je mamy, nie jesteśmy tak bezpieczni, jak nam się wydaje. Weź pod uwagę:

Uwolnij się z potrzeby posiadania rzeczy, zdając sobie sprawę, że nie potrzebujesz ich dla bezpieczeństwa.

Weź pod uwagę najgorsze możliwe zdarzenie i zapytaj sam siebie: 1) co można zrobić w takim przypadku nie mając danej rzeczy, 2) jakie jest prawdopodobieństwo takiego zdarzenia i 3) co by się naprawdę stało, gdyby to miało miejsce.

Następnie spróbuj żyć bez tej rzeczy, wiedząc jaki masz plan zapasowy i zobacz, czy życie jest naprawdę takie przerażające, gdy nie ma się iluzji bezpieczeństwa.

» cena wygody

original content

Jeśli istnieje kierunek, w jakim współczesne społeczeństwo porusza się na przestrzeni ostatniego wieku, to jest to wygoda. W ten sposób można podsumować ostatnie 100 lat: pralki, samochody, samoloty, telewizja, mikrofalówka, komputery osobiste, rewolucja internetowa, fast food, agrobiznes, mrożonki, zmywarki, maszyny i modernizacje wszelkiego typu.

Jesteśmy społeczeństwem wygód. Za jaką cenę?

Na przykład, kryzys globalnego ocieplenia jest w całości wynikiem udogodnień, a jego rozwiązanie – zdaniem wielu – musi być tak samo wygodne jak problem: elektryczne samochody, czysta energia, inteligentne domy, organiczne jedzenie. Nie jestem do tego wszystkiego przekonany – myślę, że musimy przemyśleć naszą miłość do udogodnień.

Epidemia otyłości również została stworzona przez wygodę: fast foody, posiłki z mikrofali i żywność, która została przetworzona i sztucznie doprawiona do smaku. Z tych powodów jedzenie wymaga tak niewiele zachodu, że konsumujemy ogromne ilości. Rozwiązanie dla wielu osób musi również być wygodne – nie chcą oni gotować własnych posiłków, ani spędzać całych godzin na gimnastyce. Chcą szybkich lecz zdrowych posiłków, które są natychmiast gotowe, ćwiczeń, które można wykonać w kilka minut, lub takich, które są zwyczajnie proste, chcą pigułek i operacji, które rozwiążą nasz problem z tłuszczem. Myślę, że ćwiczenia fizyczne są i powinny być ciężką pracą – ciężką, lecz dającą radość. Przygotowywanie zdrowych posiłków zabiera trochę czasu, lecz powinno być radosnym i pełnym uwagi gotowaniem i jedzeniem.

Samochody są cudownie wygodne, poza chwilami, gdy takie nie są: miesięczne raty, przeglądy, mycie i tankowanie, psucie się na środku drogi, brak zapłonu w zimie lub złapanie gumy, stanie w korkach w godzinach szczytu, usilne szukanie miejsca do parkowania itd. Ceną tej wygody jest oczywiście nasze zdrowie i środowisko – być może jest to niewielka cena.

Wygoda ma również i ukryte koszty, gdy spojrzy się na to z szerszej perspektywy. Czasami jest to cena płacona przez kraje trzeciego świata, przez środowisko, albo przez naszą własną przyszłość. Ale przecież to nie mój problem.

Kiedyś powiedziałem, że powinniśmy nauczyć się deautomatyzacji i jest to myśl, do której powinniśmy często wracać. Wieszanie prania, by wyschło na powietrzu nie jest wygodne, lecz jest również przyjemne i ekologiczne. Mały ogródek przy domu nie jest tak wygodny jak zdanie się na agrobiznes, lecz jest wart tej niewygody. Chodzenie, jeżdżenie na rowerze i podróż komunikacją miejską również nie są bardzo wygodne, lecz są dużo bardziej przyjemne i ekologiczne niż zdanie się na samochody.

Jakie niewygody możemy włączyć do swojego codziennego życia, by dawały nam one wiele korzyści? Nie znam odpowiedzi, mam tylko pytania.

» jedyne, co możesz zmienić

original content

Nie możesz zmienić całego swojego życia.

Możesz zmienić jedynie swoje następne działanie.

Nie możesz zmienić relacji z ukochaną osobą.

Możesz zmienić jedynie swoją następną interakcję z nią.

Nie możesz zmienić całej swojej pracy.

Możesz zmienić jedynie swoje następne zadanie.

Nie możesz zmienić swojego ciała.

Możesz jedynie zmienić swój następny posiłek.

Nie możesz zmienić swojego poziomu wysportowania.

Możesz jedynie zacząć się ruszać.

Nie możesz usunąć bałaganu z całego swojego życia.

Możesz jedynie wybrać pozbycie się jednej rzeczy, teraz.

Nie możesz wyeliminować całego swojego długu.

Możesz jedynie zrobić jedną płatność lub kupić jedną niepotrzebną rzecz mniej.

Nie możesz zmienić przeszłości, ani kontrolować przyszłości.

Możesz jedynie zmienić to, co robisz teraz.

Nie możesz zmienić wszystkiego.

Możesz zmienić tylko jedną, małą rzecz.

I to właśnie wystarczy.

» potrzebujesz mniej niż myślisz

original content

To niezwykłe, co zrobiła z nami nasza kultura: zostaliśmy uwarunkowani, by wierzyć, że luksus jest koniecznością, że potrzebujemy rzeczy, o których większość świata nawet nie śmie marzyć.

Rozejrzyj się dokoła swojego domu. Co jest faktyczną koniecznością? Bez czego mógłbyś się obyć?

Wiesz już, że większość świata żyje mając mniej niż to, co widzisz dokoła siebie. Cieszą się mając czystą wodę, schronienie, trochę jedzenia. Zapomnij o hamburgerach, ogromnych telewizorach plazmowych, wygodnych kanapach, iPhone’ach czy szafach przeładowanych butami i ubraniami.

Zapominamy również, że raptem kilka pokoleń temu, nasi dziadkowie i pradziadkowie również żyli mając dużo mniej i żyli wygodnie i szczęśliwie. Większość ludzi posiada niewiele więcej niż to, co konieczne, ewentualnie plus radio. Nie tak dawno temu ludzie żyli bez telewizorów, samochodów, mikrofalówek, piekarników elektrycznych, komputerów, gier wideo, klimatyzacji, pralek, zmywarek etc. Nie tak dawno temu, nie istniały centra handlowe, a zamawianie wysyłki z katalogu było luksusem.

Potrzebujemy bardzo mało: kilku ubrań, pary butów, trochę przyborów toaletowych (pasta do zębów, dezodorant, mydło), trochę jedzenia i dach nad głową.

Zastanów się:

Z pewnością w twoim domu są jeszcze inne rzeczy, które powinieneś wziąć pod uwagę. Miej otwarty umysł.

» nowe społeczeństwo

original content

Czasami zastanawiam się, czy społeczeństwo mogłoby być zupełnie inne, zaprojektowane od nowa.

Wynika to z mojego przekonania, że oddaliliśmy się od tego, co jest ważne – od ludzi – i zajęliśmy się zyskiem, korporacjami, produktywnością i konsumpcją, stawiając je na pierwszym miejscu.

Staliśmy się pracownikami skupionymi na produktywności, gdyż musimy zarobić na życie, by móc… kupować rzeczy (włączając w to rozrywkę). Włączając w to samochód, który jest potrzebny do pracy i do zakupów. Potrzebujemy wysłać dzieci do szkoły, byśmy nie musieli martwić się o nie, gdy pracujemy i by one również mogły zostać kiedyś dobrymi pracownikami. Potrzebujemy fast foodów i gotowego jedzenia, gdyż przez pracę jesteśmy zbyt zajęci lub zmęczeni by gotować.

Staliśmy się grubi, zmęczeni, chorzy i zadłużeni, utraciliśmy kontakt z naszymi dziećmi i innymi członkami rodziny, rozwiedliśmy się, odseparowaliśmy od sąsiadów. Zanieczyszczamy środowisko i przyczyniamy się do globalnego ocieplenia w imię pieniędzy, pracy, zysków i kupowania. Moim zdaniem nie działa to dobrze.

Jaki jednak jest lepszy sposób życia? Nowe społeczeństwo, zbudowane dokoła ludzi i miłości dla naszego środowiska, wspólne życie, praca i zabawa, miłość dla przebywania na powietrzu, dla zabawy i bycia aktywnym, miłość dla robienia rzeczy i spędzania czasu z ludźmi, a nie dla kupowania rzeczy i pracy, która ma utrzymać ten nałóg.

Jak by wyglądało takie społeczeństwo? Waham się przed pokazaniem mojej wizji, gdyż nie powinna ona pochodzić od jednego człowieka. Powinna być raczej wyobrażona przez każdą osobę, która będzie żyła w ten sposób. Pokażę jednak mały fragment takiej wizji, by rozpocząć dyskusję.

Samochód na złom

Zacząłbym od zlikwidowania samochodu. Jego założeniem jest danie nam wolności, lecz jesteśmy przykuci do niego i jego kosztownego utrzymania, przeglądów, napraw, paliwa, parkingu, zanieczyszczenia etc. Wolałbym wolność do chodzenia, jazdy na rowerze, używania komunikacji miejskiej i ponownej zabawy na ulicach. Przywrócilibyśmy drogi i ulice jako przestrzenie przeznaczone dla społeczności i przeprojektowalibyśmy życie, by większość tego, co potrzebujemy (jedzenie, praca, szkoła, zabawa, sklepy, restauracje etc.) było w zasięgu spaceru czy jazdy na rowerze, a komunikacja miejska umożliwiałaby całą resztę.

Oznacza to, że musielibyśmy przestać dojeżdżać do pracy. Wiele osób mogłoby pracować z domu, albo jako przedsiębiorcy i właściciele małych firm, albo w formie pracy zdalnej czy współpracy online. Blisko naszych domów potrzebowalibyśmy również marketów z jedzeniem, narzędziami itp., gdzie byliby ludzie robiący ubrania, jedzenie, rowery i wszystkie te rzeczy, łącznie z miejscami napraw i dbania o wszystko w społeczności. Potrzebowalibyśmy budowniczych i muzyków, lecz to również mogłoby być robione dużo bliżej naszych domów.

Szkoły do skasowania

Zlikwidowałbym szkoły, przynajmniej w takiej wersji, w jakiej je znamy: instytucje, które wymuszają uczenie, ujednolicają dzieci, uczą ich być robotami pracy zamiast myśleć, tworzyć i uczyć się niezależnie. Nie jest to krytyka wobec nauczycieli (których uważam za świętych), lecz krytyka samego systemu. Dzieci zniechęcają się do nauki, gdyż zmusza się je do chodzenia do szkoły na 6-8 godzin dziennie, do siedzenia przy biurkach, do braku rozmowy i rozrywki z kolegami, chyba że w wyznaczonym do tego czasie, do wykonywania pracy, którą nie są zainteresowani, do zapamiętywania rzeczy bez ich przemyślenia… tak naprawdę zmusza się ich do tego, czego oczekuje się od nich przez większość ich dorosłego życia, chyba że mają to szczęście wyrwać się z takiego myślenia.

Co jest lepsze? Ja odszkalam swoje dzieci i myślę, że jest to dużo bardziej ludzki system. Jest on lepszy, jeśli twoim celem jest skłonienie dzieci do faktycznej nauki, do cieszenia się z nauki, do samodzielnego odkrywania, jak robić różne rzeczy, do tworzenia i motywowania się samemu… tak naprawdę jest to system do tego, co mam nadzieję moje dzieci będą robić jako dorośli. Jak to robimy? Pomagamy im odkryć rzeczy, którymi są zainteresowani i nie zmuszamy ich do niczego. Czytają książki, które ich interesują, pracują nad projektami, które dają im radość, cieszą się z różnych rzeczy, robią różne rzeczy. Wiem, że jest to rewolucyjne, ale nie jest to takie trudne, gdy już wyrwiesz się z boksu szkolnego myślenia. Wciąż uczymy się odszkalać, tak jak i nasze dzieci, lecz gdyby nie był to proces nauki, nie byłoby to tego warte.

Zatem w moim wyobrażonym na nowo społeczeństwie, dzieci byłyby odszkolone, ucząc się od swoich rodziców, rodzeństwa, dziadków, samodzielnie albo od innych członków sąsiedztwa, którzy robią rzeczy, jakimi są one zainteresowane. Moglibyśmy również stworzyć ośrodki nauki, gdzie dzieci mogłyby chodzić, gdyby były zainteresowane nauką sztuki, muzyki, pisania, komputerów, gotowania, budowania czy czegokolwiek innego – nie byłyby do tego zmuszane, lecz miałyby zasoby pod ręką. Ośrodki odszkalania, zapewniane przez społeczność, wypierając koszty utrzymywania szkół starego typu.

Dzielenie się, a konsumpcjonizm

Pozbyłbym się supermarketów, wielkich hodowli i jedzenia przewożonego przez tysiące kilometrów. Zamiast tego, hodowalibyśmy swoje własne jedzenie, we własnych ogródkach lub w ogrodach społeczności. Wymienialibyśmy się jedzeniem z sąsiadami – trochę moich słodkich ziemniaków za trochę twojej komosy. Myślę, że więcej ludzi zostałoby w ten sposób wegetarianami / weganami, lecz nie byłoby to wymogiem – jeśli byś chciał hodować swoje własne zwierzęta i je zabijać, to mógłbyś to oczywiście robić. Ten system byłby dużo lepszy dla środowiska i dla naszego zdrowia i na nowo łączyłby nas z jedzeniem i naturą. Jedlibyśmy pełne, nieprzetworzone pokarmy, przyrządzając je ze smakiem. Wymagałoby to z pewnością więcej czasu, lecz powolne jedzenie nie jest złą rzeczą, jeśli się do tego dobrze podejdzie i ilość czasu na to poświęcona nie byłaby ogromna, gdyby wszyscy się do tego włączyli.

Pozbyłbym się korporacji, a na jej miejsce umieścił spółdzielnię. Korporacje są tak bardzo nieludzkie, dążą jedynie do zysków, są straszne dla pracowników i środowiska (mówiąc ogólnie, chociaż są tutaj wyjątki). Spółdzielnie są własnością pracowników, więc oczywiście traktują swoich pracowników bardziej ludzko. Jest mniej prawdopodobne, że będą niszczyły ziemię, krzywdziły społeczność czy klientów. Jest to po prostu sposób na to, by ludzie pracowali razem w prawdziwie demokratyczny sposób.

Zmieniłbym koncepcję domów. Obecnie jest to bardzo duże marnotrawstwo, gdzie ludzie kupują gigantyczne domy z całą różnorodnością przestrzeni, której nie potrzebują, co skutkuje niepotrzebny marnowaniem ogrzewania / chłodzenia, co zmusza ludzi do dłuższych godzin pracy, by za to zapłacić. Zamiast tego mielibyśmy mniejsze domy, zbudowane przy pomocy sąsiadów (tak, jak robią to Amisze), więc potrzebowalibyśmy dużo mniej zasobów, by je zbudować i dużo mniej zadłużenia, by za nie zapłacić. Moglibyśmy mieć nawet domy wspólnotowe, jeśli ludzie by tego chcieli, lecz nie byłoby to konieczne. Pozwoliłoby to jednak na dzielenie się zasobami i ograniczyłoby koszt życia dla wszystkich.

Stworzyłbym wypożyczalnie wszystkich rzeczy. Tak jak pojawia się coraz więcej wypożyczalni rowerów i współdzielenie samochodów staje się coraz bardziej popularne w miastach, a do świadomości ludzi przechodzą inne wypożyczalnie, jak np. wypożyczalnia narzędzi, to moglibyśmy mieć wypożyczalnie wszystkich rodzajów zasobów: komputerów, ubrań, mebli, a nawet domów. Oznaczałoby to, że wszystko byłoby dużo tańsze w użyciu, gdyż dzielilibyśmy się nimi wszystkimi, co oznacza również dużo mniej marnotrawstwa.

Chciałbym mieć zero reklam i bliski zeru konsumpcjonizm. Odwodzilibyśmy ludzi od „zakupów”, płacenia za rozrywkę i próby robienia wrażenia przez kupowanie kolejnych rzeczy. Zamiast tego można skupić się na doświadczaniu, dzieleniu i robieniu rzeczy razem – czytanie, tworzenie i wychodzenie na powietrze na spacery i przejażdżki, wspólne gotowanie i zajmowanie się ogrodem, wspólne budowanie i naprawianie różnych rzeczy albo pobycie w samotności… lecz nie kupowanie.

Praca, życie i wspólnota również potrzebują być stworzone na nowo – być może moglibyśmy stworzyć drużyny ochotników, które zajmowałyby się różnymi rzeczami. Na przykład, jeśli parki czy ulice wymagałyby czyszczenia, to mogłyby powstać drużyny własnie do tego i każdy mógłby zgłosić się tam na określoną liczbę godzin (bez wymuszania, chociaż pewnie czułbyś wstyd, jeśli nie wykonałbyś swojego przydziału). Wszystko można by było organizować w ten sposób, dobrowolnie i demokratycznie: miejsca pracy, nauczanie, gotowanie, zajmowanie się dziećmi etc. Wymagałoby to bardzo bliskich więzów w społecznościach, lecz myślę, że jest to możliwe w sytuacji bez samochodów, gdzie ludzie chodzą i jeżdżą rowerami i robią razem rzeczy takie jak zajmowanie się ogrodami społeczności czy budowanie domów sąsiadów.

Świat cyfrowy

Cała społeczność miałaby darmowy bezprzewodowy dostęp do internetu, więc każdy mógłby współpracować online i miałby dostęp do informacji i edukacji. Można by używać stron internetowych do organizowania społeczności, przedstawiania propozycji i uzyskiwania konsensusu. Bezprzewodowy dostęp byłby opłacany przez każdego i mogłoby to być robione przy użyciu pieniędzy zaoszczędzonych na jedzeniu, braku samochodów i infrastrukturze. Nie byłoby wtedy już potrzeby dla telefonów i pozbyłbym się również telewizji kablowej, co pozwoliłoby opłacać bezprzewodowy internet.

Wyeliminowałbym papier, przynajmniej w większości. Jest to marnotrawienie drzew i zajmuje dużo przestrzeni w biurach i domach, a potem staje się śmieciem. Książki, czasopisma, gazety, płyty CD, DVD stałyby się cyfrowe (tak, jak już dzisiaj są). Cała praca papierkowa stałaby się cyfrowa, a faksy zostałyby uśmiercone dwie dekady po tym, kiedy już powinny być uśmiercone. Wyeliminowalibyśmy drukarki i zaoszczędzilibyśmy więcej pieniędzy. Ci, co chcą rysować czy pisać na papierze mieliby małe notatniki czy rysowniki.

Rezultaty

Pomyśl o tym: przy tych wszystkich zmianach, mielibyśmy mniejsze wydatki na życie, gdyż mieszkania byłyby niedrogie, nie płacilibyśmy za samochody, jedzenie byłoby tańsze, szkoła byłaby darmowa, inne rzeczy byłyby tańsze, gdyż mielibyśmy wypożyczalnie wszystkich rzeczy. Nie bylibyśmy konsumentami, lecz budowniczymi, twórcami i hodowcami. I w ten sposób, przy tak małych wydatkach, moglibyśmy pracować dużo mniej, by na siebie zarobić.

Wyobraź sobie to: niższe wydatki oznaczają mniej pracy, co oznacza więcej czasu na… robienie tego, co tylko chcesz. Na spędzanie czasu z przyjaciółmi, rodziną, dziećmi, sąsiadami. Na bycie z samym sobą. Na tworzenie, przebywanie z naturą, na bycie wolnym. Na robienie interesujących rzeczy. Cały ten wolny czas nie obciążałby społeczności i mógłby być ogromną korzyścią, gdyż ludzie byliby szczęśliwsi, mieliby lepsze życie rodzinne, tworzyliby więcej interesujących rzeczy, mieliby dużo mniejszą skłonność do przestępstw itd. Nie mówię, że to stworzyłoby utopię, lecz myślę, że wywołałoby pozytywne skutki. Bylibyśmy oczywiście dużo lepsi dla środowiska i dla naszego własnego zdrowia, szczęścia i zmysłów.

Wracając do rzeczywistości

OK, pewnie mówisz już sobie „No tak, powodzenia w marzeniach”. I uznaję to za marzenia, lecz rozmowę należy gdzieś zacząć. W kwestii praktyczności, nie trzeba zmieniać całego świata, całego kraju czy nacji. Wystarczy jedna społeczność i może być ona bardzo mała. Ta społeczność mogłaby organizować samą siebie i tworzyć na nowo, zmieniając po jednej rzeczy na raz ku bardziej pozytywnej przyszłości.

Ta społeczność inspirowałaby inne, które wkrótce mogłyby podążyć jej śladem, tak jak Bogota zainspirowała wiele innych miejsc swoimi przyszłościowymi rozwiązaniami. Pokazując, że można to zrobić, dzieląc się swoim doświadczeniem, te wczesne społeczności mogłyby wykładać drogę dla innych do podążania.

Jest to droga, którą sam chciałbym pójść. Nie pozwól jednak, bym mówił ci co masz zrobić: sam wyobraź sobie przyszłość i dołącz do rozmowy.

» nowe społeczeństwo: jak je zrealizować

original content

Poprzedni post: nowe społeczeństwo wywołał wiele pozytywnych reakcji… i było to bardzo zachęcające. Wiele osób chce żyć w świecie bez samochodów, z informacjami podawanymi cyfrowo (poza książkami, z których wiele osób nie chce rezygnować), z alternatywną edukacją, lokalną produkcją żywności, z podejściem nie-konsumpcyjnym, z dużą ilością wolnego czasu zamiast niewolniczych pensji.

Trik w tym: możesz to wszystko mieć, już teraz.

Tak często zapominamy, że rzeczy, które nas ograniczają, są w naszej głowie. Nie istnieją w realnym świecie, chyba że wierzymy, że istnieją. Na przykład pieniądze… już teraz żyjemy w świecie pozbawionym pieniędzy, gdyż pieniądze istnieją w naszych głowach. Z pewnością, istnieją pieniądze papierowe czy monety, lecz nie mają one żadnej wartości poza tą, w którą wierzymy, że mają; możliwość kupowania za nie różnych rzeczy; nasza potrzeba pracy za pieniądze, nasz stres wobec braku pieniędzy czy długu… to wszystko istnieje w naszej głowie. Świat dokoła nas, jeśli nagle przestalibyśmy wierzyć w pieniądze, byłby niepieniężny.

Tak samo jest z rządami. Istnieją tylko w umysłach zarządzanych i mają władzę tylko tak długo, jak rządzeni pozwalają im mieć władzę. To samo tyczy się każdego systemu: szkół, pracy, banków itd. – wszystkie istnieją w naszych umysłach.

Tak więc, by żyć w świecie wymyślonym na nowo, potrzebujemy jedynie użyć swojej wyobraźni. Już teraz mamy tę moc.

Chcesz żyć w świecie bez samochodów? Przestań używać samochodu. Teraz świat, w jakim żyjesz staje się takim, w którym chodzisz, jeździsz na rowerze i używasz publicznego transportu. Inni niekoniecznie za tobą podążą, lecz to jest ich wybór. Jeśli chcesz żyć w obszarze, gdzie nie ma żadnych samochodów, to istnieją takie miejsca i możesz się do jednego z nich przenieść, jeśli jest to dla Ciebie ważne. Lecz już teraz, możesz żyć w świecie bez samochodów.

Chcesz żyć w świecie, gdzie jedzenie nie jest transportowane tysiące kilometrów i hodowane przez olbrzymie koncerny agrarne? Stwórz własny ogródek. Możesz zacząć od jednej rośliny, a potem dodawać następne, byś w pewnym momencie miał wystarczające zasoby by się tym wyżywić. Możesz też stworzyć ogród lokalnej społeczności, albo korzystać z targowisk. Możesz też dołączyć się do lub założyć CSA.

Chcesz żyć w świecie z alternatywną edukacją? Zajmij się edukacją własnych dzieci. Nie jest to trudne i nie wymaga zasobów, chociaż internet i biblioteka są wspaniałą pomocą, jeśli masz do nich dostęp. Świat dokoła nas jest nieskończonym zasobem dla edukacji.

Chcesz żyć w świecie nie-konsumpcyjnym? Przestań kupować rzeczy. Dbaj o swoje rzeczy, by długo były użyteczne, przerzuć się na przedmioty wielorazowego użytku (np. chusteczki z materiału i pojemniki ze szkła), naprawiaj rzeczy, gdy się zepsują, wymieniaj się rzeczami. Przestań oglądać reklamy (co może oznaczać zaprzestanie oglądania telewizji lub czytania wypełnionych reklamami gazet i czasopism).

Chcesz żyć w świecie bez papieru? Przestań kupować i używać papieru. Chcesz pracować z domu albo w pobliżu domu? Załóż firmę, w której będziesz mógł to robić (kosztuje to prawie nic), albo wypracuj ze swoim szefem sposób na wspólną pracę zdalną.

Chcesz szczęścia? Wszystko czego potrzebujesz już tutaj jest, w świecie dokoła ciebie: piękni ludzie, wspaniała natura, nogi, których potrzebujesz by gdzieś dojść wśród tych rzeczy oraz oczy, uszy, usta i nos, których potrzebujesz by je wszystkie docenić.

Zdaję sobie sprawę, że nie powstrzymamy globalnego ocieplenia swoimi własnymi działaniami, lecz chociaż zatrzymamy swoje przyczynianie się do destrukcji naszej planety… a w najlepszym przypadku, zainspirujemy innych pokazując im, że to jest możliwe.

Zdaję sobie sprawę, że to wszystko będzie działało lepiej, gdy więcej ludzi zacznie to robić, więc znajdź przyjaciela albo członka rodziny, by do Ciebie dołączył i już masz partnera. Gdy znajdzie się trzecia i czwarta osoba, to macie już mały klub. Znajdź piątą i macie już mały ruch. A wtedy dzieje się już prawdziwa magia.

I ta magia, moi przyjaciele, może rozpocząć się dzisiaj.

» produkowanie zadowolenia

original content

Wiele problemów, jakich doświadczamy jako społeczeństwo, pochodzi z produkowania potrzeb. Otyłość, dług, kryzys finansowy, nadmiar rzeczy, konsumpcjonizm, globalne ocieplenie itd… wszystkie dzieją się, gdyż nigdy nie jesteśmy zadowoleni, ciągle chcąc więcej i nie kontrolujemy naszych pragnień. Te pragnienia zostały wyprodukowane poprzez reklamy i chemikalia (np. frytki w niektórych fast-foodach mają dodawane środki, które sprawiają, że bardzo mamy na nie ochotę itp.).

Reklamodawcy studiowali mechanizmy ludzkich pragnień i doskonalili sztukę sprawiania, byśmy pragnęli rzeczy. Dzieci oglądające kreskówkę, będą jadły więcej przekąsek, jeśli w trakcie kreskówki pojawią się reklamy jedzenia (nie ma znaczenia, jaki to rodzaj jedzenia) niż gdyby były to reklamy innych rzeczy. Ludzie, którzy widzieli iPada nie mogą oprzeć się pokusie kupienia go, gdyż są one takie zajebiste! Samochodu, domy, ubrania, gadżety, jedzenie, podróże, co tylko zechcesz – zostaliśmy wytrenowani poprzez reklamy, by ich chcieć.

W jaki sposób człowiek, czy społeczeństwo może zwalczać takie pragnienia? Jest to strasznie trudne. Spróbuj przejść się przez sklep Apple lub przejść przez obszar z jedzeniem w centrum handlowym czy też spróbuj oglądać telewizję, nie pragnąc rzeczy, jakie napotykasz. Niektórzy ludzie mogą się kontrolować albo nauczyli się łączyć te rzeczy z negatywnymi myślami (tłuste, plastikowe, powierzchowne etc.) lecz większość z nas nie ma takiego zdyscyplinowania.

Jak to rozwiązać? Tak jak pragnienia zostały bardzo dokładnie wyprodukowane, tak musimy teraz wyprodukować zadowolenie. W nas samych i w społeczeństwie.

Jak tego dokonać? Zacząłbym od unikania miejsc, gdzie reklama jest tak natarczywa: telewizja, gazety, centra handlowe. Znajdź treść pozbawioną reklam, lub z jej minimalną ilością: publiczne radio, pozbawione reklam blogi itd. Znajdź sposób, na spędzanie swojego czasu bez konieczności pójścia do centrum handlowego. Unikaj sklepów online. Możemy też pokazywać innym, jak być zadowolonym.

Produkowanie zadowolenia oznacza stworzenie silnego, stałego przekazu… coś w stylu „Masz już wystarczająco dużo”. Albo coś jeszcze lepszego – ja sam nie wiem co to mogłoby być. chcemy dotrzeć do ludzi, którzy oddają się swoim pragnieniom, przy telewizji, w centrach handlowych czy w internecie. Potrzebujemy kampanii, która dotrze z tym przekazem do domów i będzie edukować ludzi o niebezpieczeństwach produkowanych pragnień i będzie pokazywać ludziom, jak znaleźć zadowolenie.

Wyobraź sobie wielki biały bilboard w centrum miasta z prostym zdaniem: „Masz już wystarczająco dużo.”

Wyobraź sobie banery w największych sklepach online, które pokazują się ludziom przed dokonaniem zakupów: „Wcale tego nie potrzebujesz”. OK, pewnie te sklepy nigdy by się na to nie zgodziły, ale wiesz już o co chodzi.

Wyobraź sobie karty kredytowe z nadrukiem „Nie chcesz się zadłużać”.

Wyobraź sobie, że system w Twoim telefonie komórkowym wykrywa, gdy wchodzisz do sklepu i wyświetla Ci napis „Bądź zadowolony z tego co masz. Uwolnij się od pragnienia.”

Wyobraź sobie, że w fastfoodach są napisy „Nie bądź otyły. Jedz mniej, jedz ekologicznie. Nie zwiększaj ilości, upraszczaj.”

Wyobraź sobie, że dzieci uczą się, że zamiast kupić sobie kolejną zabawkę, czy grę, mogą cieszyć się naturą, żyć prosto i pełnie.

Zadowolenie przychodzi naturalnie, przy braku wyprodukowanych pragnień. Lecz dojście do tego naturalnego stanu może wymagać nieco pracy.

» o ekonomii

original content

Cały czas powstają tysiące artykułów o ekonomii – finansowych sprawach naszego społeczeństwa. Chciałbym jednak usłyszeć więcej i innym rodzaju ekonomii: tym, który stara się marnować jak najmniej czyli o „efektywnym, oszczędnym, konkretnym używaniu czegoś”.

W obecnym społeczeństwie, więcej to lepiej. Istnieje tutaj wieczny natłok słów, obrazów, hałasu. Mamy do czynienia z szalonym rozmyciem ruchu, gdzie każdy próbuje być jak najbardziej zajęty. Jest tutaj najwięcej marnotrawienia: zmarnowane użycie energii, chłepczące paliwo samochody, całe stosy śmieci.

Potrzebujemy ekonomii.

Ekonomia ruchu

Jeśli będziemy chcieli sprawić, by każde działanie miało swój cel, będziemy robili mniej, lecz będziemy skupiali się na ważnych działaniach. Będziemy wybierali ostrożnie. Będziemy wybierać spokój zamiast hałasu aktywności.

Ekonomia słów

Zamiast mówić to, co przychodzi nam do głowy, ilekroć tylko się pojawia, zamiast angażować się w natłoku cyfrowych wiadomości i aktualności przez cały dzień, powinniśmy sprawiać, by liczyło się każde słowo. Ceń ciszę i przestrzeń pomiędzy słowami. Spędź dzień lub dwa bez emaila i facebooka.

Ekonomia materiałów

Jeśli nadmiar opakowań jest marnotrawieniem, a kupowanie więcej niż potrzebujemy produkuje jeszcze więcej odpadów, to jak możemy wyeliminować obie te rzeczy? Czy możemy celować w posiadanie tak mało jak tylko potrzebujemy, powoli redukując te potrzeby? Czy możemy kupować mniej zapakowanych rzeczy, a celować w świeże, domowe czy lokalne?

Jest to ważna ekonomia. Była wysoko ceniona przez naszych dziadków, lecz gdzieś po drodze zagubiliśmy tę wartość. Przywróćmy ją.

» nie jesteśmy konsumentami

original content

Istnieje dzisiaj tendencja do nazywania wszystkich „konsumentami” lub „klientami”. Firma musi zadowolić swoich konsumentów… klienci głosują swoimi pieniędzmi… potrzebujemy ochrony klientów… konsumenci kupują mniej podczas kryzysu.

Stop. Nie jesteśmy konsumentami.

Jesteśmy ludźmi.

Kiedy pozwalamy, by ktoś przyklejał nam łatkę tych korporacyjnych określeń, to przyjmujemy nastawienie konsumenta. Pozwalamy, by wszelka dyskusja krążyła dokoła kupowania: czy powinniśmy kupować żywność organiczną albo lokalną? W jaki sposób możemy chronić konsumentów? Czy konsumenci mają prawa? Jaki jest najlepszy sposób na wydawanie naszych pieniędzy na różne produkty? W jaki sposób można stać się zdroworozsądkowym klientem? W jaki sposób możemy zmienić społeczeństwo dokonując etycznych i świadomych wyborów konsumpcyjnych?

A co z pytaniem, czy powinniśmy kupować czy nie? To pytanie wylatuje przez okno, gdyż zakłada się od razu, że jesteśmy konsumentami. Oczywiście kupujemy. Jest to tylko kwestia tego, w jaki sposób, ile, skąd, od kogo, jak często.

Lecz jeśli przestaniemy myśleć o sobie jako o konsumentach i zaczniemy nazywać się „ludźmi”, to stajemy przed nowym pytaniem. Czy w ogóle powinniśmy kupować? Czy możliwe jest życie bez kupowania?

Rozmawialiśmy o tym trochę w artykule o nowym społeczeństwie… że możemy hodować swoje własne jedzenie, tworzyć, wymieniać się i dzielić wszystkim, czego potrzebujemy. To jest możliwe! Ludzie (nie konsumenci) robili to przez setki tysięcy lat i co najmniej 10 tysięcy lat w cywilizowanym społeczeństwie:  żyliśmy, pracowaliśmy, bawiliśmy się, kochaliśmy, bez kupowania. Robiliśmy to żyjąc w plemionach, lecz również w większych społeczeństwach, które nie były stworzone na podstawowej zależności korporacja -> konsument.

Nie jestem zwolennikiem powrotu plemienności. Mówię tylko, że musimy zmienić akcent dyskusji. Musimy przestać nazywać siebie konsumentami. Musimy otworzyć swoje umysły, by umożliwić inne sposoby życia.

» piękno wielokropka

original content

Szukam ochotnika(czki) który ten wpis przetłumaczy, szczegóły jak to zrobić są tutaj


On Twitter recently, I wrote: ‘The purest beauty in life is in the ellipsis.’ Someone then asked: ‘How is an omission the purest form of beauty?’

This is the essence of minimalism. The ellipsis is the punctuation mark (…) that indicates an intentional omission.

From Wikipedia: “An ellipsis can also be used to indicate a pause in speech, an unfinished thought, or, at the end of a sentence, a trailing off into silence.”

If that description doesn’t inspire thoughts of beauty in you, you might not be a minimalist.

A pause in speech is silence. Silence is one of the most profound ways to connect with your inner voice, with nature. Silence is the best part of speech.

An unfinished thought is any thought, really — if a thought is “finished” it’s dead. We are all of us in transition, all the time, and our thoughts can be no exception.

Trailing off into silence implies that there is much left unsaid … that what is said is only the start.

Intentional omission is the foundation of minimalism: we leave things out because they are unnecessary, and retain only what we need or use or love.

Omitting the unnecessary is a thing of pure beauty.

Say less, and hear more.

Do less, and have a greater impact.

Make less noise, and appreciate the silence.

Send out fewer emails, and make each one count.

Tweet less, and each one becomes more meaningful.

Have fewer possessions, and enjoy the space.

Have fewer “friends”, but make each relationship stronger.

Appreciate the spaces between everything.

» piękno cyfrowych wakacji

original content

Wczoraj zrobiłem sobie 24-godzinne cyfrowe wakacje.

Było pięknie.

Przerwa od cyfrowej komunikacji jest bardzo odświeżająca i próbuję ją od czasu do czasu robić. Oczyszcza twoje życie z hałasu i pozwala odnaleźć ciszę, skupić się na tym, co ważne, być w spokoju ze sobą.

Oto, czego nie robiłem podczas mojej cyfrowej przerwy:

Oto niektóre z rzeczy, które za to robiłem podczas swojej przerwy:

Patrząc na to, co robiłem i czego nie robiłem, powiedziałbym że ten dzień był sukcesem. Robiłem rzeczy, które dawały mi radość i odciąłem rzeczy, które po prostu zajmowały by mi czas.

Czy zalecamy tym samym, że powinniśmy odciąć się od tych wszystkich rzeczy jak email, Twitter, Facebook, blogi, newsy? Nie. Uważam, że w małych dawkach, wzbogacają one nasze życie. Potrzebujemy jednak regularnych cyfrowych przerw, by nie przejęły one kontroli nad naszym życiem.

Planuję organizować sobie cyfrowe przerwy raz w tygodniu. Ty też tego spróbuj i daj mi znać, co myślisz!

» minimalizm nie jest tylko dla zamożnych

original content

Istnieje pewna krytyka prostoty i minimalizmu (dwóch odmian tej samej rzeczy), która zdaje się być powszechnie akceptowana: że jest to luksus względnie bogatych ludzi, a nie coś, na co mogą pozwolić sobie również biedni.

Nie zgadzam się z tym: każdy może to robić.

Minimalizm jest po prostu eliminowaniem wszystkiego, co zbędne. A podczas gdy biedni (każdy, kto nie znajduje się w klasie średniej lub wyżej) mogą nie mieć olbrzymiej ilości zbędnych rzeczy, to jednak zazwyczaj mają rzeczy, które można wyeliminować.

Zdjęcia minimalistycznych domów, biurek i komputerów, jakie można zobaczyć na wielu minimalistycznych stronach są oczywiście dla zamożnych – mają drogie meble, gadżety, domy, na które wielu ludzi nie mogłoby sobie pozwolić. Nie jest to jednak wymóg minimalizmu.

Tak naprawdę, dla minimalizmu nie ma żadnych wymogów. Możesz wymyślić własną wersję, a jeśli bardziej martwisz się jak przeżyć do następnej wypłaty (wiem coś o tym), to odcięcie zbędnych rzeczy pomoże ci w życiu. Poszukaj zbędnych wydatków (jedzenie na mieście, chodzenie do kina, kupowanie przekąsek, wypożyczanie DVD) i wyeliminuj je, znajdując na ich miejsce darmowe rozrywki.

Eliminowanie zbędnych rzeczy oznacza również, że będziesz potrzebował mniejszego domu, przez co zaoszczędzisz na czynszu i ogrzewaniu/chłodzeniu. Kupowanie mniej rzeczy oznacza mniej długu. Spędzanie czasu z bliskimi lub robienie rzeczy, jakie kochasz oznacza, że wydasz mniej. To wszystko jest dobre niezależnie od tego, czy jesteś bogaty czy nie.

Prawdą jest, że często myśli się o biednych, że nie mają tego luksusu, by nawet pomyśleć o upraszczaniu czy minimalizmie. Są zbyt pochłonięci zarabianiem na jedzenie czy czynsz albo radzeniem sobie ze spłatą rat. Jest w tym wiele prawdy. Nie musi jednak tak być: każdy może na chwilę się zatrzymać, odetchnąć i zdecydować się żyć inaczej.

Każdy może podjąć decyzję obywania się bez zbędnych rzeczy, odcięcia od TV, rozważenia pozbycia się samochodu, kupowania tylko absolutnie koniecznych rzeczy i przemyślenia, co jest tak naprawdę konieczne. Byłem głęboko w długach i znam poczucie tonięcia, bez żadnej możliwości wyjścia. Wyszedłem z tego głównie dlatego, że ograniczyłem wydatki do minimum, równocześnie szukając sposobów na zwiększenie dochodów. Minimalizm pozwolił mi wyjść z długów i wydostać się z bycia biednym. Minimalizm nie jest tylko dla zamożnych.

» nigdy nie mógłbym zrezygnować z…

original content

Odkryłem, że gdy mówię o upraszczaniu i minimalizmie tak ogólnie, to ludzie są bardzo pozytywnie nastawieni… lecz gdy przechodzę do szczegółów, to już nie zawsze są tak entuzjastyczni.

Kiedy mówię o zrezygnowaniu ze zbędnych zakupów, ubrań czy butów, wielu ludzi się zgadza. Kiedy mówię o rezygnacji z samochodu, przeprowadzce do mniejszego domu albo rezygnacji z picia kawy czy jedzenia na mieście, to zawsze słyszę, jak duża część osób mówi: „Chciałbym być minimalistą, ale nigdy nie mógłbym zrezygnować z ________.” (Samemu wypełnij puste miejsce).

Wiele razy myślałem tak samo, gdy słyszałem o zmianach, jakich dokonują inni ludzie. Myślałem sobie wtedy „Ja nigdy nie mógłbym z tego zrezygnować”.

Myliłem się.

Mówiłem, że nigdy nie mógłbym zrezygnować z pieczonego kurczaka, a teraz jestem wegetarianinem.

Mówiłem, że nigdy nie mógłbym zrezygnować z kablówki, a teraz żyję bez niej od 7 lat.

Mówiłem, że nigdy nie mógłbym zrezygnować z papierosów, lecz nie palę ich od prawie 5 lat.

Mówiłem, że nigdy nie mógłbym zrezygnować ze słodyczy, a teraz tylko od czasu do czasu podjadam parę kąsków.

Mówiłem, że nigdy nie mógłbym zrezygnować z samochodu, a teraz prawie w ogóle nie jeżdżę i w następnym miesiącu rezygnuję z niego całkowicie.

Mówiłem, że nigdy nie mógłbym zrezygnować z gotowej żywności, lecz teraz jadam praktycznie samo naturalne jedzenie.

Mówiłem, że nigdy nie mógłbym zrezygnować z kawy, lecz ostatnio mi się to udało.

Mówiłem, że nigdy nie mógłbym zrezygnować z moich butów do biegania, a teraz biegam boso.

Mówiłem, że nigdy nie mógłbym zrezygnować w całości z telewizji, a udało mi się to.

Mówiłem, że nigdy nie mógłbym ograniczyć ilości ubrań do kilku, a udało mi się to.

Jeśli myślisz, że nigdy czegoś nie mógłbyś zrobić… przestań tak mówić. Możesz się jeszcze zdziwić.

» przeprowadzka do nowego domu

original content

Muszę przyznać, że przeprowadzka do innego miasta nie była tak minimalistyczna, jak chciałem. Myślę, że cała rodzina poradziła sobie całkiem nieźle, lecz pojawiły się aspekty nie-minimalistyczne. Ale to jest w porządku – wszyscy jesteśmy ludźmi i stale się uczymy.

Plan był taki: sprzedać lub oddać prawie wszystko, co posiadaliśmy. Chcieliśmy zmieścić się w jednym plecaku ubrań na osobę (by każdy zabrał go ze sobą do samolotu) i w jednym pudełku osobistych rzeczy na osobę, które zostaną wysłane do nas, gdy już znajdziemy nowe lokum. Cała reszta miała być sprzedana, rozdana rodzinie i znajomym albo przeznaczona na cele charytatywne. Mieliśmy zacząć od zera – posiadając jak najmniej rzeczy i kupując je używane.

Ta część przebiegła praktycznie zgodnie z planem. Sprzedaliśmy i rozdaliśmy praktycznie wszystko, co posiadaliśmy. W szafach i szufladach znajduje się niesamowita ilość rzeczy, które pojawiają się dopiero, gdy faktycznie opróżniasz dom – różne puszki, torebki, narzędzia, szczotki etc. – nawet, gdy prowadzisz minimalistyczne życie. Okazało się, że potrzeba bardzo dużo pracy, by całkowicie opróżnić dom. Więc nie było to tak minimalistyczne, jak chciałem, lecz nikt nie jest doskonały.

Plecak na osobę to był dobry pomysł. Nie musieliśmy nadawać żadnego bagażu na lotnisku. W praktyce, prawie wszystkie torby niosłem ja i mój najstarszy syn, więc byliśmy obładowani trzema plecakami/torbami na głowę. To było OK, choć z pewnością było to męczące, gdyż musieliśmy lecieć z przesiadkami, po drodze mając strasznie dużą liczbę kontroli bezpieczeństwa.

Nowy dom znaleźliśmy w przeciągu tygodnia, co nas pozytywnie zaskoczyło. To również nie było minimalistyczne – wszyscy jechaliśmy do miasta (nocowaliśmy u kuzyna na przedmieściach) rozglądać się za domem. Każdego dnia spisywaliśmy listę miejsc, dzwoniliśmy do ludzi i umawialiśmy się na oglądanie. Na początku chodziliśmy po różnych dzielnicach, by ostatecznie wybrać jedną z nich.

Pierwsza noc w naszym nowym miejscu była minimalistyczna jak cholera. Mieliśmy futon i dmuchany materac, kilka poduszek i kocy. Kupiliśmy również trochę rzeczy do łazienki i kuchni i nic poza tym. Nasz dom był pusty i zimny (ogrzewanie udało mi się uruchomić dopiero rano).

Przez pierwszy tydzień w nowym domu, po całym mieście zbieraliśmy meble i inne niezbędne rzeczy (naczynia etc). Dużo rzeczy znaleźliśmy w internecie, co jest fajne, lecz okazuje się, że ciężko to odebrać, jeśli nie masz samochodu. Ostatecznie umawialiśmy się na odbiór używanych mebli w dwugodzinnych przedziałach i wynająłem transport, który pomógł mi to wszystko przewieźć. Jednego dnia wynająłem samochód transportowy, a innego dnia po prostu wziąłem dywan pod pachę i wsiadłem z nim do autobusu. Nie było tak źle.

Rozczarowujące jest to, że ostatecznie kupiliśmy sporo nowych rzeczy – kilka łóżek (tylko jedno używane), materacy, zasłon, pościeli, rzeczy do kuchni i łazienki. Nie lubię tego robić, gdyż kupowanie nowych rzeczy to ogromne marnowanie naturalnych zasobów, lecz nie udało nam się znaleźć używanych wersji rzeczy, jakie nam się podobają. Być może nasze standardy były zbyt wysokie.

Dzisiaj jesteśmy już praktycznie urządzeni. Nie mamy telewizora, co bardzo mi się podoba. Biorąc jednak pod uwagę to, że nie decyduję o wszystkim, to nie wiem jak długo uda nam się bez niego wytrzymać. Mamy komputery i bezprzewodowy internet, jedzenie z lokalnych farm. Nie mamy samochodu i nie będziemy go mieć. Jeszcze nie mamy rowerów, ale je zdobędziemy. Nasz dom jest dość minimalistyczny, co jest fajnym wynikiem zaczynania od zera. Zobaczymy jak długo to się utrzyma.

» nowy początek

original content

Tak jak pisałem poprzednio, jakiś czas temu razem z rodziną uporządkowałem swoje rzeczy i przeprowadziłem się do nowego miasta. Kochamy to nowe miejsce, tęsknimy za starym… ale najciekawszą rzeczą jest dla mnie idea rozpoczęcia wszystkiego od nowa.

Jesteśmy w nowym mieście, mamy czystą kartę i to pozwala nam od nowa stworzyć swoje życie. Jest to przerażające, bo jako ludzie trzymamy się tego, co znajome, odnajdujemy komfort w rutynach i w tym, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Radzimy sobie ze zmianami ale zazwyczaj w małych ilościach. Ciężko jest poradzić sobie z dużymi zmianami, na poziomie wszystkiego, co jest dokoła nas.

Równocześnie jednak, jest to cudowna rzecz, gdyż świeży start oznacza, że nic cię nie ogranicza, nic nie powstrzymuje od stworzenia takiego życia, jakie chcesz.

Bolesne jest to, że zostawiliśmy również ludzi, których najbardziej kochamy. Było to jak oderwanie sobie jednej ręki, chociaż bez ręki da się żyć…. a bez bliskich osób nie jest to takie proste. Nie polecam tego komukolwiek, chociaż wiem, że dzięki temu doświadczeniu urośliśmy jako ludzie i staliśmy się silniejsi.

Pozbyliśmy się samochodu, co chciałem już zrobić od dawna. W poprzednim miejscu było to praktycznie niemożliwe, chociaż udało nam się tam mocno ograniczyć użycie samochodu. Dzisiaj, w dużym mieście chodzimy pieszo i używamy komunikacji miejskiej i jest to wygodne. Wkrótce będziemy mieć rowery.

Celowo wybraliśmy miejsce w pobliżu wszystkiego, czego potrzebujemy: sklepów spożywczych, biblioteki, księgarni, restauracji, sklepu z narzędziami, piekarni, ładnych parków, przystanków z dobrymi połączeniami. Gdybyśmy byli dalej od tego wszystkiego, pewnie moglibyśmy utrzymywać się taniej, ale wybraliśmy bycie bliżej centrum, gdzie można poruszać się pieszo.

Większość jedzenia kupujemy na bazarze, by uniknąć korzystania z opakowań i jedzenia przetworzonych rzeczy, co jest zdrowsze dla nas i dla środowiska. Wciąż nad tym pracujemy, ale i tak jest to już drastyczną zmianą na lepsze.

Biegamy w parkach, wszędzie gdzie się da chodzimy pieszo, odżywiamy się zdrowo, robimy ćwiczenia gimnastyczne gdy tylko mamy na to ochotę, bawimy się na trawie. Dzięki temu jesteśmy zdrowsi i w lepszej kondycji fizycznej niż kiedykolwiek wcześniej i bardzo nam się to podoba.

Posiadamy bardzo mało. I tak jest dobrze.

Jest to nowy start. Tak naprawdę jest to dopiero początek nowych możliwości. Nie jest to jeszcze w pełni nasz dom ale stanie się takim domem, jaki chcemy stworzyć.

» minimalizm to dopiero początek

original content

Ostatnio otrzymałem trochę krytyki, że moja minimalistyczna filozofia ograniczania życia jest zbyt indywidualnym rozwiązaniem.

Zatrzymałem się na chwilę i zastanowiłem: czy jest to właściwa krytyka? Myślę, że na pewnych poziomach jak najbardziej – minimalizm, jaki proponuję jest czymś, co można przyjąć jedynie samodzielnie i prawdopodobnie nie zostanie on przyjęty przez wszystkich członków społeczeństwa. A skoro tak jest, to czy zmienia on cokolwiek?

Z pewnością – dla osoby, która przyjęła minimalizm. Może on zmienić twoje życie na lepsze i nie należy tego umniejszać. Ale czy zmieni świat? Czy rozwiąże problem głodu i globalnego ocieplenia? Z pewnością nie, jeśli będzie przyjęty jedynie przez małą grupę ludzi. By tak się stało, musiałby stać się bardzo popularny.

Zatem tak, zgadzam się. Ale czy w ogóle musimy propagować jedynie te rozwiązania, które zostaną przyjęte przez wszystkich na raz? Jeśli wierzymy, że dana rzecz jest dobra zarówno dla nas indywidualnie, jak i dla całego społeczeństwa, ale mamy wątpliwości, czy społeczeństwo jako całość przyjmie te rozwiązania, to czy to znaczy, że powinniśmy je zarzucić?

Nie wierzę w to. Uważam, że jeśli dany sposób życia jest dobry, to powinieneś żyć w ten sposób. Jeśli to sprawi, że twoje życie będzie lepsze, świetnie. Jeśli zostanie to przyjęte przez świat – jeszcze lepiej. Nie możemy sprawić, by problem zaadoptowania czegoś przez cały świat powstrzymywał nas od rozpoczęcia naszych własnych zmian.

Tym właśnie jest minimalizm praktykowany przez poszczególne osoby: początkiem. Sokrates powiedział: „Niech ten, kto chce poruszyć świat, najpierw poruszy siebie.” Gandhi powiedział: „Bądź zmianą, którą chcesz zobaczyć na świecie.” I ja mówię: zacznijmy od samych siebie. Jeśli nam się nie uda, jak możemy wymagać, by świat do tego dążył?

Kiedy już pokażemy, że minimalistyczne życie nie jest tylko jest możliwe, ale jest po prostu dobre, stanie się to świetnym przykładem dla innych. Możemy poruszyć innych swoim własnym życiem. Gandhi powiedział również „Moje życie jest moim przesłaniem.” Niech twoje życie będzie przesłaniem dla świata, twoim przykładem na lepsze życie. Niech to będzie twój początek zmiany.

Z wielu takich małych początków mogą narodzić się wielkie rzeczy.

» czytanie bez rozkojarzeń

original content

Czytanie jest jedną z moich ulubionych rzeczy na świecie. Wiem, że nie jestem w tym sam – istnieje sporo osób, które podzielają to zainteresowanie. Jednak czytelnicy w dzisiejszych czasach stają przed ciekawymi wyzwaniami: istnieje więcej rzeczy do przeczytania niż kiedykolwiek, w bardzo różnych formach, nowe pozycje do przeczytania pojawiają się każdego dnia, a miliony rozkojarzeń przeszkadzają ci w procesie czytania (wiele z tych rozkojarzeń przybiera formę czytania innych rzeczy).

Ilość rodzajów materiałów do czytania zdaje się ciągle rosnąć: od tradycyjnych papierowych książek, gazet i czasopism do blogów, artykułów online, forum, tweetów, facebooka, emaili, newsletterów i wiele innych. Każdy z tych rodzajów materiałów do przeczytania stanowi wiecznie rosnącą i często przekraczającą nasze możliwości listę rzeczy do przeczytania, z którą musimy się uporać: skrzynka email, czytnik RSS z najnowszymi postami z blogów, różne strony z newsami, posty na forum, aktualności etc.

Bycie na bieżąco ze wszystkimi tymi listami staje się prawie niemożliwe – jest to pełnoetatowa praca sama w sobie. Moim rozwiązaniem jest poddanie się – bycie na bieżąco nie jest faktyczną potrzebą – i zmniejszenie ilości aktualności tak bardzo jak to tylko możliwe. Zatem ograniczyłem moje listy blogów do tych niezbędnych, prawie nie używam emaila, na twitterze i facebooku mam tylko kilku znajomych. Nie jestem zatem najbardziej aktualnym facetem i nie uszczęśliwiam ludzi poprzez dodanie ich do list znajomych… a życie płynie dalej.

Jednak nawet przy zmniejszonej liście rzeczy do przeczytania, samo czytanie może stanowić wyzwanie: jak sobie poradzić z rozkojarzeniami? Jest to niezwykle trudne, gdyż każda forma czytania odciąga nas od innych form, a alerty i powiadomienia przychodzą cały czas, nie wspominając już o innych formach komunikacji, jak telefony, komunikatory i ludzie, którzy potrzebują naszej uwagi na żywo.

Oto moje sposoby na czytanie bez rozkojarzeń:

  1. Książki. Moim ulubionym rodzajem czytania są powieści. Rzadko czytam książki non-fiction, chociaż sam jestem pisarzem non-fiction. I chociaż iPad i Kindle stanowią bardzo przyjazne formy czytania książek, to również zawierają w sobie sporo rozkojarzeń. Więc najbardziej kocham papierowe książki, ze względu na ich prostotę i brak możliwości robienia z nimi innych rzeczy podczas ich czytania. Wyłącz komputer, telefon, znajdź ciche miejsce i po prostu czytaj. Spróbuj robić to w dużych blokach czasu: 30 minut, godzina albo więcej, a po prostu zatopisz się w innym świecie. Po prostu piękne.

  2. Blogi. Uwielbiam czytać blogi, chociaż teraz śledzę ich dużo mniej niż kilka lat temu. Ograniczyłem moją listę czytelniczą i używam Google Readera do szybkiego przejścia przez wszystkie jej pozycje. Gdy znajdę jakiś post, który chcę przeczytać w całości, bez rozkojarzeń, otwieram go w nowym oknie przeglądarki – nie na nowej karcie, lecz na nowym oknie, bez żadnych innych kart – i używam Readability lub podobnego narzędzia, by skupić się tylko na tekście. Wtedy czytam bez przełączania się na jakąkolwiek inną rzecz, aż skończę.

    Tutaj, na blogu mnmlista, ograniczyłem moje posty tylko do tekstu. Wykonałem pracę za ciebie, by można było czytać bez rozkojarzeń. Na innych blogach musisz wykonać tę pracę samodzielnie – zainstaluj Readability i uruchom je, gdy chcesz przeczytać artykuł bez rozkojarzeń. To jest OK. Trochę pracy jeszcze nikogo nie zabiło. Poza moim wujkiem, chociaż jego zabiło chyba bardziej narzekanie na tę pracę niż sama praca.

  3. Skoncentrowane przeglądanie sieci. Jeśli otworzysz kilka kart, utrzymuj skupienie używając prostej usługi Instapaper, jaką niedawno odkryłem. Wszystkie swoje otwarte karty w przeglądarce dodaj do Instapaper, by móc je przeczytać później, po jednej na raz, gdy będziesz mieć trochę czasu bez innych rozkojarzeń.

  4. Email, Twitter, Facebook. Generalnie, używaj ich jak najmniej. Prowadzą one do rozkojarzeń, które przeszkadzają w czytaniu, pracy etc. Otwieraj je na 5 minut, rób szybki skan aktualności, zaktualizuj status lub odpowiedz na coś, jeśli jest to potrzebne, a następnie wyłącz aplikację. Otwieraj tylko jedną taką aplikację na raz, zajmij się nią ze skupieniem i zamknij. Rób to w regularnych odstępach czasu – np. 5 minut po każdej równej godzinie, albo np. 2-3 razy dziennie.

  5. Aktualności ze świata. Nie czytam dużo aktualności. Prowadzą one do dużej ilości rozkojarzeń. Kiedy jednak to robię, otwieram kilka artykułów, które wyglądają interesująco, skanuję je i wklejam do Instapaper te, które chcę przeczytać później. A gdy potem mam trochę czasu, to w Instapaper czytam po kolei artykuły bez rozkojarzeń.

» pozbywając się fałszywych potrzeb

original content

Nasze życia wypełnione są rzeczami, które potrzebujemy robić. Aż do momentu, gdy przyjrzymy się trochę bliżej tym potrzebom.

Pomyśl o tym, jakie potrzeby posiadasz: potrzeba sprawdzania maili co piętnaście minut, opróżnianie skrzynki odbiorczej, czytanie wszystkich blogów, utrzymywanie idealnego porządku, ubieranie się do pracy zgodnie z najnowszą modą. Potrzeba dręczenia swoich dzieci, kontrolowania współpracowników czy spotykania się ze wszystkimi, którzy chcą się spotkać, potrzeba bycia coraz bogatszym, czy posiadania świetnego samochodu.

Skąd biorą się te wszystkie potrzeby? Są całkowicie wymyślone.

Czasami potrzeby są tworzone przez społeczeństwo: branża, w której pracujesz wymaga, żebyś był w pracy o 9 rano lub żebyś ubierał się w czysty garnitur. Twoje otoczenie też ma pewne standardy i jeśli nie masz super trawnika i dwóch BMW w garażu, to będziesz oceniany przez innych. Jeśli nie masz najnowszego iPhone’a, nie będziesz miał statusu geeka i będziesz zazdrościł tego statusu tym, którzy go mają.

Czasami potrzeby są wymyślane przez nas samych: stale czujemy potrzebę sprawdzania maili, RSS, stron z aktualnościami, sms’ów czy Twittera, nawet jeśli nie ma żadnych negatywnych społecznych czy zawodowych konsekwencji, jeśli nie będziemy tego robić. Chcemy mieć idealnie pościelone łóżko, nawet jeśli nikomu innemu na tym nie zależy. Chcemy stworzyć listę celów w życiu, albo na najbliższy rok i osiągnąć każdy z nich, nawet jeśli nic złego nie stanie się, jeśli nie osiągniemy większości z nich.

Każda z tych wymyślonych potrzeb może być wyeliminowana. Wystarczy do tego chęć puszczenia ich.

Przyjrzyj się swoim wymyślonym potrzebom i zadaj sobie pytanie, dlaczego jest to tak ważna potrzeba. Zapytaj, co by się stało, jeśli byś ją zarzucił. Co dobrego by się stało? Czy miałbyś więcej wolnego czasu i więcej przestrzeni na koncentrowanie się i tworzenie, a może mniej stresu i mniej rzeczy do zrobienia każdego dnia? Czy staną się jakieś złe rzeczy? Jak bardzo prawdopodobne jest to, że coś takiego może nastąpić? Jak można temu zaradzić?

Te potrzeby są stworzone przez lęki i im bardziej szczerzy jesteśmy wobec tych lęków, tym lepiej. Staw czoła lękom i daj sobie czas na spróbowanie nowego podejścia – pozwól sobie na odpuszczenie danej potrzeby na godzinę, albo na jeden dzień. Na jeden tydzień. Jeśli nic złego się nie stanie, rozszerzaj ten czas i powoli odkryjesz, że to wcale nie była prawdziwa potrzeba.

Odpuszczanie takich potrzeb może dawać dobre samopoczucie. A odpuszczając je, uwalniasz samego siebie.

» dodawanie poprzez odejmowanie

original content

Często, gdy czujemy jakąś potrzebę, to szukamy czegoś, co pozwoli nam ją spełnić.

Chcemy schudnąć, więc kupujemy książki o odchudzaniu, sprzęt do ćwiczeń, tabletki odchudzające, suplementy diety i programy ćwiczeń. Zapisujemy się na siłownię albo na zajęcia z trenerem.

Chcemy podróżować, więc kupujemy walizkę, poduszkę do spania w podróży, idealny bagaż podręczny, a może nawet specjalne ubrania czy sprzęt do podróży.

Chcemy zacząć medytować, więc kupujemy poduszkę do medytacji, zapisujemy się na zajęcia, kupujemy książkę, stoper, albo świetne ubrania do medytacji.

Widzisz już o co chodzi – każde nowe przedsięwzięcie wymaga nie tylko nowych ubrań, o których ostrzegał nas Thoreau, lecz również nowego sprzętu, książek, DVD, gadżetów, oprogramowania.

Z kolei dodawanie tych rzeczy do naszego życia dodaje nam również problemów, a nie tylko rozwiązań: często są to zwiększone wydatki, które czasami pogarszają naszą finansową sytuację; są dodatkowym bałaganem w naszym już i tak zabałaganionym życiu; trzeba nad nimi ciągle pracować, pilnować, zajmować się i przechowywać; każde z nich ma duży koszt dla środowiska; nabycie tych nowych rzeczy wymaga transportu etc.

A często te nowe rzeczy dają same problemy, nie dając nam rozwiązań, o które nam chodziło.

Alternatywą do rozważenia – zamiast dodawania – jest odejmowanie.

Jeśli uważasz, że potrzebujesz nowego notebooka by pisać, to może twoim problemem nie jest brak notebooka, tylko potrzeba posiadania lepszego. Odejmij to pragnienie i będziesz mógł pisać bez kupowania czegokolwiek.

Jeśli chcesz nowego iPhone’a (ja mam tak często), zastanów się, czy jest to faktyczna potrzeba, czy tylko pragnienie, które można usunąć. Jeśli chcesz nowego sprzętu do ćwiczeń, zastanów się, czy możesz ćwiczyć bez żadnego sprzętu.

Pusty pokój (albo wyjście na dwór) dostarcza ci wszystkiego, czego potrzebujesz, z wyjątkiem jedzenia i picia i podstawowych ubrań. W pustym pokoju możesz medytować, spać, modlić się, myśleć, tworzyć, komponować, ćwiczyć, rozmawiać z przyjacielem.

To, co posiadasz poza tym pustym pokojem – książki, dostęp do biblioteki, komputer, długopis, papier i wszystkie inne własności w życiu – w pewien sposób wykraczają poza to, czego potrzebujesz.

Kiedy odejmujesz pragnienie, możesz odjąć posiadane rzeczy i pozwolić, by twój umysł, serce i życie było wolne. Wtedy możliwości są nieograniczone.

» używając Notational Velocity

original content

Szukam ochotnika(czki) który ten wpis przetłumaczy, szczegóły jak to zrobić są tutaj


These days I use the simple Mac program Notational_Velocity to write nearly everything — notes, lists, todos, ideas, blog posts, book chapters, rambling rants to the government, and so on.

I noted this in a feature Shawn Blanc did on my_Sweet_Mac_Setup (and indeed it is sweet), and several readers asked for an elaboration – how do I use NV?

It’s not complicated. Notational, as many of you might know, is a lightweight program that does something very simple:

The last part is the magic. In the location bar, you just start typing, and instantly whatever you’re looking for appears. Also if you start typing a name of a new file you want to create, you just press Return and the new file is create — no need to go to “New File” or something like that in a menu.

And by learning one keyboard shortcut — Cmd-L to instantly go to the “location bar” — you never need to use the mouse. Just type Cmd-L, start typing your search or new file name, and press Return when you’re done. Then start typing or editing with the keyboard.

It’s extremely simple, but it works better than any other text editor I’ve used, and so I decided it would be all I use. I haven’t looked back.

My Setup

I’ve set up a couple things worth noting:

  1. Under Preferences/Notes/Storage, I’ve set it to store notes as plain text files. This allows me to email individual text files to people if necessary, to open them in other text editors, and to access the files from my phone if needed.
  2. I also have it synchronizing with Simplenote’s online service. I don’t use Simplenote as I don’t have an iPhone (if I did I would) but I like having all my notes backed up and accessible online. You can do this under Preferences/Notes/Synchronization. It’s free.
  3. Lastly, I moved the “Notational Data” folder in which all the plain text notes are stored to my Dropbox folder. I haven’t used this yet, as I only use one computer yet and don’t need to access my files from other computers, but I like that it’s instantly backed up and accessible online — once again. It’s also free and easy to set up.

My Usage

What is there to say about usage? I don’t do too much unusual, but here are a few notes:

  1. I append prefixes to the file names so I can group things — so for Zen Habits posts, I’ll have a “zh-” prefix, before the post topic, so that when I start typing “zh” it’ll show all my Zen Habits drafts. I do the same for mnmlist posts, chapters and notes for my new book “focus”, and interviews.
  2. I make the text editing field a bit bigger than default. I just like more space. Other than that, everything is default, including font and text size and all that.
  3. It would be nice if you could write in full-screen mode in NV, but instead I will just paste a file into WriteRoom or Ommwriter and enjoy the full-screen focused glory, and then paste back into NV when I’m done, where it’s instantly saved. I love instant save — why isn’t this done always in every program?
  4. I have a todo list in NV that I don’t refer to very often. I don’t use todo lists much anymore, except as a dumping ground for things I might need to remember later. Most days I know what I want to work on — whatever I’m excited about at the moment.
  5. Instead of keeping a list of ideas for posts for my blogs, I just start a new post (with the prefix I mentioned above). It’ll have notes for the post. Then when I want to look at my post ideas, I just type in the prefix (like “zh” or “mnml”) and I’ll see the list of post ideas.
  6. I store other snippets of text, like commonly used html tags I put into posts, or links to ebook downloads for those who have trouble downloading, etc. On my old iMac I had these snippets in TextExpander, which was nice, but I’ve been too lazy to set up TextExpander and all the snippets I use on my Macbook Air so they’re in NV.

That’s about all I can think of. If you have questions, ask on_Twitter and I’ll add to this post.

I love NV for its lightness, its simplicity, its speed. It does everything I need with a minimum of fuss, which is basically perfect.

» 10 niezbędnych rzeczy

original content

Przeczytałem niedawno artykuł, gdzie projektanci mody wymieniali 10 rzeczy, które są dla nich niezbędne. Pomysł mi się bardzo podoba, lecz te listy wyglądają jak pochwała luksusowego konsumpcjonizmu.

Jestem ostatnim człowiekiem, z którym chcieliby zrobić taki wywiad (nie kieruję się modą), lecz zacząłem się zastanawiać: jakie jest moje „10 niezbędnych rzeczy”?

Zrobiłem więc taką listę:

  1. To co noszę: jeansy. Uwielbiam grubą teksturę jeansów. Noszę je każdego dnia. Niektórzy ludzie lubią syntetyczne tkaniny, ponieważ są lekkie i szybko wysychają, lecz jeansy są tak samo wygodne.
  2. To co noszę: t-shirt. Mam tylko kilka – czarny, niebieski i szary – lecz noszę je codziennie aż się zużyją.
  3. To co piję: woda. Piję również kawę i herbatę, ale nic nie wygra z wodą. Piję ją przez cały dzień.
  4. To, co kocham jeść: owoce. Świeże owoce z bazaru albo jagody zebrane własnoręcznie. Mmmm.
  5. Moja rozrywka: książki. Jakikolwiek rodzaj. Kupuję używane, pożyczam od przyjaciół albo z biblioteki.
  6. Moje podstawowe narzędzie do pisania: edytor tekstu. Używam również długopisu i notatnika, szczególnie, jeśli jestem poza domem i mam ochotę pisać.
  7. Moja zabawa: chodzenie. Lubię wyjść na zewnątrz i po prostu obcować z miastem lub naturą. Nie potrzebuję nawet butów – chodzenie boso jest jeszcze bardziej przyjemne. A najlepiej: spacerowanie z kimś, kogo lubię.
  8. Moje źródło inspiracji: przyroda. Ładny park, ogród, las, morze, góry.

W tym momencie skończyły mi się rzeczy, a ostatnie punkty to nawet nie są rzeczy. Naprawdę starałem się wymienić 10 pozycji, lecz nie jestem w stanie wymyślić czegoś więcej. Kiedy mam te wszystkie 8 rzeczy, jestem bardzo szczęśliwy: jeasny i t-shirt, woda i owoce, książka i notatnik, spacer wśród przyrody.

Mógłbym żyć wyłącznie tymi rzeczami – oczywiście potrzebowałbym więcej jedzenia, lecz nie dużo więcej. Nie potrzebuję nawet komputera – mógłbym pisać w notatniku i używać komputera w bibliotece, by prowadzić swojego bloga.

Nie potrzeba konsumpcjonizmu, by być szczęśliwym. Tak naprawdę życie jest dużo lepsze bez niego.

» redukowanie

original content

Jedną z rzeczy, jakie kocham w minimalizmie jest to, że nie ma on końca. Nie schodzisz do minimum rzeczy i nie mówisz „zrobione”.

Jest to ciągłe redukowanie. I jest to dobre.

Po co chcieć ciągle to robić, zamiast po prostu skończyć ten proces? Ponieważ proces redukowania jest tak naprawdę procesem zadawania sobie pytania: „Co jest ważne?”

W tumulcie codziennego życia zapominamy o tym, co jest ważne. Potrzebujemy świadomości, by przywróciła nas do tego, co niezbędne. I dla mnie redukowanie sprowadza mnie do tej świadomości.

Istnieją liczne przykłady redukowania – na przykład regularnie redukuję ilość moich ubrań. Patrzę na pokój i usuwam z niego niepotrzebne przedmioty. Z komputera usuwam programy, których nie używam.

Stopniowo przerabiałem też wygląd tej strony. Kilka lat temu była przykładem czystego designu, lecz od tamtej pory usunąłem z niej jeszcze więcej rzeczy. Nikt tego nie skomentował. Uwielbiam, kiedy taka redukcja spotyka się z milczącą akceptacją.

Redukowanie jest pięknym sposobem na wydobywanie niezbędnych rzeczy i na bycie ich świadomym każdego dnia. Myślę, że w dzisiejszych czasach jest to konieczne.

» mniej rachunków

original content

Ostatnio ktoś napisał do mnie, że reguła „mniej to lepiej” nie ma zastosowania do posiadania pieniędzy na opłacenie rachunków.

To prawda. Z tym, że nie jest to prawda: posiadanie więcej pieniędzy nie jest lepsze. Posiadanie mniej pieniędzy oznacza, że stajesz przed wyborem: czy lepiej jest mieć dużo wydatków gdy nie starcza na życie, zadłużyć się… albo ograniczyć liczbę rachunków?

Z mojego doświadczenia wynika, że mniej rachunków jest najlepszym wyjściem. Oznacza mniej stresu, mniej płatności, mniej pracy wymaganej do ich opłacenia, więcej oszczędności, prostotę życia.

Oznacza to posiadanie mniejszej ilości rzeczy w życiu ale to nie jest złe. Mniej rzeczy w życiu oznacza kreatywne odkrywanie sposobów na bycie szczęśliwym.

Kilka przykładów:

Mógłbym wymieniać dalej, ale widzisz już o co chodzi. Ograniczenie rachunków oznacza bycie kreatywnym, ale w wielu przypadkach oznacza również prostsze, zdrowsze życie.

» wolność od reklam

original content

Każdy zakamarek naszego życia wypełniony jest dzisiaj reklamą. Jest ona tak bardzo rozpowszechniona, że zaakceptowaliśmy ją jako coś oczywistego i przyjmujemy jej wpływ na swój umysł.

Reklama jest bardzo skuteczna – możemy nie zdawać sobie z tego sprawy, lecz działa ona na naszą podświadomość, byśmy kupowali rzeczy. Umieszcza w naszych umysłach pragnienia, tworzy pewne nastawienie, że niezależnie od tego, z czym mamy problem, rozwiązaniem jest kupienie czegoś. Tworzy ona nastawienie, że kupowanie jest normą i że nie ma innego wyboru.

Jest wszędzie. Włącz telewizor, a reklama będzie wydzierała się na ciebie przez cały dzień. Otwórz gazetę lub magazyn, wejdź na stronę internetową, a znajdziesz ją w każdym zakamarku. Jest na Facebooku i Twitterze, w naszym mailu, na bilbordach, w autobusach, na wydarzeniach sportowych, w miejscach publicznych, na ubraniach, w podcastach, iTunes, YouTube, zanim rozpocznie się film w kinie i w każdym przypadku subtelnie (lub wprost) umieszcza produkty w filmach… wszędzie. Na stronach internetowych jest to nieuniknione, a strona bez reklam jest praktycznie rzadkością.

Nie musi tak jednak być, żeby reklama była wszędzie. W przyszłości czekają nas coraz bardziej inwazyjne reklamy, coraz bardziej spersonalizowane, by skuteczniej docierać do konkretnego umysłu (prawdopodobnie przesyłając je wkrótce bezpośrednio do naszych źrenic albo czołowych płatów mózgu). Nie zawsze tak było i możemy podjąć decyzję, by w tym nie uczestniczyć.

W poprzednim wieku reklama nie była tak natarczywa. Sto lat temu praktycznie nie istniała (a przynajmniej nie w sposób, w jaki ją dzisiaj postrzegamy). Z pewnością zawsze byli ludzie zachwalający swoje produkty, lecz wzrosło to o kilka rzędów wielkości.

Nie musimy się temu poddawać. Są inne sposoby robienia rzeczy. Nie musimy pozwalać korporacjom na kontrolowanie naszego umysłu i naszego życia.

Jaka jest alternatywa? Przede wszystkim musimy wyjść z modelu konsumpcyjnego – pomyśl o tym, co jest naprawdę niezbędne, zamiast ciągle mieć potrzebę kupowania. Po drugie, zobacz inne możliwości. Trudno jest to zrobić, gdy zostaliśmy wytresowani, by myśleć w kategoriach kupowania i sprzedawania, w kategoriach komercji zamiast w kategorii ludzi. Tak, musimy z czegoś żyć. Lecz życie nie oznacza sprzedawania – życie oznacza życie. Zapomnieliśmy o tym i najwyższy czas sobie o tym przypomnieć.

» zen ograniczeń

original content

Niedawno spotkałem się na herbacie z Susan O’Connell, która jest V-ce Przewodniczącą San Francisco Zen Center. Jest przemiłą osobą.

Jedną z rzeczy, o której mówiła były „formy”, które są dużą częścią medytacji Zen – formy są ścisłymi regułami postawy, pozycji dłoni, siedzenia i innych części medytacji, które są zalecane przez tradycję. Niektórzy ludzie przychodzą na sesje medytacji zazen, ponieważ lubią formy, a inni przychodzą na nie pomimo tych form.

W każdym bądź razie, każdy musi odkryć swój własny stosunek do tych form. I trzeba sobie z tym w jakiś sposób poradzić.

Powiedziałem jej, że ograniczenia, jakie sam na siebie nakładam mają tę samą funkcję: na przykład ograniczenie się do posiadania 50 osobistych rzeczy, do pisania maili o długości 5 zdań albo określaniu 3 najważniejszych zadań każdego dnia.

Niektórzy ludzie przyjmują te ograniczenia. Inni minimaliści odrzucają je, bo uważają, że są zbyt sztucznie ograniczające, albo że nie są celem minimalizmu.

W każdym bądź razie, musisz odkryć swój własny stosunek do tych ograniczeń.

Ograniczenia nie są celem minimalizmu, lecz dają nam one coś ważnego: zmuszają nas, do odkrycia, co jest ważne. A jeśli nie chcemy odkryć, co jest ważne, to zmuszają nas one, do odkrycia dlaczego tak jest.

Istnieje opowieść Zen o uczniu, który zapytał nauczyciela: „Jaka jest najważniejsza rzecz?” A nauczyciel odparł: „Najważniejszą rzeczą jest pytanie o to, jaka jest najważniejsza rzecz”.

» więcej żyj, mniej potrzebuj

original content

Im bardziej skupiam się na życiu, tym mniej potrzebuję.

Co to oznacza skupić się na życiu? Jest to przejście od zabiegania o własność, status, cele i piękne rzeczy… do troski o faktyczne życie. Życie obejmuje: spacery, tworzenie, rozmowy z przyjaciółmi, przytulanie się do ukochanej osoby, zabawy z dziećmi, jedzenie prostych potraw, wychodzenie na dwór i aktywność fizyczną.

To jest życie. A nie kupowanie, oglądanie telewizji, jedzenie olbrzymich ilości tłustych i słodkich potraw nie dla utrzymania organizmu lecz dla przyjemności, krążenie po internecie, zamawianie rzeczy online czy bycie popularnym. Te rzeczy nie są życiem – są konsumpcyjnym spędzaniem czasu poprzez które wpadamy w pułapkę nadmiernej konsumpcji i bezmyślności.

Gdy skupiam się na życiu, wszystkie te fałszywe potrzeby stają się mniej ważne. Po co mi telewizja, skoro mogę wyjść na zewnątrz i eksplorować, być aktywny czy iść na spacer z przyjacielem? Po co mi zakupy, gdy mam już wszystko, czego potrzebuję. Mogę spędzać z kimś czas i tworzyć i potrzebuję do tego bardzo mało rzeczy.

Znam te rzeczy – wymagają praktycznie nic. Mogę żyć i potrzebować niewiele.

Potrzebować niewiele ale uzyskiwać ogrom zadowolenia… jest to niezwykle satysfakcjonujące. Jest to ekonomia zasobów, jakiej wcześniej nie doświadczałem.

Dzisiaj potrzebuję swoich bliskich, edytora tekstu, sposobu, by tworzyć, dobrej książki, prostego jedzenia, kilku ubrań i przestrzeni.

» minimalizm przeciw korporacjom

original content

Minimalizm to nie tylko posiadanie mniej rzeczy czy rozwinięcie w sobie pięknej minimalistycznej estetyki. Jest to przeciwstawianie się korporacjom, które mają coraz większą kontrolę nad naszym życiem.

Każdy aspekt naszego życia został przeniknięty przez korporacje. Jemy nie tylko świeże, proste jedzenie z lokalnych gospodarstw, lecz przetworzone jedzenie, pakowane przez korporację, albo smażone we franczyzowych restauracjach. Kawa ze Starbucks. Komputer od Apple’a. Programy od Microsoftu i Adobe. Buty od Nike, ubrania z Gap, meble z IKEA. Spędzamy czas w centrach handlowych, oglądamy programy telewizyjne i filmy stworzone przez największe konglomeraty rozrywki, czytamy książki, magazyny i gazety pochodzące z tych samych konglomeratów, słuchamy na swoim iPodzie, oglądamy na iPadzie, rozmawiamy przez iPhone lub BlackBerry, pocztę odbieramy przez Google albo Apple, rozmawiamy na Facebooku, wiadomości dostarczają nam CNN czy New York Times, na siłownię idziemy do Pure, a z internetem łączymy się przez T-Mobile.

Tak, jestem częścią tego wszystkiego.

Jaka część naszego życia nie jest jeszcze kontrolowana przez korporacje? Jest bardzo mała i szybko się kurczy.

Minimalizm jest sposobem na odrzucenie tych kajdan. Jest to tak, jakby powiedzieć: „Nie potrzebuję więcej kupować, by więcej pracować tylko po to, by móc kupić więcej waszych produktów i usług. Tak naprawdę jestem szczęśliwy, zadowolony, radosny i kreatywny bez wydawania nawet jednego grosza. Wszystko czego mi potrzeba to słońce i drzewa, woda i przyjaciele.

Minimalizm jest odkrywaniem sposobu na życie, który nie byłby kontrolowany przez korporacje.

Człowiek jest żywym, czującym, złożonym organizmem, którego jedynym celem jest zachowanie ciągłości genów poprzez przetrwanie i reprodukcję. Korporacje są nieożywionym, nieodczuwającym, złożonym organizmem, którego jedynym celem jest zarabianie coraz więcej dla swoich udziałowców. I chociaż nie jestem przeciwny zarabianiu pieniędzy, to uważam, że czysto pieniężna motywacja nie jest zawsze kompatybilna z naszym celem przetrwania jako ludzi.

Zastanów się: korporacja chce maksymalizować zyski, więc często będzie szła na skróty, zagrażając naszemu zdrowiu i środowisku. Będzie nas oszukiwać, byśmy wydawali pieniądze na jej produkty. Będzie strasznie traktowała swoich pracowników, by ciąć swoje koszty i zwiększać produkcję. Będzie traktowała żywe, odczuwające zwierzęta jak obiekty do produkcji, cięcia, przetworzenia, usmażenia i zapakowania, zupełnie ignorując cierpienie tych zwierząt, ponieważ liczy się zysk, a nie współczucie. Korporacja chętnie nas utuczy, ponieważ wie, że sprzedawanie smażonych produktów zupełnie pozbawionych wartości odżywczych jest dobrym zyskiem, pomimo, że z tego powodu ludzie umierają na zawał, raka czy cukrzycę. Nasza planeta jest dewastowana, co jest dobre dla zysków, lecz nie jest dobre dla ludzi.

Czas powiedzieć temu szaleństwu stop. Korporacja to głodna bestia, a my wciąż ją karmimy. Odejdźmy od niej i niech umrze z głodu. Uwolnijmy się i stwórzmy świat, gdzie żywe stworzenia są ważniejsze od zysków.

» mikro-produkcja

original content

We Francji istnieje mała firma Teddyfish, która ręcznie produkuje torebki.

Filozofia ich produkcji jest piękna:

„Wierzymy w ‚mikro-produkcję’, co oznacza chęć do pracy w mniejszym tempie i w mniejszej skali. Poprzez ręczne tworzenie, do swoich produktów dodajemy ciepło dłoni twórcy, a nie dym spalinowych maszyn.”

Pomyśl, co by było, gdyby świat masowej produkcji zmienił się w świat mikro-produkcji. Ludzie ręcznie tworzyliby ubrania, rowery, meble, jedzenie.

Produkowalibyśmy mniej i konsumowalibyśmy mniej. Rzeczy by więcej kosztowały, lecz ludzie zarabialiby więcej na swojej pracy.

Bardziej kochalibyśmy swoją pracę. Produkowalibyśmy dobrej jakości rzeczy, które by długo funkcjonowały. Bardziej kochalibyśmy swoje życie.

Zwolnij. Twórz mniej. Rób to lepiej. Bądź szczęśliwszy.

» lokalizacja

original content

Co by się stało, gdyby ceny paliwa nagle stały się nie po prostu drogie tylko absurdalne? Co by było, gdyby benzyna kosztowała 20 zł za litr?

Pomysł jeżdżenia wszędzie nagle stałby się szalony. Jeździmy daleko i często, bo paliwo jest relatywnie tanie. Lecz gdyby było bardzo drogie, to więcej poruszalibyśmy się pieszo i rowerem. Korzystalibyśmy z publicznego transportu i zabieralibyśmy współpasażerów. Pracowalibyśmy, kupowali, jedli i  odwiedzali znajomych blisko domu. Bylibyśmy zdrowsi, bo mniej byśmy jeździli. I nie musielibyśmy tak dużo pracować, żeby stać nas było na te jazdy.

Pomysł wysyłania wszystkiego wszędzie byłby również szalony. Dzisiaj ciągle zamawiamy paczki. Jedzenie i towary wysyłane są z jednego końca świata na drugi. To jednak wymaga dużej ilości paliwa – a jeśli paliwo byłoby bardzo drogie, to musielibyśmy z tego zrezygnować. Zamiast tego kupowalibyśmy lokalne jedzenie i towary. Możliwe, że nawet zaczęlibyśmy hodować własną żywność – nie jest to tak dalekosiężna myśl, gdy pomyślisz o tym, ilu ludzi już dzisiaj zaczyna hodować swoje jedzenie nawet w miastach.

Pomysł ogrzewania czy chłodzenia całości domu byłby szalony. Dzisiaj ogrzewamy 100% domu, gdy jest zimno, nawet jeśli zajmujemy jedynie część tej ogrzewanej przestrzeni. Co by się stało, gdybyśmy przyjęli japoński pomysł małego grzejnika na środku, wokół którego rodzina siada i się ogrzewa? Istnieje wiele idei, które byśmy opracowali do skuteczniejszego, lokalnego ogrzewania.

Alternatywne energie stałyby się ważniejsze. Ludzie podróżowaliby mniej i lepiej znaliby swoje lokalne otoczenie. Ludzie spacerowaliby po swoim sąsiedztwie i poznawaliby swoją lokalną społeczność. Pomyśl o tym.

A teraz puenta: paliwo już jest strasznie drogie – po prostu nie płacimy całej ceny na stacji. Resztę płacimy później poprzez koszty zdrowia, naszych społeczności i środowiska. Zapłacimy ją później, gdy zanieczyszczenie ziemi i  ocieplenie klimatu wystawi nam rachunek.

» minimalizm a strach

original content

Strach powstrzymuje nas od zostania minimalistami.

Dlaczego wciąż trzymamy rzeczy, chociaż ich nie potrzebujemy ani nie używamy? Ponieważ boimy się, że możemy ich potrzebować. Boimy się tego, co może się stać, jeśli pozbędziemy się tych rzeczy.

Przez wiele lat posiadałem samochód, bo bałem się nagłych wypadków i braku możliwości robienia rzeczy, które chciałem czy potrzebowałem zrobić. Później odkryłem, że mogę robić wszystko, czego potrzebuję, a nawet więcej, nie posiadając samochodu. A w faktycznych wypadkach telefon na pogotowie jest lepszym rozwiązaniem.

Zima w nowym mieście była dla mnie zdumiewająco zimna. Kupiłem dużo więcej rzeczy niż do tej pory miałem, ponieważ nie wiedziałem jak żyć w chłodniejszym klimacie. Niepewność w zakresie tego, czego nie wiem, spowodowała, że zapychałem te lęki kolejnymi posiadanymi rzeczami.

Po pierwsze: gdy zaczynamy coś dobrze poznawać, stajemy się pewniejsi w tym, że nie potrzebujemy tylu rzeczy, co wcześniej. Gdy uczyłem się życia w chłodniejszym miejscu, zacząłem zdawać sobie sprawę, że tak naprawdę potrzebuję tylko kilku dobrze przemyślanych rzeczy. Gdy uczyłem się podróżowania, odkryłem, że nie potrzebuję praktycznie nic. Gdy uczyłem się prowadzenia bloga, nauczyłem się, że nie potrzebuję zbytecznych reklam, trackingów, widgetów czy guzików polubienia na Facebooku.

Po drugie: strach można pokonać poprzez małe testy. Spróbuj poradzić sobie bez czegoś przez małą chwilę (np. dzień albo tydzień) i zobacz, co się stanie. Odkryjesz, że lęki nie są tak bardzo faktyczne, jak myślimy.

Po trzecie: czasami bycie bezbronnym wobec lęku jest dobrym doświadczeniem. Uczy nas wiele o nas samych i o życiu. Jest przerażające lecz budzi nas. Żyj z lękiem, bez wyjścia bezpieczeństwa i zobacz jak to jest być żywym, bez warstw ochronnych.

» nie jestem piwowarem

original content

Ostatnio dużo uczyłem się trochę o piwach. Według rankingów jedno z najlepszych piw na świecie pochodzi z Browaru Westvleteren.

Jest to belgijskie piwo robione przez mnichów, którzy mnie fascynują. Warzą oni najlepsze piwo na świecie, a za nic mają sobie biznes. Gdy ich piwo zyskało sławę, odmówili zwiększenia produkcji, by sprostać popytowi. Odmawiają propozycjom reklamowania tego piwa, a na butelkach nie ma nawet etykiety. Nie mają żadnych reklam i nie dają wywiadów i nie pozwalają zwiedzać ich browaru. – można odwiedzić ich butik po drugiej stronie ulicy, lecz oni sami nie chcą by im przeszkadzać. Można kupić jedynie dwie skrzynki na raz i trzeba osobiście pojechać do ich browaru, by je zabrać, po wcześniejszej rezerwacji przez telefon.

Są nieco szaleni, lecz bardzo mi się to podoba. Nie są zainteresowani pieniędzmi, sławą czy osiągnięciami. Po prostu chcą być mnichami.

Ojciec Abbott, podczas konsekracji ich nowego browaru, powiedział: „Nie żyjemy dla naszego browaru. To brzmi dziwnie dla ludzi biznesu i nie mogą oni zrozumieć, że nie wykorzystujemy naszych komercyjnych zasobów tak, jak moglibyśmy.”

Powiedział też: „Nie jesteśmy piwowarami. Jesteśmy mnichami. Warzymy piwo, by stać nas było na bycie mnichami.”

Zgadzam się z nim.

Nie jestem blogerem. Nie jestem pisarzem. Jestem prostym człowiekiem, który cieszy się z prostego życia ze swoją rodziną. Piszę, by stać mnie było na prowadzenie tego prostego życia.

» spartańska pizza napoletana

original content

Dobra pizza napoletana jest aktem spartańskiego piękna: minimalna ilość składników które są świeże, najlepsze, i zebrane razem w sposób który przekształca jedzenie jako akt sztuki i piękna - to akt czystej miłości.

Moją ulubioną jest Margherita. To prosty kawałek ręcznie robionego, ręcznie rozwałkowanego ciasta, posmarowanego cienko sosem pomidorowym, z kawałkami mozzalerii (lub serem wegańskim) i z listkami bazylli na wierchu, przyprawione odrobiną perfekcyjnej oliwy z oliwek. Włożona do niesamowicie gorącego opalanego drewnem pieca, gdzie ciasto piecze się w jedną minutę i w tym krótkim momencie działania czystego ognia, staje się cud.

Ten cud to te proste składniki - mąka, woda, pomidory, ser, bazylia, oliwa, sól - stają się najbardziej niebiańską substancją w całym wszechświecie: miłością.

Każdy składnik, ponieważ nie jest przytłoczony przez duży wybór dodatków (kiełbasy i czterech rodzajów sera, podsmażonej cebuli i kawałków tajskiego kurczaka czy brokułów lub czego tylko chcesz), może być smakowane oddzielnie i doceniane w swoim prostym pięknie. Mniej składników pozwala każdemu zaistnieć oddzielnie.

Ale one również zebrane razem w akcie doskonałej jedności, pokazują czym jest minimalizm. Kilka pięknych rzeczy, gdy odrzuci się niepotrzebne dodatki, pozwoli oddychać, świecić, wtedy stworzą razem coś lepszego niż zbyt duży zbiór mniej potrzebnych rzeczy.

To sendo pizzy, ale także pracy i życia. Skupienie się na kilku najważniejszych zadaniach i twoja praca stanie się lepsza. Robienie tylko kilku rzeczy w życiu i te rzeczy będą “oddychać” i będą traktowane z uważnością jak nigdy dotąd. To stworzy życie które nie tylko jest lepsze ale lepiej wyraża Ciebie co bez minimalizmu nie jest możliwe.

Minimalizm pozwala Twojemu życiu być aktem miłości.

» krytyka minimalizmu

original content

Minimalizm powoli zyskuje na popularności, więc coraz częściej pojawia się też krytykowanie minimalizmu.

Prawie każdy, kto nie uważa siebie za minimalistę, ma jakąś krytykę. Dzieje się tak w dużej mierze dlatego, że funkcjonuje to jako trend, a ludzie mają skłonność do atakowania wszystkiego, co jest modne. Myślę jednak, że dużo większym powodem jest to, że ludzie czują się zagrożeni, gdy ktoś krytykuje ich styl życia, a tak naprawdę tym właśnie jest minimalizm. Krytyką współczesnego sposobu życia.

W minimalizmie nie chodzi o to, by być cool (chociaż niektórzy mogą tak myśleć). Chodzi o przewartościowanie naszego życia. Minimalizm staje naprzeciw trendom nadmiernego konsumpcjonizmu – konsumpcji jako podstawowej czynności w naszym życiu. Jest to krytyka status quo, czyli posiadania zbyt wielu rzeczy, bezmyślnego kupowania gadgetów, nowych samochodów, ubrań i innych luksusowych rzeczy.

Ta krytyka zagraża wielu ludziom, więc osoby krytykujące minimalizm usprawiedliwiają w ten sposób swój styl życia. Spójrz na jeden z wielu głosów krytyki: „Nie jestem minimalistą, zdaję się na to, co jest właściwe.” To może i brzmi dobrze, lecz jeśli minimalizm jest zadawaniem sobie pytania „czy to jest niezbędne?”, to jakie pytanie zadaje autor tej myśli? „Czy to jest właściwe?” No cóż, za właściwe można uznać cokolwiek – moje BMW jest właściwe dla mojego życia, prawda? Tak naprawdę takie podejście jest podtrzymywaniem status quo.

A jest to tylko jeden z wielu przykładów. Tak samo jest, gdy mówię ludziom, że jestem weganinem – natychmiast bronią się dlaczego jedzą mięso. Myślę, że to dobrze – przynajmniej pomyślą nad tym, często po raz pierwszy.

Tak szczerze, to nie nie mam nic przeciwko krytyce minimalizmu – cieszę się z niej. Za każdym razem, gdy widzę krytykę, uśmiecham się. Minimalizm nie jest dla mnie popisywaniem się, lecz zwyczajnie rozpoczęciem dyskusji. I to działa: ludzie zaczynają mówić o tych sprawach, stając po różnych stronach, i to jest super. Ja po prostu stawiam pytanie dla wszystkich krytyków, czy po prostu bronią się, czy może ich argumenty pochodzą ze szczerego miejsca, z czysto racjonalnych pobudek.

» minimalizm w mieście i na wsi

original content

Często słyszę, że nie da się praktykować minimalizmu w dużym mieście – jest drogie, ludzie są bardzo zajęci etc. Zastanawia mnie to, gdyż wskazuje na to, co ludzie uważają za minimalizm.

Nie ma jednego poprawnego sposobu na praktykowanie minimalizmu – możesz robić to żyjąc w samochodzie kampingowym, jeżdżąc z plecakiem po całym świecie, żyjąc w małym domu, żyjąc na farmie, żyjąc praktycznie wszędzie. Dla mnie, oznacza to prowadzenie prostego życia z żoną i dziećmi, naukę jak być zadowolonym i nie potrzebować kupować ciągle nowych rzeczy, żyjąc z mniejszą ilością własności lecz z większą ilością czasu na rzeczy, które kocham, żyjąc z przestrzenią w życiu.

Mogę to robić wszędzie.

Z pewnością ludzie w miastach są zajęci. Nie oznacza to, że ja muszę być zajęty. Wielu ludzi jeździ samochodem po mieście przez cały dzień – ja chodzę lub wsiadam do autobusu. Wielu ludzi tkwi w życiu, gdzie chcą imponować innym. Dla mnie nie jest to istotne.

Mieszkanie w dużym mieście jest drogie, lecz poza tym nie muszę dużo wydawać. W większości samodzielnie gotuję z prostych składników, gdy czegoś potrzebuję, kupuję na bazarach i dużo chodzę. Duże miasto oferuje środowisko, które jest świadome kwestii zdrowia, czy też umożliwia zebranie podobnie myślących ludzi, którzy robią swoje rzeczy i kochają to robić. Jest tutaj duch otwartego umysłu, miłości do natury i sztuki. Jest to świetne miejsce dla moich dzieci.

Równocześnie, niektórzy zastanawiają się, czy mogą prowadzić minimalistyczne życie na przedmieściach czy w małych miastach, gdzie nie mają dobrego dostępu do publicznego transportu i muszą poruszać się samochodem. Oczywiście, że można: naucz się odnajdować zadowolenie, pozbądź się niepotrzebnych rzeczy, spędzaj swój czas robiąc darmowe albo tanie rzeczy zamiast zakupów. Możesz również ograniczyć korzystanie z samochodu, chodząc i jeżdżąc rowerem, gdy tylko jest to możliwe i przez większość czasu rób wszystko w swoim domu lub najbliższym sąsiedztwie. Tak naprawdę, niektórzy całkowicie pozbywają się samochodu mieszkając na wsi lub na przedmieściach. Nawet mając dzieci.

Minimalizm nie wymaga żadnego konkretnego otoczenia. Nie ma żadnych wymogów dla minimalizmu. Rób to tak jak chcesz, tak jak możesz, gdzie tylko możesz.

» najbardziej minimalistyczny blog

original content

Gdy odwiedzałem znajomych w Las Vegas, zdecydowałem się odejść od nadmiernego konsumpcjonizmu poranną przebieżką na pustynię.

Wśród skał znalazłem mały karton z ręcznymi napisami:

„11 lutego mija nasz 3068 dzień życia w tym miejscu. Dziękuję P+T”.

Potem były poprzekreślane liczby zaznaczające kolejne dni aż do liczby 3150. Ktoś również pomiędzy tymi liczbami umieścił napis „Wesołych Świąt”.

Dotarło do mnie, że ten ręcznie stworzony napis jest najbardziej minimalistycznym blogiem, jaki istnieje. Generalnie jest to przedstawianie długości czasu, jaki żyli na pustyni i codzienne aktualizacje w formie przekreślania liczb.

Czym tak naprawdę jest prowadzenie bloga? Ta tablica sprowadziła blogowanie do jego esencji: regularne aktualności, które inspirują kogoś innego, co zrobienia czegoś wyjątkowego.

Jeśli zamierzasz prowadzić bloga (albo już to robisz), niech cię to nie przeraża. Jedyne czego potrzebujesz, to zrobić coś wyjątkowego i powiedzieć ludziom o tym. Jedyne czego potrzebujesz, to marker i publicznie wystawiona tablica z kartonu.

» chodzące reklamy

original content

Minimalizm jest napieraniem przeciwko trendom zmieniającym ludzi w czystych konsumentów, w towary, w mechanikę rynkową.

Zapomnieliśmy o prostej prawdzie, że nie potrzebujemy, by te produkty były wpychane nam przez reklamodawców.

Zapomnieliśmy o tym, że potrzebujemy bardzo mało, a jednak kupujemy bardzo dużo.

Kompletnie nie zauważamy faktu, że korporacje używają nas jako reklam i narzędzi marketingu.

Niepokoi mnie to. Przede wszystkim dlatego, że używa się nas w ten sposób, lecz co gorsza – że nie zdajemy sobie z tego sprawy i z własnej woli w tym uczestniczymy.

Kiedy nosimy rzeczy z logo i hasłami firm, których produktów używamy (Apple, Nike, Prada, Gucci), to automatycznie je reklamujemy. Jesteśmy chodzącymi bilboardami. Kiedy tweetujemy o jakimś nowym produkcie, to nie tylko dzielimy się fajnymi rzeczami z przyjaciółmi lecz również działamy na korzyść danej firmy. Kiedy piszemy recenzję nowego gadżetu – albo je czytamy – to nie tylko dzielimy się informacjami, lecz jesteśmy również częścią maszyny do marketingu.

Jestem tutaj tak samo winny. Uważam jednak, że czas byśmy się nad tym wszystkim zastanowili.

Nie bądźmy reklamami firm, niezależnie od tego, jak bardzo je lubimy. Nie utożsamiajmy się z tym, co kupujemy i używamy, lecz z tym, co tworzymy sami i jak pomagamy innym.

Odrzućmy reklamę jako dominującą formę konwersacji i odkryjmy na nowo prawdziwe ludzkie interakcje.

Zasługujemy na to. Potrzebujemy tego.

» bez czego możesz się obyć?

original content

Ludzie często błędnie uważają, że by być minimalistą, musisz posiadać mniej niż 100 rzeczy (albo 50, czy cokolwiek w tym guście). To nie jest prawda.

Minimalista to po prostu ktoś, kto kwestionuje konieczność posiadania rzeczy i kto próbuje żyć z tym, co jest konieczne, nie ulegając nadmiernej konsumpcji.

Zapomnij więc o wyzwaniach 100 rzeczy i zadaj sobie po prostu te ważne pytania. Czy to jest naprawdę konieczne? Czy mogę żyć bez tego?

Na przykład, czy możesz żyć bez tych rzeczy:

Niektórzy odkryją, że niektóre z tych rzeczy są tak bardzo potrzebne, że to pytanie wydaje się głupie. I nie mówię, że powinieneś pozbywać się którejkolwiek z tych rzeczy… sugeruję jedynie, żeby zadać sobie to pytanie.

» syndrom „na wszelki wypadek”

original content

Jadę właśnie w podróż z rodziną. Zabrałem mały plecak z laptopem i kilkoma ubraniami na zmianę. Na miesięczny wyjazd.

Lekkie pakowanie nie jest trudne, chyba że wpadniesz w syndrom „na wszelki wypadek”. Tak naprawdę, to w ogóle ograniczenie do minimum swoich posiadanych rzeczy nie jest trudne, chyba że włączy się ten syndrom.

Z pewnością wiesz, jak wygląda ten syndrom „na wszelki wypadek”. Trzymasz rzeczy (w torbie, w domu czy pracy) nie dlatego, że ich faktycznie potrzebujesz, lecz właśnie na wszelki wypadek.

Kiedy spojrzymy na fakty, to zobaczymy, że „na wszelki wypadek” oznacza, że trzymamy całą masę rzeczy, których w ogóle nie używamy. Zrób eksperyment: śledź rzeczy zabrane, czy posiadane „na wszelki wypadek”. Zrób ich listę – rzeczy, których nie używałeś przez co najmniej kilka ostatnich miesięcy, lecz martwisz się, że mogą być potrzebne.

Następnie sprawdź, ile razy w ostatnich 6-9 miesiącach faktycznie ich użyłeś.

Niedawno pojechałem do Londynu i Paryża i spakowałem się bardzo lekko… lecz nawet wtedy okazało się, że spakowałem rzeczy, których nie potrzebowałem. Zabrałem buty do biegania i strój do ćwiczeń, których praktycznie nie używałem, bo byłem zbyt zmęczony od chodzenia cały dzień (a gimnastykę mogłem i tak robić w pokoju). Miałem dodatkową parę spodni i jedną koszulę, których nie potrzebowałem. I z pewnością nie potrzebowałem żadnych drukowanych przewodników.

Zrobiłem listę rzeczy, których faktycznie użyłem i rzeczy, których nie użyłem. Na moją następną podróż (weekendowy wyjazd), zabrałem tylko rzeczy, których faktycznie używałem w Londynie i Paryżu. To był mały plecak i okazało się to idealne. Tak samo robię teraz, chociaż podróż jest dużo dłuższa.

Zabrałem dwie pary szortów, parę spodni, trzy koszulki, dezodorant, dwie pary skarpetek, dwie pary szybko schnących bokserek. Myślę, że tylko tego będę potrzebował. Jeśli okaże się, że potrzebuję więcej, mogę to kupić, lecz nie wydaje mi się, że tak się stanie.

Zobaczymy. I to jest właśnie kluczem: nie martw się, że będziesz czegoś potrzebował… sprawdź to.

» redukowanie idei

original content

Jako minimaliści, często rozmawiamy o redukowaniu ilości posiadanych rzeczy i czasami o redukowaniu ilości rzeczy, jakie robimy. A co z tym, co myślimy?

Czy korzystne jest redukowanie “myślenia”? Odkryłem, że robię to już od dłuższego czasu, w wielu obszarach.

Moje pomysły na ćwiczenia gimnastyczne na przestrzeni lat bardzo się uprościły. Wcześniej martwiłem się o idealną długość ćwiczeń, o procentowe zwiększanie tej ilości, o przerwy, o powtórzenia, obciążenie, progresje, zestawy ćwiczeń, programy…, było to bardzo skomplikowane. Gdy jednak coraz bardziej poznawałem fitness, porzuciłem większość tych pomysłów. Teraz wiem, że większość z nich nie ma większego znaczenia i porzuciłem konkretne cele fitnesowe. Obecnie po prostu staram się ruszać przez większość dni i czerpię z tego radość. Porzuciłem harmonogramy, programy, obciążenia i cele. Pozostały mi najprostsze idee.

Tak samo z dietą. Kiedyś martwiłem się, by nie jeść zbóż, soi czy przetworzonych potraw, owoców czy chemikaliów. Liczyłem kalorie. Teraz po prostu staram się jeść roślinne jedzenie i robię to świadomie. Tak jest prościej.

Pisanie: martwiłem się nad strukturą, brzmieniem, stylem, zwięzłością, gramatyką, harmonogramem, narzędziami i regularnym czytaniem najlepszych autorów etc. Teraz po prostu piszę, gdy czuję inspirację i pozwalam temu płynąć.

Praca: Martwiłem się nad produktywnością, celami, działaniami, spotkaniami, dokumentami, zasadą Pareto, idealnym biurkiem, idealnym ustawieniem komputera. Teraz używam prostych narzędzi i robię to, czym się ekscytuję.

Tak samo jest ze wszystkim co robiłem. W finansach, po prostu wydaję mniej niż zarabiam i od razu płacę rachunki. Na stronie internetowej, po prostu piszę i publikuję i zapominam o komentarzach, reklamach, statystykach i social networkingu. W życiu, po prostu spotykam się z przyjaciółmi i staram się być obecny. Mógłbym wymieniać tak dalej ale już wiesz o co chodzi.

Kiedy coś zaczynamy, zazwyczaj będziemy wszystkiego próbować. Kiedy jednak się uczymy, możemy redukować te idee, które dla nas nie mają znaczenia. W ten sposób zostaje to, co istotne.

» nie gram w tę grę

original content

Gdy rodzeństwo proponuje mojej najmłodszej córce zabawę, w którą wie, że nie wygra, odpowiada „Nie gram w tę grę”.

Pomyślałem o tym wczoraj, gdy szedłem po mieście, pełnym reklam i sklepów, pełnym ludzi kupujących rzeczy.

Ktoś z nami pogrywa. Przemysł reklamowy – i korporacje, które sprzedają nam te reklamowane produkty – wynalazły niezliczoną ilość sposobów, by z nami grać. I wygrywają.

Każda zapowiedź filmu w kinie jest reklamą, którą ludzie chcą oglądać i chętnie dodają produkt (film) do swojej mentalnej listy rzeczy do obejrzenia później. Nie ma znaczenia, jak bardzo pusty jest ten film, nie ma znaczenia, ile już razy widzieliśmy go wcześniej w różnych formach.

Za każdym razem, gdy Apple tworzy nowy produkt (nowy Air! OSX Maverick!, nowy iPad, iPhone!), od razu się do niego wyrywamy, chętnie czekając w kolejce, by mieć szansę zapłacić częścią naszego życia – czasem spędzonym, na zarabianiu pieniędzy, jakie kosztowało kupienie produktu.

Mógłbym to kontynuować cały dzień. Tak naprawdę, to wszyscy uczestniczymy w tej grze cały dzień.

Zamiast tego moglibyśmy po prostu powiedzieć „Nie gram w tę grę”. Ponieważ tak naprawdę, nie ma szansy, byśmy w niej wygrali.

Nie musimy wierzyć, że Apple uczyni nasze życie lepszym czy piękniejszym. Nie musimy oglądać kolejnego Hobbita czy każdego dużego filmu, który wychodzi. Nie musimy wierzyć, że Victoria Secret, czy H&M uczyni nas bardziej sexy, albo że potrzebujemy Gap Body, by mieć lepszą kondycję. Nie potrzebujemy kawy ze Starbucks ani batoników, by się zdrowo odżywiać. Tak samo jak nie potrzebujemy Heinekena czy Żywca, by się dobrze bawić (albo podrywać dziewczyny).

Nie musimy w to grać. Zamiast tego, po prostu żyjmy: to, co niezbędne jest prawie za darmo.

» minimalizm herbaty

original content

Herbata jest w swej prostocie pełnym aktem.

Kiedy piję herbatę, jestem tylko ja i herbata.

Reszta świata się rozpływa.

Nie ma zmartwień o przyszłość.

Nie ma tkwienia w błędach przeszłości.

Herbata jest prosta: herbaciane liście, gorąca czysta woda, kubek.

Wdycham zapach, małe cząstki herbaty pływają na powierzchni.

Piję herbatę, esencja liści staje się częścią mnie.

Herbata mnie zmienia.

Jest to akt życia w jednej czystej chwili. I poprzez ten akt, odkrywana jest prawda o świecie: cała ta złożoność, ból, dramat życia jest pozorem, wymyślonym przez nasze umysły bez dobrej przyczyny.

Jest tylko herbata i ja. W połączeniu.

Thich Nhat Hanh: Tea Ceremony

» minimalista w Nowym Jorku

original content

Byłem w Nowym Jorku przez cztery dni, lecz z łatwością widzę, jak ciężkie może być już samo rozważanie minimalizmu w tym miejscu. Każdy jest niezwykle zajęty i w pośpiechu. Moda i zakupy mają tutaj centralne miejsce, tak jak w żadnym innym miejscu. Korki i hałas grają tutaj crescendo.

Czy można być minimalistą w Nowym Jorku?

Możesz być minimalistą wszędzie. Potrzebujesz jedynie odrzucić konsumpcjonizm i nauczyć się być zadowolonym z tego, co masz.

Nowy Jork zdaje się zmuszać ludzi do posiadania małych mieszkań, lecz wiele osób zawala te małe przestrzenie latami zakupów. Zamiast tego, pozwól, by ograniczenie przestrzeni stało się pozytywną rzeczą: posiadaj jedynie to, co niezbędne i opróżniaj te małe przestrzenie z bałaganu. Naucz się najlepiej wykorzystywać tę małą przestrzeń.

Zakupy tutaj to sztuka. Lecz są też inne rodzaje sztuki do nauczenia: tutejsza biblioteka publiczna jest jedną z najbardziej niesamowitych, jakie widziałem. Oznacza to, że sztuka czytania może być tutaj praktykowana za darmo. Sztuka słuchania, sztuka bycia w bezruchu, sztuka bycia obecnym z przyjaciółmi, sztuka chodzenia bez celu… wszystkie są wciąż za darmo.

Moda zdaje się być głównym tematem dla wielu osób, lecz to jest tylko w umyśle. Chodziłem po mieście w ubraniach z drugiej ręki przez cały dzień i nikomu to nie przeszkadzało. Odrzuć wartości konformistyczne i zmuś ludzi, do oceniania cię poprzez twój talent, głos i wkład, a nie poprzez twoje ubrania.

Możesz być minimalistą wszędzie, gdyż jest to nastawienie umysłu. Otoczenie na nas wpływa, lecz również tworzymy nasze otoczenie. I zawsze mamy wybór. Możesz zwolnić, być zadowolonym z małej ilości rzeczy i cenić robienie i bycie, a nie kupowanie.

» unikaj nowego sprzętu

original content

Jedną z najtrudniejszych kwestii, z jaką się spotykam będąc minimalistą, jest sprawa nowych hobby – prawie wszystkie wymagają nowych rzeczy.

Jeśli chcesz zacząć jeździć na rowerze, pływać kajakiem, uprawiać wspinaczkę skałkową etc., to jedną z pierwszych rzeczy jakie robisz, to rozglądanie się za sprzętem, którego to wymaga.

Nie jestem na to odporny. Robiłem to tysiące razy.

Nauczyłem się ostrożnie podchodzić do tej chęci kupowania nowego sprzętu.

Thoreau napisał kiedyś: „Strzeż się wszelkich przedsięwzięć, które wymagają nowych ubrań”.

Sugerował, że jeśli chcemy zacząć nowe przedsięwzięcie (lub hobby), to róbmy to najpierw w naszych starych ubraniach. Jest to dobra rada.

Chcesz biegać? Spróbuj robić to najpierw w ubraniach, jakie już posiadasz. Tak samo z jogą, jazdą na rowerze, wspinaczką. Spróbuj tego w swoich starych ubraniach.

Możesz potrzebować różnego sprzętu: lin, kasku. Na początku je wypożyczaj. Po jakimś czasie, gdy już jesteś pewien, że chcesz kontynuować daną aktywność, sprawdź na Gumtree, czy może ktoś ma taki sprzęt do oddania.

Zanim zmienisz swoje ubrania i wyposażenie, poczekaj, aż zmienisz się sam.

Kiedy próbujesz nowych rzeczy, nie kupuj ubrań i sprzętu od razu. A kiedy już znajdziesz darmowy sprzęt dla nowej aktywności, oddaj swój stary sprzęt, którego nie potrzebujesz.

Rozważ również, czy naprawdę potrzebujesz w swoim życiu tej nowej aktywności. Czy możesz zaspokoić te same potrzeby w prostszy sposób? Kiedy myślę o nowych hobby, to zdaję sobie sprawę, ze mogę dostać wszystko, czego chcę chodząc, biegając, bawiąc się w parku, czytając książki, pisząc artykuły korzystając z narzędzi, które już mam, spędzając czas z rodziną i przyjaciółmi. Żadna z tych rzeczy nie wymaga sprzętu ani nowych ubrań.

» o pragnieniu rzeczy

original content

Istnieją ludzie, którzy twierdzą, że już nie pragną rzeczy, którzy nie troszczą się o modne ubrania, gadżety, torby i laptopy, którzy wyszli poza sferę pragnień.

Ci ludzie kłamią.

O ile nie jesteś mistrzem Zen, to nie wyjdziesz poza pragnienie rzeczy (a nawet mistrzowie Zen z pewnością mają swoje pokusy). Jesteśmy ludźmi i mamy pragnienia. Kiedy wychodzi nowy iPhone, pragnę go tak samo, jak każdy inny miłośnik technologii.

Jednak nie kupuję iPhone’a. Pragnę go odkąd został stworzony w 2007 roku i od kilku lat opieram się jego kupieniu. Nie dlatego, że lubię siebie torturować, ani dlatego, że uważam, że jestem ponad iPhonem. Dlatego, że nie chcę oddawać się temu pragnieniu. Wiem, że nie potrzebuję iPhone’a i wiem, że mój mózg został skłoniony do tego pragnienia.

Kiedy chcemy rzeczy, które są piękne, cool, sexy (tak, mamy seksualne pragnienia wobec obiektów – tak, jest to dziwne)… zostaliśmy oszukani. Nie dlatego, że jesteśmy głupi, lecz dlatego, że jesteśmy ludźmi. Korporacje nauczyły się nas oszukiwać, podłączać się do naszych pragnień i na skutek tego pragniemy ich produktów i je kupujemy.

Apple jest jedną z najskuteczniejszych firm w tym oszukiwaniu. Gdy na tweeterze umieściłem małą uwagę o Stevie Jobbsie, to dostałem stos komentarzy o mojej głupocie, ślepocie, zacofaniu i pretensjonalności. Bo zasugerowałem, że marketing Apple bardzo skutecznie na nas działa (na mnie też).

Apple nie jest jedyny, lecz z pewnością jest to jeden z najlepszych przykładów. Pragniemy różnych marek, włączając w to buty, torby na laptopy, spodnie, kawę, hamburgery etc. Reklama na nas działa.

Nie miej wyrzutów wobec samego siebie. Nie ma żadnego sposobu na to, by przestać pragnąć. Istnieją jednak sposoby, by zmniejszyć te pragnienia.

Nie chodź do centrów handlowych i innych miejsc zaprojektowanych po to, byś kupował.

Nie oglądaj telewizji (a przynajmniej bloków reklamowych), bo jest ona tak skonstruowana, byś kupował rzeczy.

Nie czytaj czasopism wypełnionych reklamami zaprojektowanymi tak, byś kupował rzeczy.

Nie czytaj ulotek ani katalogów reklamowych.

Nie odwiedzaj stron internetowych, które wypełnione są rzeczami, jakie mógłbyś kupić. Nie wchodź na strony sklepów internetowych.

Przestań patrzeć na rzeczy, jakie inni ludzie mają i naucz się cieszyć z tego, co już posiadasz.

A kiedy zauważysz, że czegoś pragniesz (świadomość jest wszystkim), zatrzymaj się. Potem zatrzymaj się na jeszcze dłużej. Wpisz tę rzecz na listę na następny miesiąc. Czekaj. Pragnienia mijają z czasem.

Niektóre mogą nawet wymagać więcej niż kilka lat.

» nie potrzebujesz nowego iPhone’a

original content

„Ludzie stali się narzędziami własnych narzędzi” – Henry David Thoreau

Wielu z was widziało recenzje nowego iPhone’a no i tak, wygląda świetnie.

Nie spiesz się z jego zamawianiem. Dlaczego? Bo go nie potrzebujesz.

To prawda, jest elegancki i sexy i pełny świetnych rzeczy, jak dobry aparat, asystent, lepszy ekran etc. Lecz nie potrzebujesz go dzisiaj bardziej niż potrzebowałeś go wczoraj, czy 5 lat temu.

Wczoraj, bez nowego iPhone’a, życie było dobre. Niektórzy z was byli szczęśliwi i zadowoleni i mogli normalnie pracować i żyć bez nowego iPhone’a.

Dzisiaj Apple ogłosiło swoje nowe urządzenie i prasa i technobloggerzy zaczęli się ślinić. Wszyscy musimy mieć najnowsze urządzenie, albo nie jesteśmy modni i nie będziemy częścią danej społeczności.

Ale czy tak naprawdę jest to konieczne? Sam chciałbym mieć iPhone’a już od prawie 5 lat, lecz nie kupiłem go, ponieważ wiem, że go nie potrzebuję. Czy sprawi, że w moim życiu będzie więcej zabawy? Tak, z pewnością. Ale taki sam skutek będzie miał spacer w parku z moimi dziećmi, przejażdżka z przyjacielem, czy darmowa książka z biblioteki. Nie muszę wydawać kilku tysięcy na dwuletni kontrakt, by tylko dodać swojemu życiu trochę zabawy.

Kilka lat temu, iPhone nie istniał. Nie był potrzebą w twoim życiu. Byłeś w stanie normalnie funkcjonować bez niego. Teraz, gdy istnieje, nagle jest niezbędny?

Działa na nas marketing Apple i dajemy się nabrać.

To samo dotyczy oczywiście każdej innej technologii. Po prostu Apple jest w tym lepszy od większości firm.

Nie ulegaj temu. Walcz z marketingiem, zauważaj i wypuszczaj pragnienia, które marketing w nas tworzy. Odnajduj zadowolenie bez produktów. Jesteś ponad tym.

» dziadkowie i technologiczne nowości

original content

Istnieją rzeczy, które uważamy za potrzeby, ale tymi potrzebami absolutnie nie są. Są luksusem, do którego z czasem przywykliśmy i na nim polegamy.

Niesamowite jest, jak bardzo ludzie polegają na tych rzeczach i jak bardzo uważają je za niezbędne.

Ale takie nie są. Zastanów się nad swoimi dziadkami – czy mieli wszystkie te luksusy? Czy przetrwali bez nich? Czy byli bez nich szczęśliwi?

Dopiero, gdy się do nich przyzwyczaimy, uważamy jest za konieczne, ale jest tak dlatego, że posłuchaliśmy marketingu. Te rzeczy nie są już luksusami – są wymogiem.

Jeśli nasi dziadkowie mogli bez nich szczęśliwie żyć, my też możemy.

Oto niektóre z rzeczy, jakich nie mieli nasi dziadkowie i które nie są naprawdę niezbędne:

To tylko czubek góry.

Wydaje mi się, że jedynym wyjątkiem jest komputer. On faktycznie wiele zmienia. Reszta jest już mniej potrzebna.

Nie chodzi mi o to, byś żadnej z tych rzeczy nie kupował. Mówię po prostu, że nie są one absolutnie koniecznie i większość z nich można wyeliminować.

» minusy minimalizmu

original content

To prawda, że zbyt często przedstawiam minimalizm, jakby był usłany różami. Że wszystko to dobre strony. Istnieją jednak minusy każdej rzeczy, również minimalizmu.

Aby cię lepiej przygotować do minimalizmu, moim obowiązkiem jest przedstawić kilka minusów.

Oto niektóre z nich:

» minimaliści protestują

original content

Protestujący w ramach Occupy Wall Street stają się szybko protestującymi w ramach Occupy Earth. I to z ważnych powodów.

Ludzie w końcu zaczynają odpierać niesłychany wpływ, który korporacje wywierają na każdy aspekt naszego życia. Ludzie dają głos frustracjom bezsilności wobec korporacji.

I jest to dobre. Korporacje uzyskały kontrolę nad naszą ekonomią, naszą pracą, systemem politycznym, środowiskiem i nawet więcej: mówią nam, z jakich rozrywek mamy korzystać, jak mamy spędzać czas z innymi, jak okazywać miłość przyjaciołom i znajomym, jak dobrze wyglądać i dobrze się czuć z samym sobą, jak się komunikować, jak edukować dzieci, jak spędzać wolny czas, jak przebywać razem w miejscach publicznych, jak tworzyć sztukę i muzykę i jak z nich korzystać.

Każda minuta naszego życia spędzana jest teraz z produktami korporacji i nigdy nie jesteśmy sami.

Jak można odnaleźć nasz nie-korporacyjny głos? Jak można przeciw temu protestować?

Możemy zająć stanowisko.

Minimaliści mogą protestować po prostu nie kupując korporacyjnych produktów. Nie jeść w korporacyjnych restauracjach ani nie kupować korporacyjnej kawy, czy ubrań. Nie posiadać wszystkiego, co ma logo. Nie oglądać korporacyjnej rozrywki – tworzyć swoją własną! Znajdź nie-korporacyjny sposób spędzania czasu z ludźmi. Znajdź nie-korporacyjny sposób, by obchodzić święta. Znajdź nie-korporacyjną muzykę do słuchania, albo stwórz swoją własną.

To jest możliwe. Wciąż jesteśmy ludźmi. Wciąż możemy oddychać, lecz najpierw musimy stworzyć sobie przestrzeń na oddech.

» podejście strzelby i karabinu

original content

Wiele osób próbuje robić zbyt wiele rzeczy, ponieważ martwią się, że mogą pominąć zrobienie czegoś ważnego. Chcą robić wszystko, co możliwe, na wypadek, gdyby okazało się, że jest to ważne.

Jest to podejście strzelby. Strzelba wystrzeliwuje wiele małych kulek – większość z nich ominie cel, lecz to jest ok, ponieważ wystarczy, by trafił tylko niektóre. Jest to dobre do polowania, lecz do życia, polecam podejście karabinu.

Karabin wystrzeliwuje dużo celniejszy pocisk, z dużo większą siłą. Celujesz w konkretny cel i nie marnujesz tyle energii.

Przyjaciel, który wybierał się na kemping, zabrał całą przyczepę sprzętu i zapasów, ponieważ nie wiedział dokładnie czego będzie potrzebować. Dużo bardziej doświadczony przyjaciel potrzebował jedynie 5kg plecak, ponieważ doświadczenie podpowiadało mu, co jest konieczne, a co zbędne. Wiedział, jak celować w ważne rzeczy.

Inny przyjaciel, który wypuszczał swój pierwszy produkt online, spędzał całe godziny (czy nawet miesiące), wkładając dużo wysiłku w tworzenie bonusów, długich stron sprzedażowych, ogromnego produktu, wszelkich rodzajów promocji  i próbek etc. Nie był pewien, co będzie ważne, więc zrobił wszystko, co możliwe, ponieważ bał się, że nie pójdzie mu dobrze, jeśli pominie coś ważnego. Gdy ja uruchamiałem produkt, starałem się, by był prosty i starałem się sprawić, by ten mały wkład stał się bardzo cenny. Robię bardzo mało w uruchomienie produktu, ponieważ nauczyłem się, że nie ma to tak dużego znaczenia, jak stworzenie świetnego produktu i posiadanie czytelników, którzy mi ufają. Robię mniej, lecz wiem, co jest ważne i się na tym skupiam.

Lęk przed pominięciem czegoś ważnego sprawia, że używamy podejścia strzelby i robimy zbyt dużo. Większość z tego, co robimy nie trafi w cel, lecz pocieszamy się, że niektóre elementy trafią w ważny cel. Problem polega na tym, że nie wiemy, czym jest ten cel i używanie podejścia strzelby oznacza, że nigdy nie zyskamy doświadczenia w znajdowaniu tego celu, ani w trafianiu w niego.

Podejście karabinu oznacza, że będziesz zmuszony do określenia, co jest ważne. Będziesz zmuszony do nauczenia się dobrego celowania, poprzez praktykę.

To jest minimalizm.

» odnalezienie siebie w pustce

original content

Często tworzymy swoje utożsamienie z używaniem rzeczy.

Mamy logo, slogany czy powiedzonka na ubraniach i pokazuje to innym ludziom, kim jesteśmy. Mamy tatuaże i piercingi, czapki baseballowe, akcesoria, smartfony, designerskie torby czy buty… i to wszystko przekazuje innym informację o tym, kim jesteśmy.

W domu, to co mamy na ścianie, pokazuje innym kim jesteśmy. Jakie programy w TV oglądamy, jakie książki czytamy, kim z celebrytów się interesujemy i czyje artykuły czytamy. Jakie marki lubimy na Facebooku. To jest nasza tożsamość.

Co się stanie, jeśli to wszystko usuniemy? Kiedy zostaniesz z prostym ubraniem, pustym domem… jak wtedy wyrazisz siebie? Czego wtedy użyjesz do stworzenia tożsamości? Mógłbyś powiedzieć, że twoja tożsamość brzmiałaby wtedy „minimalista”. Wyjdźmy jednak poza tę etykietkę.

W pustce, stawiamy czoła brakowi. Jest to przerażająca rzecz, jeśli nie jesteś do niej przyzwyczajony. Musisz bliżej przyjrzeć się temu brakowi i zastanowić się „Co mi pozostało?”

Kiedy jesteś tylko ty i nic więcej, musisz spojrzeć wewnątrz siebie. Musisz zadać sobie pytanie kim jesteś. I to może być przerażające. Zaczynasz kwestionować, czy jesteś odpowiedni jako osoba, a następnie zastanawiasz się, skąd pochodzi to poczucie, że jesteś nieodpowiedni, niewystarczający. Zaczynasz zdawać sobie sprawę, że nie ma nic bardziej prawdopodobnego niż to, kim już jesteś. Że nikt nie jest „bardziej odpowiedni” niż ty. Są jedynie różni ludzie. Jeśli postrzegasz ich jako „lepszych”, to tylko dlatego, że mierzysz ich wobec standardu stworzonego przez kogoś innego. Gdy usuniesz ten uznaniowy i bezsensowny standard, to nie ma już „lepszych”. Jesteś tylko ty, który jesteś.

Jest pusty pokój i ty. I ty jesteś wystarczający. Jesteś wszystkim, czego potrzeba w tym pokoju. Wypełniasz go swoim światłem i cudem swojego istnienia i zdajesz sobie sprawę: rzeczy, których używałeś do wyrażania siebie, były tylko podpórką. Nie potrzebujesz żadnej z nich. Ty wystarczasz.

W pustce, odkrywasz to, co wystarcza.

» Kindle i iPad to urządzenia marketingowe

original content

W każde święta tysiące ludzi dostaje nowe Kindle, iPady, iPhone’y czy iPody. Nowe zabawki są użyteczne i piękne.

I chociaż widzę atrakcyjność tych urządzeń – sam byłem przez nie kuszony wielokrotnie – wiem również, że są one najlepszymi urządzeniami marketingowymi.

Tak, są użyteczne. Tysiące książek w jednym małym urządzeniu do czytania? W całej szczerości, jest to niesamowite. Zawsze popieram coś, co zachęca ludzi do czytania i lekkości równocześnie. Można ich używać do pracy, maili, networkingu, pokazywania zdjęć, oglądania filmów, słuchania muzyki, uczenia dzieci matematyki i czytania, odkrywania nowych światów… są one naprawdę bardzo użytecznymi urządzeniami.

Jednak gdy już takie urządzenie posiadasz, to co jest pierwszą rzeczą, jaką robisz? Kupujesz do niego jakąś treść. Ponieważ tym właśnie one są w istocie – urządzeniami treści i dostajesz je z bardzo małą ilością treści, która nie starczy nawet na dzień. Więc kupujesz książki i to jest właśnie główny cel Amazona i jest bardzo skuteczny. Kindle może kosztować cię ok 100$, lecz wydasz setki jeśli nie tysiące dolarów na książki.

A książki to dopiero początek zakupów. Jeśli masz iPada, to poza książkami będziesz kupował filmy, seriale i muzykę. Kindle Fire również pozwoli ci kupić te media. Jeśli masz iPhone’a lub iPoda, muzyka jest koniecznością, chociaż inne media również kupowane są garściami. Urządzenia z Androidem, czy Nook też są takie same.

A potem są aplikacje. Apple sprzedało miliony aplikacji, co oznacza, że jeśli masz jedno z ich urządzeń, to prawdopodobnie kupisz ich od razu kilka zaraz po otrzymaniu tej nowej zabawki.

Więc jeśli ktoś dał ci nowe piękne urządzenie, to dali ci coś, co prawdopodobnie będzie cię kosztowało tysiące dolarów, nie wliczając w to kosztów połączenia urządzenia z internetem (które również mogą być bardzo wysokie, jeśli potrzebujesz abonamentu).

Nie oczerniam kogoś, kto kupił sobie takie urządzenie lub je otrzymał. Są one naprawdę użyteczne i atrakcyjne. Ale zauważmy ich prawdziwy cel. W tym nowym świetle możemy używać naszej technologii świadomie.

» móc odejść

original content

W każdej negocjacji, twoja możliwość odejścia od niej, jest twoim najsilniejszym narzędziem.

Ci, którzy mogą odejść z negocjacji – faktycznie odejść, a nie tylko zablefować – są w najsilniejszej pozycji. Ci, którzy są przekonani, że muszą dobić targu, mają najsłabszą pozycję.

Jest to prawdą niezależnie od tego, czy negocjujesz kupowanie samochodu, domu, kupujesz na pchlim targu w obcym kraju, czy próbujesz dostać podwyżkę.

Jest to również prawdziwe w każdej innej sferze życia.

Wiedz, że nie ma takiej rzeczy, od której nie dałoby się odejść.

Jeśli jesteś przekonany, że potrzebujesz ładnego domu z garderobą, drewnianymi podłogami i dużą kuchnią, to masz już słabość. Oddasz godziny swojego życia i oszczędności, by to dostać. Ktoś inny, kto wie, że te rzeczy nie są absolutnie konieczne, może odejść i nie spędzać tak dużo pieniędzy (czyli godzin pracy) na taki rodzaj domu.

Jeśli jesteś przekonany, że potrzebujesz kawy ze Starbucksa każdego dnia, albo nowego iPhone’a, iPada czy SUV, Cooper Mini czy BMW… to jesteś na słabej pozycji, gdyż nie możesz się poddać. Ktoś inny może wiedzieć, że te rzeczy nie są niezbędne do szczęścia i może od nich odejść.

Jeśli wiesz, że ktoś, kto cię źle traktuje (ale oczywiście pewnego dnia się zmieni bo cię kocha) nie jest konieczny dla twojego szczęścia, możesz odejść. Jeśli wiesz, że możesz być szczęśliwy w pojedynkę i że nie potrzebujesz nikogo do szczęścia, możesz odejść.

Jeśli wiesz, że nie ma takiej rzeczy, od której nie można odejść, możesz zaoszczędzić sobie ton pieniędzy. Lat czasu. Bólów głowy i serca. I ogromnej masy cierpień.

Nie musisz odchodzić od wszystkiego lecz powinieneś wiedzieć, że możesz. A kiedy koszt danego układu jest zbyt duży… odejdź.

» rzeczy są ok takie jakie są

original content

Dążymy do ulepszania naszego życia, często będąc nieusatysfakcjonowani z tego, jak rzeczy wyglądają obecnie. Wiem o tym, ponieważ tego doświadczałem.

Nie podoba mi się to, jak wyglądam, więc chcę się udoskonalić. Nie podoba mi się mój dom, więc chcę mieć lepszy. Chcę, żeby wszyscy dokoła też się poprawiali, więc pcham ich do zmiany i frustruję się, gdy się nie zmieniają.

Ta walka nie ma końca. Kiedy jesteśmy nieusatysfakcjonowani różnymi rzeczami, włączając w to nas samych, to dokonujemy zmian. No i co? Wciąż jesteśmy nieusatysfakcjonowani, ponieważ źródłem tego problemu nie są rzeczy dokoła nas (ani to jak wyglądamy etc), lecz oczekiwania. Oczekujemy, że wszystko będzie inne.

Oznacza to, że w pewien sposób ciągle jesteśmy nieszczęśliwi. Rzeczy nie spełniają naszych oczekiwań. Próbujemy więc naprawić ten problem zmieniając świat dokoła nas, próbując zmienić innych, próbując zmienić siebie. Nasz pęd do wydawania, konsumowania, kupowania nowych rzeczy… również jest w tym zakorzeniony. Minimalizm jest próbą naprawienia tego pędu, lecz można tego dokonać dopiero, gdy zajmiemy się źródłem problemu: oczekiwaniami.

Usiądź przez chwilę i spójrz na rzeczy dokoła ciebie. Czy jesteś z nich zadowolony, czy chciałbyś je zmienić? Pomyśl o tym, co robisz każdego dnia i zadawaj sobie pytanie, czy jesteś szczęśliwy z codziennego życia, czy może pragniesz zmiany. Pomyśl o ludziach w swoim życiu i zadaj sobie pytanie, czy jesteś z nimi szczęśliwy, czy może chciałbyś, by się zmienili. Pomyśl o sobie i zobacz, czy są jakieś rzeczy, które cię nie satysfakcjonują i czy chciałbyś siebie zmienić.

Teraz, dla każdej rzeczy, która twoim zdaniem wymaga zmiany, spróbuj siedzieć przez minutę i zobaczyć, czy możesz po prostu zaakceptować każdą z nich, taką jaką jest teraz. Zobacz, czy możesz zaakceptować każdą osobę w twoim życiu, taką jaką jest. Zobacz, czy możesz zaakceptować swoje ciało takie jakie jest, bez żadnych zmian. Wymaga to praktyki, więc jeśli ci to nie wychodzi na początku (sam wciąż jeszcze tego w pełni nie opanowałem), to ćwicz. Jest to z pewnością proces otwierający oczy.

Nie oznacza to, że nigdy niczego nie zmienimy. Możemy rozwinąć zdrowe nawyki i z czasem sprawić, ze nasze ciało będzie zdrowsze. Możemy to jednak zrobić równocześnie będąc szczęśliwym z tego, kim jesteśmy. Zmiana jest nieunikniona, lecz nie wymaga, byśmy nie akceptowali rzeczy takimi jakimi są, abyśmy nie byli szczęśliwi z rzeczy takich jakimi są.

Kiedy już staniemy się szczęśliwi z rzeczami, ludźmi i samymi sobą… takimi jakimi są… możemy stać się całością, bez potrzeby wydawania pieniędzy na zapełnianie dziury w naszym życiu. Minimalizm staje się wtedy możliwy. Bo gdy jesteśmy ok z rzeczami takimi, jakimi są, możemy po prostu odjąć to, co zbędne i być zadowolonym z tego, co pozostało.

» tak szcześliwy jak to tylko możliwe

original content

Wierzę, że jestem szczęśliwy jak to tylko możliwe.

Nie płaczę z tego powodu w ekstazie lub wylewam łzy z zadowolenia ale jestem bardzo szczęśliwy. To nie jest szczyt szczęścia lecz jego płaskowyż który będzie trwał jak długo będę żył.

To jest szczęście które życzę każdemu. Pytaniem jest, co to za czynniki które powodują moje szczęście?

To są rzeczy których nie mam:

  1. ogromny dom
  2. wielkie bogactwo
  3. modne ciuchy
  4. ładny samochód
  5. ważna praca
  6. telewizja kablowa

I nie wierzę, że posiadanie jakiekolwiek z tych rzeczy przyczyniłoby się do większego szczęścia niż mam obecnie.

To są rzeczy które mam przyczyniające się do mojego szczęścia:

  1. czas
  2. miłość najbliższych
  3. wartościowa praca
  4. zdrowie
  5. książki
  6. wystarczy

Pierwsze sześć wyglądają jak cele społeczne dla wielu ludzi. Następne sześć czynią mnie bardzo szczęśliwym i wierzę, że je mam ponieważ zdecydowałem zapomnieć o pierwszych sześciu. Polecam to podejście.

» żyjąc dla wszystkich dokoła

original content

Wielu ludzi nie praktykuje minimalizmu, bo wydaje się on im nierealistyczny dla ich życia. Lecz tak naprawdę nie chcą, by inni uważali ich za kogoś dziwnego.

Noszenie tych samych ubrań każdego dnia może wydawać się dziwne dla twoich znajomych i współpracowników. Brak samochodu może sprawiać, że wyglądasz na dziwaka. Brak smartfona może sprawiać, że nie jesteś modny. Życie w małym domu albo w samochodzie kempingowym może sprawiać, że wszyscy będą myśleć, że jesteś biedny albo szalony. Jedzenie wegańskiego jedzenia może sprawiać, że ludzie jedzący mięso w twoim otoczeniu zaczną przewracać oczami.

Ale dla kogo żyjemy? Jestem jak najbardziej za tym, żeby swoim życiem pomagać innym. Lecz kiedy żyjemy zgodnie z czyimiś oczekiwaniami, to kończy się to prowadzeniem takiego życia, jakiego faktycznie nie chcemy. A co otrzymujemy żyjąc zgodnie z oczekiwaniami wszystkich tych ludzi? Oni tak naprawdę mają to gdzieś – po prostu nie lubią, gdy rzeczy są inne, bo nie radzą sobie ze zmianą. Pozostając takim samym, jak wszyscy inni, nie czyni nikogo szczęśliwym – nie zmusza nikogo do zastanowienia się nad swoim życiem.

Skąd tak naprawdę pochodzą te oczekiwania? Ludzie przecież po prostu ich nie wymyślili – są one nawykiem nadbudowywanym przez lata, często bardzo świadomie, przez korporacje próbujące wymusić na nas nawyki kupowania. Na przykład, mamy tak wiele ubrań, gadżetów i innych rzeczy, ponieważ reklamy sprzedają nam ideę, że potrzebujemy ubrań, by wyglądać stylowo, by odnosić sukces, by czuć się kobieco, by być tak samo dobrym, jak ludzie oglądani w TV. Nie zawsze tak było i to do nas należy decyzja, czy chcemy, by było tak dalej.

Nie mówię, że powinniśmy żyć w lesie i ignorować społeczeństwo (chociaż nie jest to taka zła opcja). Żyję w społeczeństwie, a jednak nikomu nie przeszkadza to, że ciągle noszę te same ubrania. Ludzie nie wściekają się, gdy słyszą, że nie kupuję prezentów pod choinkę. Możliwe, że ktoś uniesie brew, gdy dowie się, że nie mam kablówki ani samochodu i możliwe, że będę musiał trochę wytłumaczyć, gdy ktoś słyszy, że jestem weganinem. Jednak nikt nie wścieka się na mnie i ci ludzie dalej trwają w swoim życiu. A ja dalej idę ze swoim.

Sposób, w jaki inni ludzie postępują, nie działa. Ludzie nie są szczęśliwi ze swojego życia wypełnionego posiadanymi rzeczami. Jeżdżenie wszędzie samochodem dodaje stresu, czyni ludzi mniej zdrowymi, zanieczyszcza środowisko. Ludzie tracą zdrowie jedząc fast-foody. Tylko dlatego, że ktoś inny uważa, że tak powinno się robić, nie oznacza jeszcze, że jest to najlepszy sposób. Idź pod prąd – inni ludzie też nie wiedzą gdzie idą!

Jeśli chodzi o innych, bądź pomocny, współczujący, wdzięczny. Lecz nie żyj zgodnie z ich oczekiwaniami. Będziesz uwolniony od kajdan bezsensownych zwyczajów, byś mógł żyć tak, jak tego chcesz.

» minimalizm niewiedzy

original content

Dzisiaj, praktycznie wszystko, co chcemy wiedzieć, jest oddalone o kilka kliknięć, prawie natychmiast spełniając nasze pragnienie dowiedzenia się czegoś.

Jaka jest pogoda na zewnątrz? Sprawdź to w aplikacji w komórce. Kim jest Gabriel Garcia Marquez? Zapytaj Wikipedię. Jak nazywa się chłopak grający główną rolę w Moonrise Kingdom? Poszukaj w IMDB.com. Google, Reddit, Facebook, Twitter etc., powiedzą ci wszystko, co chcesz wiedzieć, od ręki.

Czy nie jest to niesamowite? Jeszcze 20 lat temu, było to nie do pomyślenia. Jeśli chciałeś coś wiedzieć, mogłeś włączyć telewizję, z nadzieją, że akurat na to trafisz. Albo szukać w encyklopedii, licząc że na to trafisz. Albo pójść do biblioteki, z nadzieją, że na to trafisz. Przez większość czasu musiałeś pogodzić się z tym, że nie wiesz.

Jedną z rzeczy, jakie zauważyłem odkąd wyłączam swój komputer w ciągu dnia (pracuję w 30 minutowych blokach) jest to, że kiedy komputer jest wyłączony, często myślę o pytaniu, na które chcę poznać odpowiedź i moją pierwszą instynktowną reakcją jest włączyć komputer i poszukać. Znałbym odpowiedź w 4 sekundy!

Ale zatrzymuję się wtedy i przyglądam się tej chęci. Czy to jest faktyczna potrzeba, by wiedzieć już teraz? Czy nie mogę poczekać 30 minut, czy nawet kilku godzin, czy dnia? Oczywiście, że mogę. Nie jest to kwestią życia i śmierci, bezpieczeństwa narodowego, czy czegokolwiek istotnie ważnego.

Powstrzymuję się więc i robię notatkę, by sprawdzić to później. Zauważam wtedy coś interesującego: nie wiedzieć to dla mnie bardzo dziwne zjawisko. Nie wiedzieć jest czymś z czym nie jestem zaznajomiony. Ok, jasne, jest pewnie milion rzeczy, których nie wiem w każdej chwili swojego życia. Lecz kiedy chcę coś wiedzieć, zazwyczaj wiem to bardzo szybko. Teraz nie wiem czegoś, co chcę wiedzieć przez co najmniej pół godziny, czasami dłużej.

Zdaję sobie wtedy sprawę: jest to dziwna wolność. Nie wiedzieć czegoś oznacza, że chodzę trochę na ślepo, bez konkretnej drogi i muszę z tym żyć, pracować. Jest to ciekawe. Jest to inny sposób życia. Jak musieli żyć nasi przodkowie! (Albo my sami przed latami 90-tymi).

Nie wiedzieć nie jest złe. Jest to po prostu inne. I myślę, że jest w tym coś z minimalizmu. Porzuć potrzebę, by wiedzieć, w każdej sekundzie dnia, i pozwól, by twój umysł krążył przez trochę w ciemności.

» wszystkie nasze fantazje

original content

Spędzamy dużą część naszego życia na fantazjach.

Dotyczy to również mnie: fantazjuję o prowadzeniu prostego, minimalistycznego życia, fantazjuję o podróżowaniu do zagranicznych cudów, fantazjuję, że mam świetne ciało, że jestem świetnym pisarzem albo świetnym ojcem etc.

W ten sposób spędzamy dużą część naszego życia. Cele są fantazjami. Czasami fantazje się spełniają – lecz nawet wtedy, rzeczywistość, która się spełnia nie jest dokładnie tym, o czym fantazjowaliśmy. Jest rozczarowaniem.

Jeśli widziałeś ostatnio reklamy nowego iPhone’a, to możliwe, że fantazjujesz na temat jego posiadania (czy też posiadania jakiegokolwiek innego gadżetu). Fantazjujesz o tym, że gdy go będziesz miał, twoje życie będzie lepsze, będziesz bardziej cool. Twój obraz samego siebie, gdy używasz tego niesamowicie modnego gadżetu, jest ładniejszy. Jest częścią pięknego, prostego, produktywnego, radosnego życia, o którym fantazjujesz – nowy iPhone pozwoli ci je osiągnąć!

Oczywiście nie jest to prawdą. Nowy iPhone może być szybszy, mieć lepszy aparat, być lżejszy, mieć ładniejszy design… lecz żadna z tych rzeczy nie sprawi, że twoje życie będzie dużo lepsze. Czy zaoszczędzi ci dziennie kilka sekund w rzeczach, które normalnie robisz? Z pewnością. Czy twoje fotografie będą lepszej jakości? Tak.  Lecz odsuwając fantazje na bok: jak bardzo inne będzie twoje życie?

Pomyśl o życiu przed istnieniem iPhone’a. Mogliśmy wszystko robić bez niego. Chodziliśmy po ulicach nie sprawdzając maila, Twittera, czy kursu giełdy… i jakoś przeżyliśmy. Możliwe było nawet czekanie kilku minut czy godzin, aż dotarliśmy do domu czy pracy. Możliwe, że trudniej było nam znaleźć konkretną restaurację, lecz jakimś cudem mimo to jadaliśmy.

Życie mogło być zupełnie inne, lecz posiadanie tego urządzenia nie zmieniło podstawowej fundamentalnej natury naszego życia. Fantazja się nie spełniła.

Może to brzmi trochę tak, jakbym czepiał się iPhone’a. Nie o to mi chodzi. Jest to po prostu dobry symbol całego zjawiska, jakie dzieje się w naszym umyśle – fantazji jakie mamy i tego, w jaki sposób rzeczywistość nigdy ich nie dogania. Jesteśmy więc w rzeczywistości rozczarowani, nawet jeśli tak naprawdę jest dużo bardziej niesamowita niż same fantazje.

Minimalizm również jest fantazją. Ludzie ją przyjmują, bo jest uroczą ideą: życie posiadając mało, bycie zadowolonym, posiadając spartańskie miejsce pracy i salon. Ja ją z pewnością przyjmuję. Ale minimalizm nie musi być fantazją: używam go również jako narzędzia, by żyć bardziej świadomie, by pamiętać o tym, co ważne.

Minimalizm może być narzędziem do pamiętania, że gdy kupujemy gadżety, czy cokolwiek innego, to kupujemy fantazję. A wtedy pamiętamy, że nie potrzebujemy fantazji, by czuć się szczęśliwym. Mamy coś tuż przed sobą: rzeczywistość.

Rzeczywistość, bez fantazji, jest doskonała. Jest darem. Nauczmy się ją kochać.

» minimalistyczny internet

original content

Strona internetowa, której głównych celem jest zapewnienie treści do czytania, najlepiej służy swoim czytelnikom nie mając zbyt dużo ponad to, co jest konieczne dla procesu czytania.

Jeśli usuniemy ze strony wszystkie rozkojarzenia, promocje, reklamy, funkcje społecznościowe etc… to wszystko, co pozostaje to czyste czytanie.

Minimalistyczna strona internetowa. Doskonała dla czytelnika, czyli doskonała dla pisarza. Niekoniecznie dokonała dla reklamodawców, lecz nie tworzymy stron dla nich. Tworzymy strony dla nas.

Co jest konieczne dla czystego czytania?

  1. Tekst artykułu, łącznie z nagłówkiem
  2. Czytelna czcionka w dobrym rozmiarze
  3. Rozmiar kolumny tekstu dobrany odpowiednio do czytania
  4. Być może nazwa witryny, by dodać kontekst i minimalna nawigacja, na wypadek, gdyby czytelnik chciał przejrzeć pozostałe artykuły

Nic poza tym.

Oto, czego nie powinna mieć minimalistyczna strona:

Poza tym, minimalistyczna strona może również mieć:

Po co minimalizm?

Blogerzy i twórcy stron internetowych stracili z oczu to, co jest najważniejsze: tworzenie świetnego doświadczenia dla czytelnika. Osoba wchodząca na twoją stronę nie jest klientem, potencjalnym subskrybentem, reklamobiorcą, kupcem skojarzonych z tobą produktów… to po prostu osoba, która chce uzyskać jakąś informację lub rozrywkę poprzez to, co napisałeś.

Ta osoba (nazywam ją „moim drogim czytelnikiem”, lecz tak naprawdę jest po prostu osobą), chce przeczytać to, co masz do zaoferowania i być może będzie chciała przeczytać więcej lub nawet zasubskrybować te treści. Wszystkie pozostałe rzeczy, jakie umieszczasz na swojej stronie nie są stworzone dla czytelnika.

Kiedy tworzysz świetne warunki do czytania, ta osoba to doceni. Czytelnik będzie kochał twoją treść (miejmy nadzieję) i zdecyduje się ją wysłać, podzielić się nią, zasubskrybować etc. Lecz bez przeczytania treści, reszta nie będzie miała miejsca.

Cała reszta jest rozkojarzeniem. Odwodzi od czytania. Z pewnością może to być pomocne do osiągnięcia jakichś celów lecz nie pomaga czytelnikowi osiągnąć jego. Zatem jeśli umieszczasz rozkojarzenia, by zrealizować swoje cele, to jaką informację tak naprawdę wysyłasz? Że twoje cele są ważniejsze niż cele osoby, która zechciała przyjść na twoją stronę i dać ci dar swojej uwagi.

A co z…

Komentarzami: Komentarze są w większości przypadków rozkojarzeniem od czytania. Nie są konieczne dla procesu czytania. Dobrą dyskusję odnośnie danego wpisu można kontynuować na Twitterze czy Facebook lub na blogach innych ludzi, jeśli napiszą coś o tym. Przez kilka lat korzystałem z komentarzy i nie były takie złe. Doszedłem jednak do wniosku, że są zbędne.

Subskrypcjami: Czy pop-upy i boksy zachęcające czytelnika do subskrypcji dają ci lepsze współczynniki konwersji? Oczywiście – krótkoterminowo te liczby wzrosną. Lecz są bez znaczenia. Dużo ważniejsze jest: jak bardzo sprawiłeś przyjemność czytelnikowi? Ilu czytelników straciłeś, bo nie okazałeś im szacunku wielkimi pop-upami, czy bocznymi paskami do subskrypcji? Ile straciłeś zaufania? Komu pomogłeś tymi pop-upami? Spróbuj zmierzyć te liczby.

Dzieleniem się: Czy nie potrzebujesz guzików do dzielenia się treścią w social media, by uzyskać milion fanów? Nie. A przede wszystkim, nie jest to ważne. Mi się udało bez guzików do dzielenia się treścią (miałem je przez chwilę, ale je usunąłem), ponieważ skupiam się na tym, co myślę o tym, co czytelnik chce najbardziej – na artykule. Jeśli ktoś chce się tym podzielić, to wie jak to zrobić. A jeśli kogoś interesuje artykuł, ale nie chce się nim dzielić, miliony guzików do dzielenia się po prostu niszczy ich dobre doświadczenie tej strony.

Analizą: Skąd mam wiedzieć, czy się rozrastam bez analizy? Nie będziesz wiedział. I szczerze – nie jest to tak ważne jak ludzie myślą. Wcześniej śledziłem statystyki bloga, a kiedy śledzisz to w ten sposób, staje się to twoim światem. Chcesz, żeby to wszystko rosło, więc robisz rzeczy skierowane bezpośrednio na zwiększenie tych liczb. Jest to szalone – liczby się wcale tak bardzo nie liczą. To, co się liczy to pomaganie czytelnikowi, sprawianie mu przyjemności, zmienianie jego życia. Nie wykonujesz tych rzeczy martwiąc się liczbami – robisz je troszcząc się o czytelników. A kiedy to robisz, wzrost przychodzi jako efekt uboczny twojej wielkości.

Zarabianiem pieniędzy: Bardzo silnie wierzę w utrzymywanie się z tego, co kochasz. Czy jednak naprawdę dobrze się czujesz zmuszając czytelników do patrzenia na reklamy czy linki sponsorowane, by tylko zarobić kilka złotych? Wcześniej to robiłem i mnie to drażniło, ponieważ osobiście nie lubię reklam. Jest to codzienna uciążliwość, z którą wytrzymujemy, by dostać to co chcemy (obejrzeć wiadomości, dostać rozrywkę, jechać autobusem, przeczytać dobry artykuł). Po co jednak przymuszać czytelników do tej uciążliwości? Możesz zarabiać pieniądze jako pisarz lub twórca strony bez reklam, bez bycia oślizgłym marketerem. Po prostu zbuduj swoją grupę odbiorców będąc użytecznym i godnym zaufania, a następnie pomagaj im książkami, kursami, oprogramowaniem, usługami czy czymkolwiek, co jesteś w stanie stworzyć, co może im jeszcze bardziej pomóc. Zarabiać pieniądze pomagając ludziom? Z tym czuję się dobrze.

» przyszłość reklamy

original content

Jednym z największych powodów, dla których ludzie tak dużo kupują i są niezadowoleni ze swojego życia, jest reklama. Reklama tworzy fałszywe potrzeby – nagle potrzebujemy iPhone’a, samochód czy pierścionek z diamentem, tylko dlatego, że reklamodawca umieścił je w naszej głowie.

Czym jest reklama? Jest to firma (lub partia polityczna etc.), która płaci wydawcy (TV, gazeta, strona internetowa, billboard etc.), by umieścić jej wiadomość/markę przed ludźmi. Firmy płacą za naszą uwagę i próbują skłonić nas do kupienia tego, co sprzedają. A wydawcy zarabiają pieniądze sprzedając uwagę swoich czytelników/widzów/użytkowników.

Oczywiście my, jako użytkownicy… mamy przechlapane. Reklamy sprawiają, że nasze doświadczenie jakiejś treści jest dużo gorsze. Reklamy sprawiają, że czytanie jest dużo gorsze (wyobraź sobie czytanie tego artykułu, gdyby miał dokoła 10 reklam).

Reklamy pogarszają nasze życie.

Czy to nie jest niesamowite? Firmy tworzą całe biznesy dookoła aktywnego pogarszania naszego życia. I robią to, ponieważ to działa. Ponieważ kupujemy to, co sprzedają. Zatem reklamodawcy zarabiają więcej pieniędzy w tym modelu i wydawcy również wygrywają.

Ale my przegrywamy.

Wielu ludzi oczywiście wolałoby nie oglądać reklam, gdyby mieli wybór. Ja wolę obejrzeć program TV w internecie (i zapłacić) niż płacić za kablówkę, gdzie dostanę więcej programów w podobnej cenie, lecz jeszcze muszę radzić sobie z reklamami. Szczerze, to nie potrzebuję tylu programów i nie chcę płacić mniej, by tylko pogorszyć swoje życie.

Wiele osób godzi się z reklamami, by dostać treść za darmo. Nie jest ona jednak za darmo, ponieważ:

  1. Twoje życie jest gorsze przez oglądanie reklam.
  2. Płacisz za reklamy, a tym samym za treść, poprzez kupowanie. Gdyby tak nie było, reklama by nie istniała.
  3. Czas, jaki spędzasz oglądając reklamy, jest coś wart.

Staje się to coraz ważniejsze przez ilość czasu, jaki spędzamy online czy przed ekranem, czyli potencjalnie przed reklamami. Istnieją dwa kierunku, które moim zdaniem może przybrać reklama w przyszłości:

  1. Wszechobecność. Jest to kierunek, w którym wydaje się, że to wszystko zmierza. Spędzamy tak dużo czasu na Facebooku, Twitterze, Gmailu i innych stronach, a wszystkie one są pokryte inwazyjnymi reklamami. z iPhonem i Google Glass, rozszerza się to, by wypełnić praktycznie każdy moment naszego życia. Reklama będzie wszędzie, skrojona dokładnie dla ciebie, bo reklamodawcy i wydawcy mają tak dużo informacji o tym, kim jesteś.

Będzie się oczywiście pojawiało coraz więcej usług, które pomogą nam blokować reklamy. Oczywiście istnieją blokujące rozszerzenia/pluginy do przeglądarek i ludzie używają urządzeń jak Tivo, by pomijać reklamy w telewizji. Możemy płacić, by nie mieć reklam w niektórych usługach. Jest to coś wartościowego. Zapłacić, by reklamy nie babrały twojego życia, chociaż oczywiście nie każdego będzie stać na taką usługę. Więc niektórzy będą płacić, by nie mieć reklam, a innych nie będzie na to stać i będą mieć reklamy wszędzie, na okrągło. Różnica pomiędzy tymi dwoma rodzajami życia będzie ogromna.

  1. Brak reklam. Niektórzy mądrzy wydawcy będą wybierali brak reklamy. Tutaj na mnmlista, nie mam reklam. W jaki sposób się utrzymuję, jeśli nie z reklam? Sprzedając swoje usługi. To jest oczywiście trochę jak reklama, lecz myślę, że jest to naprawdę dużo lepsze. Nie mam reklam, które psułyby twoje doświadczenie tej strony, a jedyną rzeczą, jaką sprzedaję jest to, co i tak jest za darmo na mojej stronie (pomoc w polepszeniu twojego życia). A ponieważ już mnie znasz i jesteś na mojej stronie, to prawdopodobnie ufasz mi bardziej niż przypadkowemu reklamodawcy. Jeśli nadużyję tego zaufania, przestaniesz wchodzić na moją stronę. Mam silną motywację, by podtrzymywać twoje zaufanie będąc go godnym.

Jestem tylko jednym autorem w sieci. Istnieją jednak inni. Jesteśmy wyjątkiem, lecz myślę, że ważnym wyjątkiem. Czytelnicy/użytkownicy/widzowie mogą wybrać wydawców, którzy nie mają reklam i unikać/blokować tych, którzy mają. Zagłosuj nogami. Bądź świadomy tego, do kogo się udajesz, komu ufasz. Jeśli zrobi to wystarczająco dużo ludzi, brak reklam stanie się konkurencyjną przewagą. To zachęci innych do robienia tego samego i będziemy mogli wybierać życie bez durnych reklam, bez konieczności dodatkowych opłat.

To, która przyszłość nastanie, zależy od ciebie. Możesz postanowić nie czytać/oglądać/używać stron i usług, które posiadają reklamy (a jeśli jesteś wydawcą, możesz stworzyć model biznesowy pozbawiony reklam) albo możesz godzić się na durne reklamy i pozwolić, by wygrała ich wszechobecność.

» rzeczy, których nie mam, a które ma wiele osób

original content

Nie przedstawiam tej listy, by się chwalić albo by sugerować, że jestem w jakiś sposób lepszy niż ludzie, którzy posiadają te rzeczy. Myślę, że ta lista może służyć za inspirację, by pokazać, że możliwe jest zrezygnowanie z rzeczy, które uważamy za normalne, czy konieczne.

Rzeczy, których nie mam, a które ma wiele osób:

Ponownie, nie twierdzę, ze jestem lepszy niż ktokolwiek, kto posiada te rzeczy. Po prostu odkryłem, że są zbędne w moim życiu i usunąłem je, by zrobić przestrzeń na więcej rzeczy, które kocham.

P.S. Tak, włosy umieściłem na liście dla śmiechu. Ale faktycznie, brak włosów jest świadomym wyborem. Co tydzień golę głowę. Dzięki temu oszczędzam czas na ich pielęgnacji i nigdy nie muszę się martwić, czy dobrze wyglądam. Innymi słowy: zawsze wyglądam dobrze.

» rzeczy, które mam zamiast

original content

Gdy napisałem poprzedni post, rzeczy, których nie mam, a które ma wiele osób, ktoś zapytał mnie: „Co masz, czego nie ma większość osób?”

To dobre pytanie. Zrezygnowałem z ogromnej masy rzeczy, które uznałem za niepotrzebne (dla mnie), by zrobić miejsce na to, co uważam za ważne.

Co zatem mam zamiast nich? Szczerze, to co mam nie jest tak bardzo niezwykłe, ale oto lista. Mam:

» minimalizm to nie podróżowanie po świecie z niczym

original content

Czytałem ostatnio artykuł, gdzie była mowa o tym, jak bardzo minimalizm jest słaby, gdyż nic nie posiadając i podróżując po świecie jedynie z małą walizką oznacza, że nigdy nie będziesz miał oszczędności ani bezpiecznego domu dla twoich dzieci.

No cóż. Jest tutaj kilka kwestii do poruszenia.

Po pierwsze, minimalizm o którym tam mowa, to tylko jeden ze sposobów. Oczywiście, wielu minimalistów to single, którzy z łatwością mogą pracować gdziekolwiek i podróżować po całym świecie z plecakiem.

Innym sposobem jest życie w domu, który jest wystarczająco duży (lecz nie nazbyt duży) dla potrzeb twojej rodziny i posiadać tylko co, czego potrzeba i niewiele ponad to i nie skupiać się tak bardzo na konsumpcji lecz na robieniu rzeczy, które kochasz z ludźmi, których kochasz.

I tak, możesz od czasu do czasu podróżować po świecie z małymi plecakami. Lecz jest to tylko część twojego życia. A przynajmniej tak wygląda to u mnie.

Zatem minimalizm to nie jest tylko jeden sposób życia. Jest to odkrycie, co jest najlepsze dla ciebie (i twojej rodziny, jeśli ją posiadasz) i bycie bardziej świadomym tego, co posiadasz i robisz. Nie jest to obsesja wobec posiadania, lecz właśnie uważność i świadomość. Chodzi o odnalezienie zadowolenia.

Po drugie, jako minimalista możesz mieć oszczędności. Tak naprawdę, wielu minimalistów je posiada. Często łatwiej jest mieć oszczędności, ponieważ mniej wydajesz na bezsensowne rzeczy, jak duży dom i kilka samochodów. Możesz zatem włożyć więcej pieniędzy do banku, oszczędzając na późniejsze lata. Możesz to robić samemu, ale możesz też z rodziną. Polecam to – oszczędności dają ci spokój umysłu.

» niebezpieczeństwa czytania

original content

Jednym z największych powodów, dla których odchodzę od mojej filozofii minimalizmu, jest czytanie.

Konkretnie czytanie o tym, co robią inni.

Czytam bloga czy artykuł o tym, co ktoś robi interesującego: podróżuje, używa nowego systemu produktywności, wykonuje nowy program ćwiczeń fizycznych, parzy artystyczną kawę, piecze chleb. I wtedy ja też chcę to robić.

Myślę, że wszyscy tak mamy. Wszyscy czytamy rzeczy, które nas inspirują, czy słyszymy je od przyjaciela i fantazjujemy, że robimy tę samą rzecz.

Często jest to dobra rzecz – inspiracja jest dobra, prawda? Uczenie się od innych jest z pewnością dobre. Lecz ta inspiracja często sprawia, że zapominam o tym, czego się nauczyłem i zaraz idę nową ścieżką, kupując dużo nowych rzeczy, by zająć się tą nową kwestią… tylko po to, by porzucić ją, gdy przeczytam coś innego.

Zdarzyło mi się to już wiele razy. Chcę uczyć się hiszpańskiego, programować, piec chleb, robić pizzę, parzyć herbatę, wędrować, uprawiać crossfit, rysować, pisać fikcję, grać na gitarze etc.

Pojedynczo, każda z tych rzeczy jest cudowna. Lecz kiedy mam obsesję wobec każdej kolejnej rzeczy do nauczenia się, cierpią na tym inne rzeczy. Nie mogę nauczyć się ich wszystkich na raz. Takie rozkojarzenia powstrzymują mnie od bycia dobrym w którejkolwiek z tych rzeczy.

Co może temu zaradzić? Skupienie. Trzymaj się jednej rzeczy tak długo, aż faktycznie ją opanujesz. Pamiętaj o swoich priorytetach. Nie rozkojarzaj się każdą nową rzeczą, jaką przeczytasz.

Odpowiedzią nie jest powstrzymanie się od czytania, lecz bycie bardziej uważnym wobec swoich impulsów, gdy czytasz.

» cisza

original content

Ta przestrzeń została wyczyszczona, prawie pusty pokój.

Dla spokoju, kontemplacji.

Daję ci tę ciszę jako prezent.

I jako podziękowanie.

» spowiedź minimalisty

original content

Muszę wyznać, że w ostatnich latach, często traciłem moją minimalistyczną drogę.

Powód jest taki, że jestem czymś zafascynowany i wtedy pozwalam sobie podążać za impulsami.

Na przykład:

Żadne z powyższych nie jest bardzo minimalistyczne i nie mam żadnego usprawiedliwienia na to. Wiele z nich wciąż zalega w szafie lub garażu i mam problem z pozbyciem się tego wszystkiego, bo a) było drogie i b) wciąż mam nadzieję na użycie większości z nich. Wyznaję, to nie są dobre powody do trzymania takiej ilości rzeczy których nie używam.

Dlaczego podążałem za tymi pragnieniami? W większości dlatego, że miałem nadzieję żyć życiem w którym będę tego używał. Fantazjowałem, myślę, o byciu dobrym szachistą, długodystansowym wędrowcem górskim, ultramaratończykiem, itd. I utożsamiałem się z tymi myślami a wtedy czułem, że potrzebuje tych rzeczy aby wspierać ten styl życia.

Nie potrzebuję tych fantazji. Nie potrzebuję być nikim innym niż jestem.

Nie potrzebuję sprzętu aby być aktywnym, cieszyć się naturą, po prostu grać w szachy, bawić się z dziećmi. Mogę to osiągnąć posiadając mniej.

Nie potrzebuję zbierać tego wszystkiego. Mogę zatrzymać kilka rzeczy, sprzedać resztę.

Wciąż się tego uczę.

» tylko dwa kawałki chleba

original content

Słyszałem powiedzenie z Indii, “Wszystko co potrzebujesz to dwa kawałki chleba dziennie.” Nie znaczy to dosłownie, że powinieneś egzystować na dwóch kawałkach chleba dziennie, ale jest to przypomnienie jak mało tak naprawdę potrzebujemy.

Doceniłem znaczenie tego powiedzenia ostatnio, kiedy miałem pragnienie zjedzenia smacznego jedzenia, kupna ubrań i więcej rzeczy. To powiedzenie zatrzymało mnie i przypomniało mi, że potrzebuję bardzo mało, nawet jak chcę dużo rzeczy.

Zdumiało mnie jak często chcemy rzeczy których wcale nie potrzebujemy. Myśl pojawia się w naszych głowach, pragnienie zrobienia tego za tym podąża i my mamy psychiczny nawyk zaspokajania naszych pragnień tak po prostu. Myśl może być wyzwolona w naszych głowach przez coś co przeczytamy online lub usłyszymy od przyjaciela lub zobaczymy w programie telewizyjnym. Nie ma znaczenia skąd przyszła ta myśl … natychmiast chcemy ją zrealizować.

Wiem, że miałem takie żeby odbyć podróż albo trenować do zawodów, po prostu tylko gdy ktoś o tym wspomniał. I nagle byłem zafascynowany tą myślą i zmieniałem moje życie aby stała się rzeczywistością. Będę organizował podróż i spędzał czas planując ją i pojadę na nią, po prostu dlatego, że myśl wpadła mi do głowy. Trenowałem do zawodów (jak triatlon, ultramaraton, Wyzwanie Goruck) miesiącami, z powodu myśli która wpadła do mojej głowy.

To samo dotyczy jedzenia: Mam ochotę na coś i nagle poluję na to. Jedzenie jest przede mną i nie mogę się oprzeć, żeby je zjeść nawet jeśli nie jestem aż tak głodny.

Co jeśli zatrzymamy się gdy taka myśl wpadnie nam do głów? Co jeśli zauważymy pragnienie i jego konsekwencje i tylko uświadomimy sobie czym naprawdę jest: impulsem który pojawił się w nas jak tysiące innych myśli i uczuć które pojawiają się przez cały długi dzień.

Nie musimy być niewolnikami naszych impulsów. Możeby zobaczyć je z uważnością i po prostu obserwować z ciekawością. Możemy przypomnieć sobie, że potrzebujemy tylko dwóch kawałków chleba i wrócić do naszego normalnego myślenia. Możemy dokonać wyborów nie opierając się na pragnieniach ale na głębszych intencjach. I myślę, że możemy znaleźć szczęście w mniej, dlatego, że szczęście przychodzi nie z wypełniania naszych pragnień ale z realizacji tego co jest dobre w nas i w każdym momencie naszych żyć.

» minimalizm z dziećmi

original content

Jestem często pytany “Jak mogę być minimalistą z szóstką dzieci? Ja mam tylko dwójkę, pomóż mi!”

To może być całkiem zabawne nazywać się minimalistą gdy masz szóstkę dzieci … ale

  1. Nie stałem się minimalistą dopóki nie miałem tych dzieci
  2. Każdy może być minimalistą, to stan umysłu a nie wymóg bycia doskonałym w tym.

Pozwólcie, że to powtórzę: każdy może być minimalistą. To znaczy tylko, że próbujesz przeciwstawić się konsumeryzmowi, być bardziej świadomy jak przeżywasz swoje życie, i próbujesz zrozumieć co jest ważne dla Ciebie a co nie.

Tak więc jeśli masz dzieci, spróbuj tego:

  1. Doświadczaj życia bez nadmiernego konsumeryzmu. Jak może być gdy zaczniesz kupować mniej? Oglądać mniej reklam? Wchodzić rzadziej na strony sklepów internetowych? Spróbuj żyć bez tego lub znajdź kreatywny zamiennik dla kupowania rzeczy które rozwiązują dany problem? Spróbuj poeksperymentować samemu, ale porozmawiaj też o tym z rodziną. Zobacz czy oni nie mają jakiś pomysłów w tym temacie. Potraktuj to jak grę czy wyzwanie i oni mogą być właściwie otwarci na to doświadczenie.
  2. Bądź świadomy swojego życia z dziećmi. Jeśli żyjecie jako rodzina, zobacz co typowo doprowadza do kupna rzeczy. Jak gromadzisz rzeczy w swoim życiu? Co posiadasz a co mógłbyś oddać/sprzedać? Rozpocznij zmiany, ale z świadomością tych zmian.
  3. Spróbuj zrozumieć co jest ważne dla ciebie osobiście i dla Twojej rodziny. Czego używasz codziennie? A czego co tydzień? Czego potrzebujesz? Co kochasz? Czego nie używałeś miesiącami i prawdopodobnie możesz żyć bez tego? Powoli zacznij redukować zbędne rzeczy i staraj się przynosić mniej rzeczy do swojego życia od teraz. Pomyśl o weekendzie aby wyczyścić kuchnię czy garaż lub szafę w sypialni ze zbędnych rzeczy, to może dać Ci wiele radości, ale nie musi być szaleństwem wyrzucania! Po prostu małe, świadome kroczki w pożądanym kierunku.

Czego nie chcesz to próba redukcji do prawie zerowego stanu posiadania. Nie polecam tego i dla większości ludzi którzy żyją z innymi to nie jest nawet możliwe. Nie jesteśmy w stanie kontrolować stanu posiadania innych i życie razem to zawsze sztuka kompromisów.

Czego nie chcesz to zmuszanie współmałżonka lub dzieci. Oni będą się temu opierać, prawdopodobnie poniesiesz porażkę, a nawet jeśli nie, to nie nauczysz ich jak przeciwstawiać się konsumeryckim zachciankom … nauczysz ich jedynie, że jesteś dupkiem. I prawdopodobnie zaczną ukrywać swoje rzeczy żebyś nie mógł ich wyrzucić!

Zamiast ich zmuszać, porozmawiaj z nimi. Stale tłumacz swoje motywy. Bądź cierpliwy i miej zrozumienie dla innych. Pamiętaj jak to było gdy nie przejmowałeś się minimalizmem. Stwórz z tego grę lub wyzwanie albo zabawną, rodzinną aktywność, żebyście mogli zobaczyć co możecie oddać potrzebującym, jak możecie mieć chwile radości bez wydawania pieniędzy. Eksploruj, baw się, oddychaj.

Moja podróż.

Prawdę mówiąc, moja podróż z rodziną nie jest “perfekcyjna” … nie sądzę nawet, że taka istnieje. Mamy wyboistą drogę, ale lubię moją podróż.

» minimalistyczne pytanie to najważniejsza rzecz

original content

Istnieje błędne przekonanie dotyczące ruchu minimalistycznego; przekonanie, że należy skrajnie ograniczyć liczbę posiadanych rzeczy, do mniej niż stu przedmiotów, albo że dom minimalisty jest pusty i biały. To może blokować niektórych i wyzwalać innych. Ale nie na tym polega minimalizm, przynajmniej nie dla mnie.

Nie polega na mówieniu ludziom, że nie mogą mieć bałaganu albo że nie powinni prawie nic posiadać. W ogóle nie chodzi tutaj o stan posiadania, tak naprawdę.

Chodzi o zadanie prostego pytania: co jest ważne dla Ciebie?

Jeśli nie masz zbyt dużo pieniędzy i musisz zapewnić sobie środki do życia, oczywista odpowiedź na to pytanie brzmi: jedzenie, pieniądze na czynsz, opłaty i inne podstawowe rzeczy. W tym przypadku dobrze jest zadać sobie pytanie “co jest ważne dla Ciebie?”, aby skupić się na tym, co konieczne do przetrwania, i nie rozpraszać swojej uwagi niczym innym.

Byłem ubogi i wiem, że często odwracałem uwagę od tego, co ważne, ponieważ nie chciałem myśleć o swojej biedzie. Wpadłem głęboko w długi, ponieważ wydawałem pieniądze w sposób przypadkowy, zamiast zadbać o swoje podstawowe potrzeby.

Jeśli masz zbyt dużo przedmiotów, może nie musisz się martwić o przeżycie na podstawowym poziomie. W rzeczywistości może Twoim problemem jest brak jakichkolwiek limitów finansowych i to, że możesz zamówić, co tylko chcesz, kiedykolwiek chcesz. W takim przypadku zadanie pytania “co jest ważne dla Ciebie?” jest dobrym pomysłem, ponieważ pozwoli Ci odkryć, co jest dla Ciebie najistotniejsze.

Doświadczyłem tego również i wiem, jak łatwo jest zatracić się w nadmiarze, wśród zbyt wielu opcji wyboru i strwonić swoje życie na zamawianiu przedmiotów i zajmowaniu się błahostkami. Życie jest zbyt krótkie i cenne, aby je tracić na coś takiego.

To pytanie nie dotyczy w ogóle rzeczy czy wydawania pieniędzy. Może chodzić o uświadomienie sobie, na czym chcesz się skupić w życiu: czy lepiej jest zajmować się maksymalnie wieloma rzeczami, czy osiągnąć coś istotnego w jednej czy dwóch dziedzinach.

Może chodzić o zrozumienie, kogo chcesz w swoim życiu: czy chcesz mieć tak wielu przyjaciół i znajomych, jak to tylko możliwe, czy wybierzesz kilku, którzy będą dla Ciebie oparciem?

Może chodzić o decyzję, jak chcesz wypełnić swój dzień: chcesz spróbować zrobić wszystko czy jest kilka rzeczy, które znaczą dla Ciebie najwięcej? Możliwe, że gdy odrzucisz część możliwości, będziesz miał więcej przestrzeni na to, co ważne i co czyni Cię szczęśliwym.

Może chodzić o to, co pozwala Ci odnaleźć sens. Co daje Ci zadowolenie. Co ma wpływ na innych wokół Ciebie, na Twoją społeczność.

Moja odpowiedź, odpowiedzi innych minimalistów… tak naprawdę nie mają znaczenia. Co jest naprawdę ważne, to zadanie sobie tego pytania i zagłębienie się w tym, co znajdziesz. Twoja odpowiedź nie musi być kategoryczna; nawet namysł nad pytaniem dla wielu z nas może oznaczać głęboką zmianę: przejście od zwykłego robienia rzeczy do robienia ich bardziej świadomie, z większą ciekawością, z większym zainteresowaniem w obszarach, które czynią nasze życie żywym.

» minimalizm: umiarkowane życie

original content

Ludzie często myślą, że mając “więcej” prowadzi do większego komfortu, przyjemności, szczęścia czy bezpieczeństwa. Ale jak podpowiada moje doświadczenie, życie życiem umiarkowanym prowadzi do większej wolności, duchowości, szczęścia i spokoju.

Weźmy na przykład podróżowanie. Jest taki rodzaj “przygotowany podróżnik” — możesz wziaść wszystko czego możesz potrzebować, od każdego możliwego ubioru do wyposażenia, jedzenia, tony elektroniki, książek, notesów, poduszek podróżnych i koców, wiele butów itp. Taka osoba musi ciągnąć walizę na kółkach, dodatkowo plecak, co czyni podróż bardziej ciężką, bardziej stresującą, bardziej wyczerpującą. To zajmuję chwilkę gdziekolwiek podróżujesz i już jesteś zmęczony gdy osiągniesz cel podróży.

Jest też rodzaj podróżnika “na lekko”. Prawie nic nie nosi, tylko niezbędne rzeczy i nie ma ciężkiego bagażu. W rezultacie jest szybszy, lżejszy, ma więcej energii i więcej wolności. Nie zawsze ma wszystko czego mógłby chcieć, ale ma to czego potrzebuje i uczy się mieć mniej. Nie jest to właściwie trudne gdy nauczysz się kilku technik i nie czuje się tym zestresowany.

To umiarkowanie ceni wolność, lekkość, elastyczność, energetyczność i zadowolenie bardziej niż maksymalny komfort, przygotowanie “na każdy przypadek” czy posiadanie wszystkiego.

Kilka innych przykładów umiarkowania:

  1. Waga: Jeśli jesz mniej … oczywiście, nie doświadczysz ogromnej przyjemności jak osoba która je duże ilości pysznego jedzenia każdego dnia. Ale ty uczysz się jak być szczęśliwym z podejściem “dosyć”, więc jesz dobre, zdrowe jedzenie i znajdujesz przyjemność gdzie indziej niż w jedzeniu. I wtedy jesteś szczuplejszy, lżejszy, co nie tylko pozwala Ci być zdrowszym, ale także możesz więcej zrobić z większą energią, możesz śmignąć na szczyt góry lub przebiec maraton albo wspiąć się na skałę z większą łatwością. Życie ze szczuplejszym ciałem jest łatwiejsze dla stawów, mniej stresujące i daje ci większą wolność.

  2. Rzeczy: Wielu ludzi celuje w większe domy, zbiera więcej rzeczy w ciągu upływających lat i czuje że to daje im większy komfort i bezpieczeństwo oraz możliwość podążania za hobby i tak dalej. Ja także nie jestem na to odporny. Zamiast tego możesz spróbować żyć z mniejszą ilością rzeczy. Wyobraż sobie goły pokój z materacem, kilkoma książkami, notatnikiem, laptopem i garścią ubrań. Poduszką do medytacji, miską do spożywania posiłków. Garnkiem do gotowania fasoli i warzyw. Nie mówię że powinieneś mieć taki dom ale czy byłbyś szczęśliwy mając tak mało? Wierzę we wspaniałe życie które może być prowadzone w tym umiarkowaniu. I robiąc to, będziesz lżejszy, mniej zestresowany, z mniejszymi kłopotami finansowymi. Będziesz mniej “rozrośnięty” i zadowolony z posiadania mniej.

  3. Finanse: Mówiąc o finansowych uciążliwościach … często wierzymy że mając większy dochód prowadzi to do większego szczęścia. I na postawowym poziomie, gdy wychodzisz z biedy do klasy średniej jest to prawda. Nie musisz się już martwić tak bardzo skąd wieźmiesz pieniądze na jedzenie. Ale gdy przekroczysz ten poziom i będziesz miał więcej i więcej pieniędzy … często musisz więcej pracować by to mieć. I wtedy wypełniasz swoje życie rzeczami, większymi rachunkami, droższymi samochodami, domami i drogim luksusem. To nie prowadzi do większego szczęścia. Nawet jeśli twój dochód nie wzrósł tak wysoko, możesz przesadzić z wydatkami i wpaść w długi. Jest to stresujące i bardzo uciążliwe. Zamiast tego, żyjąc umiarkowanie oznacza redukcję więc masz mniej rachunków, kupujesz mniej rzeczy, nie wydajesz wiele i zamiast tego znajdujesz zadowolenie w “mniej”. I to nie tylko daje ci większą wolność i elastyczność ale też mniej stresu. Możesz pracować mniej, więcej podróżować, skupić się na doświadzeniach które kosztują mało a nie na takich doświadczeniach lub rzeczach które kosztują dużo.

  4. Biznes: Jeśli jesteś właścicielem firmy, to wiesz jak łatwo jest “inwestować” w firmę dużo wydając aby twój biznes mógł rosnąć. To nie jest nic złego, prawdę mówiąc, z wyjątkiem że te wydatki mogą szybko urosnąć i wtedy jesteś obciążony przez wiele wydatków i niewystarczający dochód. Twój dług rośnie, poziom stresu również gdy martwisz się jak to wszystko spłacisz, ciężej pracujesz żeby więcej zarobić, ale ze wzrostem biznesu wzrasta jego skomplikowanie i ilość wydatków. Zamiast tego jest opcja stworzenia “umiarkowanego” biznesu. Takiego który nie wymaga dużej załogi, który możesz uruchomić sam zamiast mieć inwestorów czy wziąść kredyt na to, który może rosnąć powoli ale nieustannie i który możesz sam ograniczyć więc nie musisz pracować jak wariat. To umiarkowanie prowadzi do większej elastyczności, mniejszej uciążliwości, mniejszego stresu, większego zadowolenia.

Jak możesz zobaczyć w tym temacie, poprzez te przykłady, to może być rozszerzone na każdy obszar twojego życia: umiarkowanie prowadzi do większej wolności, elastyczności, lekkości i zadowolenia. To nie jest zły interes za rezygnację z luksusu i nadmiaru.

Dążenie do umiarkowania jest sprawą redukcji o trochę jednorazowo, zrozumienie czy możesz z tym żyć i czy dalej jesteś szczęśliwy. W pewnm momencie doświadczyć radości pozbywania się i życia “lekko” co jest piękną rzeczą.

» obniżając swoje życiowe wymagania

original content

Dziś wcześnie rano szedłem przez halę lotniska i chciałem napić się kawy, żeby się obudzić. Ale zobaczyłem długą kolejkę do Peet Coffee i uznałem, że nie potrzebuję kawy aby być obudzonym, szczęśliwym czy żyjącym.

Kiedy coś staje się potrzebą, wymaganiem, blokuje nas. Musimy to mieć, co oznacza, że zaczynamy organizować życie wokół tego.

Dla wielu z nas, to więcej niż kawa: potrzebujemy kieliszka wina (lub szklanki piwa) wieczorem, potrzebujemy cichego czasu w samotności, potrzebujemy rzeczy aby być schludnym, potrzebujemy oglądnąć trochę TV żeby się odprężyć wieczorem, potrzebujemy dostępu do internetu dla rozrywki i wiadomości. Nie ma nic złego w żadnej z tych rzeczy, ale wkrótce wymagania dotyczące szczęśliwego życia zaczynają się piętrzyć.

Jakie się twoje wymagania, rzeczy bez których nie możesz żyć? Dla niektórych ludzi, to zmienia się zależnie od okoliczności: potrzebujesz poduszki podróżnej w samolocie, miękkiego łóżka i przytulnej poduszki żeby zasnąć, muzyki żeby biegać lub ćwiczyć, alkoholu żeby spotykać się z ludźmi.

Co się stanie jeśli nie masz tych rzeczy - czy to czyni Cię nieszczęśliwym albo stresuje? Czy podróż albo spotkanie czy bieg jest mniej przyjemny?

Co się stanie jeżeli pozwolimy “odejść” tym potrzebom i będą one tylko miłym dodatkiem?

W następnym miesiącu moja żona i ja dołączamy do mojego przyjaciela Jessiego podejmując wyzwanie nie picia alkoholu, aby zobaczyć jak to jest nie relaksować się kieliszkiem wina późnym wieczorem. To pomoże mi pozbyć się jednej z moich dziennych potrzeb.

Może zrobię coś podobnego z kawą (którą piję prawie każdego ranka) lub czytaniem rzeczy w internecie. Ale będąc szczerym, myślę że większość moich wymagań jest minimalna.

Im mniej wymagań masz, tym mniej te wymagania są kłopotem. Im częściej robimy tę samą rzecz każdego dnia, tym bardziej ona staje się wymaganiem czy potrzebą.

To nie jest recepta jak masz przeżyć swoje życie, ale coś do rozważenia.